sobota, 12 wrzesień 2015 14:30

Bałkańscy szantażyści liczą na unijną jałmużnę

Napisał

Wizja Wielkiej Albanii wcale nie jest tak odległa, jakby się wydawało. Macedonia, której co czwarty obywatel jest Albańczykiem, nie potrafi zahamować wzrostu ich tendencji separatystycznych. Albania i Kosowo choć oficjalnie nie przejawiają takich dążeń, wciąż nie tracą nadziei, że ponowne wykorzystanie sprzyjających dla ich rodaków okoliczności pozwoli je urzeczywistnić. W tle tego realnego zagrożenia wszystkie bałkańskie państwa liczą na unijne pieniądze. Czy Zachodowi uda się kupić sobie spokój?

W ciągu ostatnich miesięcy doszło w Macedonii do eskalacji napięcia pomiędzy Macedończykami – Słowianami a mniejszością albańską, która stanowi ok. 25% populacji tego państwa i jest to tendencja wzrastająca (wśród tej społeczności duży procent stanowią ludzie młodzi, a przeciętna Albanka ma o wiele więcej dzieci niż Macedonka).


Konflikt tlił się od dawna

Raport Ośrodka Studiów Wschodnich opublikowany przed trzema laty („Macedonia: Kryzys idei państwa wieloetnicznego”) ostrzegał, że niewiele potrzeba, by doszło do wybuchu konfliktu w tym kraju na szeroką skalę. Doszło tam wtedy do wzrostu napięcia pomiędzy Macedończykami a mniejszością albańską. Po zabiciu dwóch Albańczyków przez policjantów Macedończyków, nie dość, że przetoczyły się wielotysięczne manifestacje, to towarzyszyła im fala przemocy w rezultacie, której kilkadziesiąt osób zostało rannych.

W dokumencie czytamy, że konflikt międzyetniczny nałożył się na osłabianie procesu demokratycznych zmian w tym kraju, a zablokowanie przez Grecję jego członkostwa w UE i NATO w 2008 roku, spowodowane konfliktem o nazwę państwa, doprowadziło do zahamowanie procesu reform i wzmocnienia autokratycznych ambicji premiera Nikoli Gruevskiego. „Znacznie ograniczono wolność słowa oraz niezależność sądownictwa, a coraz większą rolę w państwie odgrywają struktury siłowe. (...) Wysoki poziom niezadowolenia społecznego w Macedonii związany jest ze złą sytuacją gospodarczą, w tym utrzymującym się od lat wysokim bezrobociem (42%), dotykającym szczególnie ludzi młodych. Społeczeństwo pozbawione jest także perspektywy poprawy sytuacji gospodarczej i politycznej (...)” – czytamy w analizie OSW.


Jak trwoga to do... Aleksandra Macedońskiego

W raporcie podkreślono, że władze w Skopje starają się przeciwdziałać niezadowoleniu społecznemu poprzez jednoczenie obywateli narodowości macedońskiej wokół haseł odwołujących się do antycznych i słowiańskich tradycji, co oznacza, że rezygnują z tworzenia społeczeństwa o charakterze wielonarodowym. To zaś powoduje jeszcze większe izolowanie się mniejszości albańskiej, która nie tylko nie identyfikuje się z tą ideą, ale w coraz większym stopniu i z większym zaangażowaniem popiera wizję Wielkiej Albanii jako państwa jednoczącego wszystkich Albańczyków.

W raporcie OSW czytamy też, że „różnice wyznaniowe i językowe pomiędzy obiema grupami narodowymi pogłębia segregacja w szkołach oraz niewielka intensywność kontaktów międzyetnicznych. Płaszczyzną konfliktu jest także dysproporcja w finansowaniu macedońskich i albańskich gmin”. Jaki jest tego efekt? Już w przypadku kryzysu sprzed trzech lat eksperci ostrzegali, że brak politycznego i pokojowego uregulowania sporu między obiema narodowościami powoduje wzrost niebezpieczeństwa stosowania przez nie przemocy. „Nie jest także wykluczone, że to ugrupowania polityczne nagłaśniają incydenty i podkreślają ich międzyetniczny charakter, aby wzmocnić własną pozycję w państwie. Biorąc pod uwagę poziom niezadowolenia społecznego, może to być bardzo niebezpieczne, gdyż lokalne zajścia mogą się przekształcić w starcia na szerszą skalę. Groziłoby to destabilizacją nie tylko w samej Macedonii, ale także w państwach sąsiednich, zamieszkiwanych przez Albańczyków (Kosowo, Czarnogóra)” – przekonuje OSW.


Zamach na rząd czy dowód na korupcję?

Ostatnie miesiące w Macedonii są areną starć między premierem Nikołą Gruewskim, stojącym na czele rządu koalicyjnego partii VMRO-DPMNE i partii mniejszości albańskiej DUI, a przedstawicielem głównego ugrupowania opozycyjnego, Socjaldemokratycznego Związku Macedonii (SDSM), Zoranem Zaewem. Kryzys ten narasta od zeszłorocznych wyborów parlamentarnych, które potwierdziły dominację w macedońskiej polityce obecnego długoletniego szefa rządu. Jego przeciwnicy już wtedy oskarżali go, że wybory nie tylko zostały sfałszowane, ale że w celu utrzymania się przy władzy wykorzystuje media, wymiar sprawiedliwości i że obsadził swoimi ludźmi wszystkie instytucje państwowe. Oliwy do ognia dolała afera związana z przedstawieniem w lutym tego roku przez opozycję nagrań rozmów telefonicznych, które kompromitowały najważniejszych przedstawicieli VMRO-DPMNE. Sprawiła ona, że premier Gruewski wciąż nie jest pewny zachowania swojej władzy, choć stara się na wszelkie sposoby przedstawić aferę jako próbę obalenia rządu i działanie przeciwko bezpieczeństwu państwa. Ujawniony proceder podsłuchiwania obywateli – jeżeli znajduje ona pokrycie w dowodach (Zoran Zaew miał je otrzymać od osób powiązanych z macedońskimi służbami specjalnymi) – ma dotyczyć ponad 22 tysięcy osób, co jest samo w sobie pokaźną liczbą, a w dwumilionowym kraju wręcz gigantyczną. Wśród nich znajdują się m.in politycy, dziennikarzy, przedstawiciele organizacji pozarządowych i wymiaru sprawiedliwości, a także członkowie rządu. Szczególnie bulwersujące jest, że część z opublikowanych rozmów dotyczy nadużywania władzy i korupcji.

Tę kryzysową sytuację w państwie pogłębiają gwałtowne protesty kolejnych grup społecznych, które są niezadowolone przede wszystkim ze złej sytuacji gospodarczej kraju, a także oskarżają premiera o autorytaryzm i prześladowanie opozycji. Co jest szczególnie niebezpieczne dla władz to to, że w ostatnim czasie grupy te zaczęły ze sobą współpracować i przełamały niechęć do opozycyjnej SDSM, pod której adresem, gdy znajdowała się u władzy, formułowano podobne zarzuty.


Terroryzm czy prowokacja?

Eksperci zwracają uwagę, że do nawiązania bliższej współpracy doszło po akcji antyterrorystycznej w Kumanowie w dniach 9-10 maja, podczas której w walce z Albańczykami z Macedonii i Kosowa, z których część miała być powiązana z z rozwiązaną przed laty Armią Wyzwolenia Kosowa (UÇK), zginęły łącznie 22 osoby. Nie przekonało to jednak wielu przeciwników władz, którzy uważają, że wydarzenie to miało odciągnąć uwagę społeczeństwa od sytuacji wewnętrznej i wzmocnić konflikty etniczne, co z kolei zostałoby wykorzystane przez rządzących do umocnienia ich pozycji gwarantów spokoju i bezpieczeństwa. Pomimo licznych protestów, premier Gruewski zapowiedział, że nie myśli o ustąpieniu z funkcji. Przez długi czas wzbraniał się też przed rozpisaniem wcześniejszych wyborów i tłumaczył, że ich zeszłoroczne rezultaty potwierdziły legitymizację jego władzy. Później jednak, po rozmowach z przedstawicielem UE, zmienił zdanie i zgodził się na przeprowadzenie ich w kwietniu przyszłego roku. Wcześniej jednak, aby uspokoić sytuację, przyjął dymisję trzech swoich najbardziej kontrowersyjnych współpracowników – ministra spraw wewnętrznych Gordany Jankuloskiej, dyrektora agencji kontrwywiadowczej Saszo Mijalkowa (blisko spokrewnionego z premierem), firmujących akcję w Kumanowie, oraz ministra transportu Mile Janakiewskiego. To jednak nie uspokoiło protestujących, którzy pomimo prowadzenia przez rząd rozmów z opozycją zapowiadają, że przerwą protesty dopiero w momencie jego ustąpienia.


UÇK powraca

Macedońskie władze przekonują, że antyterrorystyczna akcja umożliwiła przerwanie przygotowań do poważnych rozmiarów zamachu na instytucje państwowe i cywilne, który miały na celu zdestabilizowanie kraju. Większość z pośród co najmniej 30 zatrzymanych, to obywatele Kosowa, którzy byli zaangażowani w działalność albańskiej partyzantki z UÇK, oskarżanej o to, że podczas konfliktu z Serbią dopuszczała się zbrodni wobec ludności cywilnej i ataków terrorystycznych na funkcjonariuszy policji, a później czerpała duże dochody z działalności przestępczej, m.in przemytu broni i narkotyków. Skopje przypisuje też tej grupie atak na posterunek w miejscowości Goszice – z 21 kwietnia, podczas którego policjanci zostali związani, a znajdująca się tam broń zarekwirowana. Już wtedy, chociaż nie było to wydarzenie nagłaśniane przez zagraniczne media, można było założyć, że może dojść w najbliższym czasie do poważniejszego w skutkach ataku.

 

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Wyświetlony 1160 razy
Więcej w tej kategorii: « Daesh Bank Jedwabnego Szlaku »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.