czwartek, 13 grudzień 2018 11:58

Polak w Polsce ma pod górkę

Napisał

Historyk Wojciech Kempa, redaktor naczelny dwumiesięcznika społeczno-politycznego „Magna Polonia”, w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem wyraża swoją opinię, że po roku 1989 Polska – co prawda – odzyskała niepodległość, ale stało się to niejako ponad naszymi głowami i szybko zaczęliśmy się rozglądać, pod czyim to butem się schować, żeby przypadkiem nie musieć samodzielnie o niczym decydować i tej niepodległości tak naprawdę na własne życzenie zrzekliśmy się.

 Jaką wartością dla Ciebie jest niepodległość? Jakie wiążą się z nią szanse, a jakie niebezpieczeństwa?

 Dla mnie, jako człowieka, który z domu wyniósł pewien system wartości, przywiązanie do ojczyzny zawsze, od dziecka, było bardzo ważne i odgrywało bardzo istotną rolę. Wychowałem się w rodzinie, w której pamięć o walce o niepodległość była przechowywana. Mój dziadek był oficerem Armii Krajowej, skazany przez Niemców na karę śmierci i powieszony. Pradziadkowie byli powstańcami śląskimi. Od dziecka chłonąłem tę atmosferę. Odkąd pamiętam, u mnie w domu rozmawiało się na tematy historyczne, na tematy odnoszące się do walki o niepodległość, wspominało się tę walkę, w związku z czym jako dziecko tym nasiąkałem i stąd niepodległość jest jedną z najważniejszych wartości. Przede wszystkim jednak należy zadać sobie pytanie, czym jest i czym powinno być państwo, bo wokół tego zagadnienia w ostatnim czasie toczone są liczne dyskusje, w których to jednak umyka kwestia zasadnicza. Odpowiedź na pytanie, czym jest państwo i czym powinno być gdzieś się gubi. Zastanawiamy się, czy państwo powinno zajmować się kwestią zabezpieczeń emerytalnych, socjalnych, w jaki sposób może ingerować w nasze życie i na ile ograniczać nasze swobody, rozmawiamy o tamtym i owym, natomiast nie rozmawiamy o tym, czym to państwo ma być. Dla mnie bowiem państwo to przede wszystkim zinstytucjonalizowana forma życia narodowego. Tworzymy wspólnotę. Tak jak rodzina tworzy wspólnotę, tak naród tworzy wspólnotę, a państwo jest od tego, żeby realizować cele wspólnotowe. Po to, żeby zabezpieczać sprawy socjalne, po to, żeby zabezpieczać jakieś tam kwestie prawne, sprawy bezpieczeństwa i porządku publicznego – do tego nie jest potrzebne istnienie państwa polskiego. To może zabezpieczyć każde inne państwo, natomiast po to tworzymy państwo polskie, żeby zabezpieczało interesy ściśle narodowe. W tym sensie też jestem narodowcem.

 

Czy znaczenie tego pojęcia „niepodległość” należy dostosowywać do istniejących warunków politycznych, geopolitycznych, gospodarczych, historycznych czy jednak jest to wartość niezmienna?

 Dla mnie jest to wartość stała i niezmienna. Nie uważam, byśmy mieli podporządkowywać nasz interes narodowy jakiemuś innemu państwu czy jakimś ponadnarodowym interesom. Nie powinniśmy też ustawiać się w opozycji do kogokolwiek. Czasami bowiem możemy usłyszeć, że naszym „tradycyjnym” wrogiem jest Rosja, Ukraina, Niemcy, a nawet Stany Zjednoczone albo ktokolwiek inny. Wydaje mi się, że nie powinniśmy w żaden sposób czymś takim się kierować. Centralnym punktem odniesienia powinna być dla nas zawsze Polska. Nie powinniśmy się kierować ukrofobią czy ukrofilią, rusofobią czy rusofilią, germanofobią czy germanofilią. Zawsze powinniśmy na pierwszym miejscu mieć interes państwa polskiego. A przez interes państwa polskiego rozumiem interes narodu polskiego, bo przecież ogromna część naszej wspólnoty narodowej mieszka dziś poza granicami kraju. Część z własnego wyboru – ci, którzy wyemigrowali gdzieś tam na Zachód, ale część wbrew własnej woli – ci, którzy pozostali na Kresach i dziś są obywatelami Litwy, Białorusi czy Ukrainy. O nich też powinniśmy dbać, bo oni też są częścią naszego narodu i państwo polskie powinno jak najbardziej mieć na względzie także ich interes.

 Czy w ogóle we współczesnym zglobalizowanym jednak świecie możemy jeszcze mówić o suwerenności państw, czy powiązania pomiędzy państwami wraz z łatwością podróżowania i wymiany towarowej są tak głębokie, że należy od tego odchodzić na rzecz budowy jednego społeczeństwa światowego?

 Absolutnie się z takim stwierdzeniem nie zgadzam. Oczywiście, powinniśmy być otwarci na innych. Powinniśmy utrzymywać czy to kontakty handlowe czy jakiekolwiek inne z innymi państwami, ale nie powinno się to odbywać kosztem naszej niepodległości, naszej tożsamości narodowej, bo to jest wartość, która jest ponadczasowa. To jest tak jak z rodziną. Jej też się nie wybiera, ale to w niej człowiek jest sobą. W niej jest jego miejsce. Nie wolno wyrzekać się własnych korzeni, swojej tożsamości. Niektórym się wydaje, że można wyrzec się swojej tożsamości, ale efekt jest tego taki, że ludzie, którzy odrzucili wspólnotę, której byli częścią, nie potrafią się później nigdzie odnaleźć i z reguły cierpią samotność. Bo człowiek jest z natury częścią takiej czy innej wspólnoty i zawsze musi być gdzieś zakorzeniony.

 Czy Polska po 1918 roku dobrze wykorzystała odzyskanie niepodległości?

 Tak. Dorobek II Rzeczpospolitej – przy wszystkich jej wadach, bo w końcu państwo tworzyli ludzie, a ludzie mają swoje wady, przywary, kłócą się ze sobą, a czasami te kłótnie w II Rzeczpospolitej przybierały zbyt wielkie rozmiary – per saldo oceniam zdecydowanie pozytywnie. Polacy mimo przegranej II wojny światowej – dzięki XX-leciu i dzięki postawie w czasie tej wojny – wyszliśmy z niej wzmocnieni. Jako państwo nasz kraj wyszedł z niej przegrany, ale jako naród wyszliśmy wzmocnieni.

 A czy tej odzyskanej w 1918 roku niepodległości nie można było jeszcze lepiej wykorzystać, niż to się stało?

 Zawsze da się zrobić wszystko lepiej, ale tak czy inaczej uważam ten dorobek za zdecydowanie pozytywny. Uważam, że pokolenie pierwszej połowy XX wieku to było chyba najlepsze pokolenie w dziejach naszego narodu. Mieliśmy wybitne osobowości. Mówi się, że w czasie II wojny światowej straciliśmy elitę, ale z drugiej strony, moim zdaniem – i tu chyba Cię zaskoczę – Polska jako naród w okresie komuny miała wybitne elity.

 W jakim sensie?

 Takie postacie, jak św. Jan Paweł II, jak kardynał Stefan Wyszyński to były wybitne autorytety zarówno pod względem moralnym, jak i pod względem intelektualnym. Bo przecież to byli nie tylko duchowni, ale też wybitni myśliciele. Ale idźmy dalej – na jakim poziomie stała polska wiedza inżynieryjna, na jakim poziomie stała humanistyka, jakich mieliśmy znakomitych historyków, jakie mieliśmy wybitne osiągnięcia chociażby w dziedzinie kinematografii, jakie wspaniałe produkcje filmowe wtedy realizowano, muzyka – od Kilara po muzykę folklorystyczną, ludową czy muzykę rockową. Wszędzie poziom był bardzo wysoki. Uważam, że nie jest prawdziwe stwierdzenie, iż Polska wyszła z II wojny światowej bez elit. Wręcz przeciwnie. Uważam, że elita z jednej strony poniosła wówczas ogromne straty, ale zarazem zdołała się w jakiś sposób zahartować i mieliśmy naprawdę wybitne postacie. Pamiętam lata 70. Pamiętam wybuch „Solidarności”. Wtedy było głębokie przekonanie, że my jesteśmy wielkim, wspaniałym narodem. Każdy z nas był dumny, że jest Polakiem. Pogląd był taki, że tylko ta komuna nas tutaj gnębi, a jak zrzucimy ten balast, to pójdziemy tak do przodu, że hej. Tak się nie stało. I to jest dla mnie największą tragedią. To jest doświadczenie, które mnie zaskoczyło i z tego punktu widzenia uważam ostatnie 30 lat za strasznie przegrany okres.

 

(...)

Tomasz Cukiernik

Wyświetlony 367 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.