sobota, 12 wrzesień 2015 14:05

Nie wierzę w żadną moralność mediów - rozmowa z Wojciechem Wareckim

Napisał

Jakie zadanie, cele stawia się dziś przed mediami? Do czego służą, a do czego powinny służyć, a może lepiej powinienem spytać, komu powinny służyć?

A jakie pan zadanie stawia dla noża?

 

Ma być ostry i dobrze kroić.

Media są trwałym elementem naszej szybko zmieniającej się rzeczywistości. Zarówno one, jak i postęp, nie czynią nas jednak lepszymi. Zmienia się jedynie scenografia, a my, być może, jesteśmy jeszcze gorsi, niż byliśmy. Nie wiem czy telefon komórkowy, czy komputer kogoś uczynił lepszym. Media są jak ten nóż, można pokroić nim chleb, bronić się nim, a nawet kogoś zabić. Media są jedynie trochę bardziej skomplikowane od noża. Występuje tutaj też zależność, jak media to dziennikarze, a każdy dziennikarz, każdy kto babrze nam w głowie, tak jak chirurg, który musi mieć na to papiery i skończyć szkołę, powinien mieć tabliczkę z informacjami, kim jest i czym on pachnie, jaki ma system aksjologiczny, poglądy, skąd jest, kto mu płaci. Wtedy sprawa byłaby jasna. A teraz mamy sytuację, że często farbowane lisy trują nam głowę. My nie wiemy, kim oni są, a to mogą być np. agenci wpływu. W tym wypadku ta przestrzeń aksjologii powinna być jasna.

Pamiętam, jak w pewnym radiu miałem lata temu pomysł, by robić programy z jedną koleżanką w nim pracującą, o dziennikarzach. My siedzielibyśmy w studiu, przychodziłby dziennikarz i ja bym go odpytywał – dlaczego tak napisał, dlaczego tu manipulował – koleżanka oceniła, że to świetny pomysł i że pójdzie z nim do dyrekcji. Później jednak zadzwoniła i powiedziała, że mnie bardzo przeprasza, ale powiedzieli jej, że jeśli przyjdzie jej do głowy zrealizowanie tego tematu, to ją z miejsca wyrzucą z pracy. Jest to temat zakazany. Ostatnio ktoś mi powiedział, gdy mu o tym mówiłem, że nie wiadomo, czy dziennikarze przyszliby do studia. Nie wiem, ale wiem, że ludzie bardzo chętnie lubią mówić o swojej pracy. Z moim bratem napisaliśmy m.in taką książkę, w której zastanawialiśmy się, co ma wpływ na dziennikarzy i na co oni mają wpływ. I żeśmy tam odpytali Żakowskiego, Ziemkiewicza, Durczoka, Sekielskiego... W przypadku tego ostatniego przypomina mi się, że wraz z Andrzejem Morozowski prowadzili program „Prześwietlenie” – on był dobry, był wieczorem, trwał pół godziny, brali jednego gościa we dwóch i on mógł się nagadać. Po tym, jak my z nim zrobiliśmy wywiad, mój brat Marek wystąpił u nich w programie, a to był chyba rok 2005. I zadali mu wstępne pytanie: jaki jest największy manipulator w Polsce. A mój brat powiedział: Aleksander Kwaśniewski – a to był program na żywo...

 

Konsternacja i reklama

Właśnie nie, ale syf się taki zrobił! Mój brat uzasadnił swój wybór, że to facet, który już dwie kadencje kręci wszystkimi, jak chce, a ma wyniki coraz lepsze, że to jest manipulator. Jak ktoś kantuje i wszyscy wiedzą, że to manipulator, to co to za manipulator? W przypadku oceny skuteczności mediów mamy do czynienia z wieloma czynnikami, w zależności od tego, czy są interaktywne, czy to portal, czy radio, różne są programy, formuły, w środku jest dziennikarz, jest właściciel..

 

A czym jest dziś informacja?

My lansujemy tezę, że każdy człowiek ma swoje przyzwyczajenia w pozyskiwaniu informacji. Wstaję rano, mam trzy portale prawicowe – sprawdzę, co tam jest, to mi zajmuje mniej więcej 15 sekund, są bowiem nudne jak flaki z olejem. Wie pan, co to jest redundancja? To jest stosunek zawartości informacji do kanału – jakby przed panem stanął niebieski słoń ze skrzydełkami i powiedział „jestem niebieskim słoniem ze skrzydełkami”, to jest zero informacji, czyli redundancja jeden. Media prawicowe w większości są nudne jak flaki z olejem, bo tam wychodzi facet, by mówić/gadać/pisać, a właściwie nic by nie musiał robić – postałby i tak wiemy, jakie ma poglądy. Zresztą, wie pan, na prawicy nie można mieć niesłusznych poglądów, bo kopa się dostanie, od cycka zaraz będzie ktoś odsunięty i będzie kit z okien wyjadał.

Ale wracając do tematu, każdy człowiek ma swój pomysł na organizowanie sobie świata informacji. Ja już od dawna nie czytam gazet, uważam, że jest to strata czasu i pieniędzy, oglądam tylko parę portali, z internetu wydłubuję tylko jakieś tam naukowe rzeczy albo rozrywkowe. Właściwie do portali też rzadko zaglądam – gdyż te, które nawet zapowiadały się na dobre, są nudne, w kółko tam jest to samo, wciąż są ci sami aktorzy.

W zależności od tego, jak my, ludzi nauczymy, jak mają pływać w tym świecie informacji, to tak będzie... Mam kolegów z siłowni i tam spotykam normalnych ludzi – i oni ignorują tę sferę medialną, żyją rzeczami, które ich interesują: jeden ogląda tylko kanały sportowe, inny interesuje się cudami, są tacy, którzy są zanurzeni w świecie własnej łydki – wie pan, łydkę jest trudno „zrobić” (śmiech)

Ale zwykli ludzie nie mają zbyt wiele czasu, by analizować informacje, które przekazują im gadające głowy. Po prostu – po ciężkim dniu włączają dziennik do kolacji, żeby się dowiedzieć, co się dzieje.

I to wygląda tak, że z telewizji jakaś baba grubym głosem, albo jakiś Kraśko, gada niestworzone pierdoły. Gmyz kiedyś powiedział, że nigdy nie ogląda materiałów, które nie są na żywo, jak są montowane, to jego to już nie interesuje. A oglądanie telewizji, wiadomości, to jest robienie sobie świadomie dziur w głowie – sam ich układ jest tendencyjny – są dwa elementy, pokazują „łyse, chore dziecko”... a kilka chwil dalej, jakiś materiał o tym, że ojciec swojemu dziecku urżnął łeb... Od emocji do emocji – to ma wszystkie cechy prania mózgu. Tu jest taki przekaz, że „my, tutaj, ludzie, którzy do was mówimy, opiekujemy się takimi dziećmi, a wy jesteście tacy...” – tutaj pewnie powinno paść grubsze słowo. I tu wchodzi tzw. efekt trzecie osoby – większość ludzi jest absolutnie przekonana, że jest odporna na propagandę. Niedawno napisaliśmy artykuł jej poświęcony i powołujemy się na jednego specjalistę od mediów, który powiedział, że żeby nam się udało jej umknąć, to należałoby pracować trzy, cztery godziny dziennie i móc dyskutować o tym, co się ogląda i o swoich wnioskach. Przekaz z telewizora traci bowiem siłę, kiedy ogląda pan to z kimś i zaczyna o tym dyskutować. Dlatego, jeśli ktoś jest odpowiedzialnym rodzicem, to od najmłodszych lat, już gdy dzieci oglądają bajki, spędza ten czas razem z nimi. Pamiętam, że jak moje dzieci były małe, to zachwycały się „Harrym Potterem”, a ja swojemu synowi mówiłem wtedy, że to syf, a on tego bronił. Usiedliśmy razem, obejrzeliśmy, doszliśmy do wniosku, że pod każdym względem jest to słaby film i toksyczna literatura – ale to trzeba było przeżyć razem. Córka brata, gdy była mała, słuchała muzyki, w której od przekleństw aż dymiło – usiadł z nią, przeanalizował teksty, część była dobra, część niedobra i sprawa była załatwiona. Samo zabranianie nic nie daje.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Czytany 1149 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.