Wydrukuj tę stronę
czwartek, 25 luty 2010 12:14

Kto daje i odbiera...

Napisane przez
Posiadacze spółdzielczego własnościowego prawa do lokalu ostatecznie przegrali. 17 grudnia 2008 roku Trybunał Konstytucyjny swoim orzeczeniem pozbawiał lokatorów entuzjazmu, jaki zawitał po wprowadzeniu zmian PIS-u do ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych. Co teraz będzie? Jakie mogą być skutki tego orzeczenia? Co z lokatorami, którzy prawo to już nabyli?
 
Trybunał rozpatrywał połączone zapytania prawne sądu rejonowego dla Łodzi-Śródmieścia w Łodzi, dotyczące zgodności z Konstytucją RP przepisów nowelizujących ustawę z dnia 15 grudnia 2000 r. o spółdzielniach mieszkaniowych (Dz. U. 2001 Nr 4 poz. 27). Przepisów, które zostały uchwalone pod koniec 2007 roku, a zatem za rządów Prawa i Sprawiedliwości.
 
Art. 12 ust. 1 ustawy o spółdzielniach mieszkaniowych zobowiązywał spółdzielnie do podpisania umowy o przeniesienie prawa własności do lokalu na żądanie danego lokatora. Mało tego, w razie niezawarcia ww. umowy ustawa w swoim art. 27 2 sankcjonuje takie zachowanie jako bezprawne i dopuszcza możliwość skazania członka zarządu spółdzielni na karę ograniczenia wolności albo grzywny.
 
Trzymając się konstruktywnej argumentacji, należy zadać pytanie, czym w istocie była ta reforma. Odpowiedź jest stosunkowo prosta, aczkolwiek wymaga przedstawienia jej na dwóch płaszczyznach. Po pierwsze zmiany w ustawie o spółdzielniach przywracały elementarne zasady przyzwoitości w stosunkach państwo-obywatel. Dlaczego? Zapewne dlatego, że w ugruntowanych demokracjach jedyną formą niewolnictwa dopuszczoną przez prawo jest małżeństwo ? John Stuart Mill. Bo jak inaczej niż quasi-niewolnictwem można nazwać spółdzielnie mieszkaniowe, które oprócz Związku Działkowców są jedynymi reliktami po gospodarce nakazowo-rozdzielczej w prawie niezmodyfikowanej formie. Stały się w istocie przechowalnią ludzi starego systemu, sui generis zamrażarką dla działaczy partyjnych bądź członków ich rodzin za lata pracy dla Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej.
 
Od początku lat dziewięćdziesiątych na jaw wychodzą afery z udziałem spółdzielni mieszkaniowych. W niektórych miastach prezesi tych molochów de facto sprawują realną władze, są inspicjentami aktów prawa miejscowego korzystnych dla spółdzielni. Gdzie w tym wszystkim jest człowiek, mieszkaniec, lokator, który przez dwadzieścia lat opłaca wszystkie ustawowo wymagane rachunki, a mimo to nie ma prawa do własności?
 
(?)
Wyświetlony 5444 razy
Michał Mętlewicz

Najnowsze od Michał Mętlewicz

Artykuły powiązane

Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.