sobota, 12 wrzesień 2015 09:53

Chiny to już zupełnie inna półka - rozmowa z Tomaszem G. Grosse

Napisał

Czy kraje BRICS będą rządzić światem – takie futurystyczne pytania są coraz częściej stawiane w zachodnich mediach. Już nikt się z tego nie podśmiewa, tak jak z coraz silniejszej pozycji we światowej gospodarce Państwa Środka. Członkowie BRICS, czyli Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA – różnią się potencjałem gospodarczym, ludnościowym, demograficznym, kulturą, tradycjami i pozycją w świecie. To może powodować spięcia w samej organizacji, kłótnie i obawy, że Chiny będą chciały zdominować resztę partnerów, by realizować swoje interesy. Czy rzeczywiście tak może być? W końcu Pekin ma w tradycji raczej ukrywać swoje plany, nie chwalić się swoją potęgą, a raczej pomału, krok po kroku rosnąć w siłę. Może rzeczywiście BRICS służy jego komunistycznym władzom za parawan, dzięki któremu łatwiej będzie im rozszerzać swoje wpływy i niwelować amerykańskie?

Sprawę tę należy rozpatrywać na płaszczyźnie nie tylko gospodarczej, ale i geoekonomicznej. Państwa, które mają bardzo duży potencjał ekonomiczny, mogą aspirować do roli geopolitycznej – wszystko jedno czy regionalnej, czy globalnej. W tymkontekście państwa BRICS są bardzo nierównomierną grupą. Dlatego, że jest bardzo wyraźna różnica pomiędzy np. Brazylią czy RPA, a Chinami albo Rosją. Jeżeli chodzi o Państwo Środka, to jest to nie tylko mocarstwo o skali azjatyckiej, czyli regionalnej, ale stało się ono konkurentem dla USA jeśli chodzi o pozycję światową – to jest zupełnie inna półka.

Chiny nie są dziś w zasadzie partnerem dla Europy ani dla najważniejszych europejskich państw. Jeśli jeszcze 10 lat temu Stary Kontynent na poważnie mówił, żeby rywalizować z nim w sensie ekonomicznym, to w zasadzie w tej chwili ani cała Europa, ani poszczególne państwa, nie są na takim poziomie rozwoju, żeby nawiązać jakąś rywalizację w sensie geoekonomicznym. Z punktu widzenia Chińczyków, podobnie jak większości innych obserwatorów zewnętrznych, Unia nie jest w ogóle uznawana za aktora geoekonomicznego. Postrzegają UE jako pewnego rodzaju obszar współpracy, w którym grają rolę największe państwa członkowskie. Jest to obszar, na którym wspomniane państwa decydują pod względem politycznym i gospodarczym, gdzie mogą uzyskać wpływy i budować swoją pozycję międzynarodową, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz Europy. Chińczycy w zasadzie już tylko Niemców postrzegają jako mocarstwo, z którym warto się liczyć w tej części Europy.

 

Na czym im zależy? Wydaje się, że kraje te najbardziej łączą ze sobą antyzachodnie zacietrzewienie. Jedne czerpią je z okresu kolonializmu, inne zaś z chęci sprzeciwienia się obowiązującemu układowi w światowej gospodarce.

Wszystkie kraje BRICS-u mają swoje cele i czerpią korzyści z tej współpracy. Poprzez jej intensyfikację na arenie międzynarodowej wypracowują one instrumenty balansowania i ograniczania wpływów Zachodu. Dlatego też wspólnie próbują domagać się od niego większego głosu i wpływania na decyzje w różnych organizacjach międzynarodowych – przede wszystkim gospodarczych, które były do tej pory w zasadzie zmonopolizowane przez państwa zachodnie. Mowa tu m.in o Międzynarodowym Funduszu Walutowym i Banku Światowym. Państwa Zachodu dzieliły się tam wpływami, ale w największym stopniu obie instytucje kontrolowane są przez USA. Teraz się okazuje, że pod względem potencjałów gospodarczych niektóre stolice spoza szeroko rozumianego Zachodu mogą być jak najbardziej równorzędnymi partnerami dla niejednej europejskiej, szczególnie biorąc pod uwagę, że Unia od kilku lat jest w kryzysie. Tak więc państwa BRICS starają się współpracować, po to, by dopominać się o swoje prawa.


Na jakich płaszczyznach kraje te starają się podważać dotychczasową supremację Zachodu?

Z punktu widzenia geoekonomicznego mamy trzy segmenty gospodarki światowej, które liczą się w sensie geopolitycznym: kwestię handlu, segment instytucji finansowych i kwestię waluty. W nich wszystkich mamy ewidentnie wyraźną próbę ofensywy krajów BRICS, ale przede wszystkim Chin. Dążą one do uzyskania wpływu w ramach starych instytucji kontrolowanych przez Zachód. Nie do końca się to udaje, biorąc pod uwagę, że na przykład reforma systemu głosowania w MFW od pięciu lat nie może zostać wdrożona z powodu blokady politycznej w USA. Dlatego coraz śmielej Pekin dąży do kreowania nowych instytucji międzynarodowych, które de facto przejmą ciężar politycznego przywództwa z rąk dotychczasowych liderów zachodnich.


Jak to wygląda?

Tutaj dobrym przykładem jest Azjatycki Bank Inwestycji Infrastrukturalnych, który zakładają Chińczycy. On póki co jest bankiem regionalnym, ale ma światowe ambicje. Ku przerażeniu Waszyngtonu zgłosiło do niego akces już kilka krajów UE, w tym ich największy sojusznik europejski, tj. Wielka Brytania, jak również inne wiodące państwa Starego Kontynentu: Francja, Niemcy i Włochy. Stało się tak pomimo tego, że od dwóch lat prosił on swoich sojuszników, by broń boże nie skorzystali z tego zaproszenia. Oni doszli jednak do wniosku, że biorąc pod uwagę aspekty gospodarcze i polityczne, lepiej być w tej instytucji niż być poza nią. Mocno zastanawiają się nad wejściem do tego Banku inni sojusznicy USA, tym razem azjatyccy, m.in. Australia i Korea Południowa. One obserwują po prostu, jaką potęgą gospodarczą są już teraz Chiny.

W tej chwili niektórzy amerykańscy politycy skrobią się po głowie, gdyż czują, że popełnili taktyczny błąd, mogli się bowiem starać kontrolować od wewnątrz Chińczyków, a teraz nie mają do tego żadnych instrumentów, no chyba że będą prosili Brytyjczyków, o to żeby, tak jak w UE, byli ich ambasadorami lub cichymi rzecznikami. To pokazuje, że w segmencie instytucji finansowych zachodzi na naszych oczach wyraźna zmiana władzy. Te instytucje założone przez USA i w dużym stopniu przez nie kontrolowane, słabną, ich wiarygodność jest podważana. Przykładowo mówi się, że pożyczki, które Międzynarodowy Fundusz Walutowy udzielił Grekom i w tej chwili udziela Ukrainie, są nie do odzyskania. To bardzo obniży wiarygodność tej instytucji.

Tak jak wspomniałem, mamy też ogromne problemy z jej reformą, z ustaleniem parytetów, składek itd. i w takich realiach powstaje nowa instytucja, która ma nowego lidera, do którego przyłączają się wszystkie kraje chcące robić interesy Azji i widzące korzyści z kooperacji z tym rynkiem. W konsekwencji będą one wcześniej lub później przyjmowały chińskie reguły gry dotyczące wymiany gospodarczej na tym rynku.


Jakie to są reguły gry, czym one się różnią od tych preferowanych przez Zachód, czy stanowią dla nas – Starego Kontynentu – zagrożenie? Czy rzeczywiście Chiny tak dobrze się rozwijają? Słychać głosy, że dzieje się tak, ponieważ zaczęły z niskiego pułapu, wciąż nie są tak innowacyjne jak kraje Zachodu. Nie wiadomo też, czy przypadkiem rozwój ten nie wpłynie na zmiany społeczne, które będą ewoluować w kierunku buntu społecznego. Jak długo jeszcze ludzie będą się godzić na ciężką pracę w tak złych warunkach i przy tak niskich stawkach? Partia komunistyczna wciąż będzie potrafiła utrzymać społeczeństwo w ryzach?

Poruszył pan wiele istotnych kwestii w jednym pytaniu. Po pierwsze musimy zdać sobie sprawę, że Chińczycy promują własną wersję kapitalizmu. Nie są to reguły oparte na neoliberalizmie, ale na bardzo silnej obecności państwa w gospodarce. Państwo jest zaangażowane w stymulowanie rozwoju, a wzrost gospodarczy jest nadrzędnym celem geopolitycznym, gdyż prowadzi do wzrostu potencjału Chin na arenie międzynarodowej. Szerzej piszę o tym w swojej książce W poszukiwaniu geoekonomii w Europie. Chińczycy dążą do wypromowania bardziej stabilnych reguł gry w gospodarce międzynarodowej, co ma ich zabezpieczyć przed coraz częstszymi kryzysami w gospodarce globalnej pod rządami mocarstw zachodnich. Jednym z elementów tej stabilności ma być siła finansowa Państwa Środka, wieloletni rozwój tej gospodarki, jak również ograniczenie nadmiernej w ich przekonaniu liberalizacji na rynkach finansowych. Mówiąc krótko, pragną wszystkich przekonać na własnym przykładzie, że ich reguły gry kapitalistycznej będą lepiej służyły rozwojowi, że ograniczą skalę i liczbę kryzysów.

Po drugie, Chiny przechodzą od gospodarki opartej na taniej i nisko wykfalifikowanej sile roboczej do gospodarki coraz bardziej zaawansowanej technologicznie, w tym lepiej opłacanych i wykształconych pracownikach. Wyższe płace sprzyjają też zrównoważeniu tej gospodarki, tj. uzupełnieniu profilu proeksportowego o zwiększający się popyt wewnętrzny. Co ciekawe, wyższe koszty pracy wcale nie powodują masowego odpływu inwestorów zagranicznych. W Chinach wręcz brakuje rąk do pracy, a firmy konkurują o najlepiej wykształconych robotników. Nie wydaje mi się, aby były to warunki do buntu społecznego. Dodać można, że wprawdzie obserwujemy obecnie nadwyżkę kapitału odpływającego z Państwa Środka (w stosunku do zewnętrznych inwestycji), ale jest to przede wszystkim związane z coraz bardziej dynamiczną ekspansją inwestycyjną firm chińskich za granicą.

Po trzecie, wszystko, co powiedziałem, nie oznacza, że Chińczycy nie mają problemów. Zmagają się z negatywnymi zjawiskami, takimi jak zanieczyszczenie środowiska, nadmierne zadłużenie miejscowych firm i władz lokalnych, słabnięcie tempa wzrostu gospodarczego i inflacja. W tym samym czasie odnotowują rekordy w nadwyżce handlowej, czego bez wątpienia jednym z powodów jest prezent od amerykańskiego FED w postaci wzrastającego kursu dolara. Co jednak najważniejsze, władze centralne dość sprawnie odpowiadają na kolejne napięcia i problemy, utrzymując przy tym strategiczny kierunek przekształceń narodowej gospodarki.

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Wyświetlony 557 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.