środa, 24 styczeń 2018 22:31

Iluminatyzm

Napisane przez Nesta Webster

Każdy z nas jest w stanie zaakceptować opinię, że wielki ruch rewolucyjny, który rozpoczął swoją działalność w XVIII wieku, ma swoje źródło w filozofii francuskiej, a w szczególności w osobie Rousseau. To jednak nie daje pełnego obrazu; filozofia Rousseau nie była pierwowzorem tych doktryn i jeśli miałabym szukać przyczyn rewolucji w samej filozofii, trzeba by pójść znacznie dalej niż do Rousseau – należałoby wrócić do Mably’ego, do Utopii Thomasa Moore, a nawet do samego Pitagorasa i Platona.

Nie zmienia to jednak faktu, że Rousseau był głównym pośrednikiem, przez którego doktryny wcześniejszych filozofów zostały rozpowszechnione wśród francuskiej inteligencji osiemnastego stulecia, a jego Cantrat Social i Discours sur l’origine de l’inegalite parmi les hommes zawierały zarodki współczesnego socjalizmu we wszystkich jego formach. Teoria Rousseau mogłaby zostać wyrażona potocznym zdaniu: „Cywilizacja to zło”, a zbawienia ludzkości należy szukać w powrocie do natury. Jak twierdzi Rousseau, cywilizacja stała się zmorą ludzkości; w swoim pierwotnym stanie człowiek był wolny i szczęśliwy, a pod paraliżującym wpływem więzów społecznych jego wolność została ograniczona, gdy samo prawo własności było przyczyną tego, że duża część ludzkości popadła w niewolę. „Ten, kto pierwszy ogrodził kawałek ziemi, powiedział «to moje» i znalazł ludzi dość naiwnych, by mu uwierzyć, był prawdziwym założycielem społeczeństwa. Iluż to zbrodni, wojen, morderstw, ile nędzy i grozy byłby rodzajowi ludzkiemu oszczędził ten, kto by kołki wyrwał lub rów zasypał i zawołał do otoczenia: «Uwaga! Nie słuchajcie tego oszusta; będziecie zgubieni, gdy zapomnicie, że płody należą do wszystkich, a ziemia do nikogo!»”[1] W tych słowach można znaleźć podstawowe zasady komunizmu.

Potępienie cywilizacji Rousseau jest w pewien sposób osadzone w prawdzie – elemencie wspólnym dla wszystkich niebezpiecznych idei. Jeśli nie byłoby żadnej prawdy u podstaw wszystkich zwodniczych filozofii, to nie miałyby one żadnej wiarygodności i przez to nie stanowiłyby zagrożenia dla świata. Wielki błąd Rousseau polegał na twierdzeniu, że jeśli z cywilizacją są związane określone zła, to cała cywilizacja musi być od początku zła. Tak jakby ktoś wskazał jedną zaniedbaną grządkę w ogrodzie i powiedział: „Oto są skutki uprawiania roślin!”. W celu zaradzenia złu istniejącego systemu społecznego potrzebne jest większe ucywilizowanie, a nie mniejsze. Cywilizacja w swoim najlepszym ujęciu, niezamykającym się tylko w pewnych fizycznych udogodnieniach życia czy też osiągnięciach sztuki i nauki, ale rozumiana w sferze moralnych aspiracji jest tym wszystkim, co oddziela człowieka od barbarzyńcy. Zniszcz cywilizację w ogóle, a cała ludzkość utknie na poziomie dżungli, gdzie jedynym prawem jest prawo silniejszego, pobudzane przez potrzeby materialne. Jakkolwiek polecenie Rousseau „wracaj do lasu i stań się człowiekiem!” może być świetną radą, gdy zrozumie się je jako tymczasowe rozwiązanie, to „wracaj do lasu i zostań tam” jest raczej skierowane do człekokształtnych małp.

Wielki błąd Rousseau polegał na twierdzeniu, że jeśli z cywilizacją są związane określone zła, to cała cywilizacja musi być od początku zła.

Byłoby jednak jałowym staraniem zajmować się obalaniem wariactw teorii Rousseau, by ukazać, że komunizm nie występuje w naturze, a pierwszą istotą, która ustanowiła prawo własności nie był człowiek, który zagrodził kawałek ziemi, a pierwszy ptak, który zawłaszczył gałąź na drzewie, by wybudować na niej swoje gniazdo, czy też pierwszy królik wybierający miejsce na swoją norę – prawo, którego żadnemu innemu ptakowi czy królikowi przez myśl nie przeszło podważać.

Jeśli chodzi o dystrybucję „owoców ziemi”, to wystarczy popatrzyć na dwa drozdy walczące na trawie o robaka, by zobaczyć, jak problem podziału żywności jest rozwiązywany w prymitywnych społeczeństwach. Nic nie może być bardziej absurdalne niż koncepcja Rousseau’a idealnych barbarzyńców żyjących zgodnie z zasadą „Czyń innym to, co chcesz, by ci uczyniono”; tylko marzyciel całkowicie nieznający prawdziwego charakteru życia prymitywnego – życia podporządkowanego prawu silniejszego, gdzie bezlitośni żerują na słabych i bezbronnych – mógł przywołać taką wizję[2].

Nawet XVIII-wieczna Francja, z całym swoim pociągiem do nowinek i marzeniami o „powrocie do natury”, nigdy nie traktowała prymitywnej utopii Rousseau w kategoriach osiągalnego ideału. Trudno pojąć, jak idee z Discours sur l’inegalite mogły doprowadzić do próby przewrotu cywilizacyjnego w 1793, i w jaki sposób potwarze Woltera mogły doprowadzić do heberystowskich świąt Rozumu i profanacji kościołów. Nauka Rousseau nigdy nie dotarła do szerokiej publiczności, jego wpływ był ograniczony do kręgów arystokracji i burżuazji. Z pewnością nie miał on wpływu na stałych bywalców salonów ani też na prosperującą burżuazję z prowincji, a z pewnością nie miały one wpływu na samego filozofa Rousseau, który żył ze środków najbardziej rozpustnych bogaczy i dzielił razem z nimi te same nałogi. Jak ktoś taki mógłby chętnie zgodzić się na powrót do aborygeńskich warunków życia?

Salony bawiły się filozofią Rousseau tak jak bawiły się każdą nowinką – mesmeryzmem, martynizmem czy magią – gdy tymczasem niezadowoleni członkowie klasy średniej biorący go na poważnie używali jego teorii jedynie jako pretekstu do dania upustu nienawiści przeciwko klasie, przez którą czuli się pogardzani, i nigdy nawet nie marzyli o tym, by udawać karaibskich dzikusów, których przykład był modelem prymitywnej równości.

Salony bawiły się filozofią Rousseau tak jak bawiły się każdą nowinką, gdy tymczasem niezadowoleni członkowie klasy średniej biorący go na poważnie używali jego teorii jedynie jako pretekstu do dania upustu nienawiści przeciwko klasie, przez którą czuli się pogardzani.

Nie chodzi więc o filozofów, ale o źródło, z którego czerpali swoje inspiracje. Źródło, z którego musiała się brać gwałtowna siła rewolucji. Rousseau i Wolter byli wolnomularzami; Encyklopedia albo słownik rozumowany nauk, sztuk i rzemiosł została wydana na to samo zlecenie. Bez silnego wsparcia salonowy doktrynizm osiemnastego wieku nie przyniósłby wielkiego kataklizmu 1789 roku, tak jak Towarzystwo Fabiańskie nie mogłoby zapoczątkować światowej rewolucji dzisiejszych czasów. Organizacja tajnych stowarzyszeń była potrzebna do tego, by zmienić teoretyzowanie filozofów w konkretny i potężny system mający służyć destrukcji cywilizacji.

W celu odnalezienia początków tych sekt należy cofnąć się jeszcze o sześć wieków. Aż do roku 1185, kiedy to uformował się zakon nazywający siebie „Confrérie de la Paix”, czyli „Bractwo Pokoju”, którego głównym celem było zarówno zakończenie wojen, jak i ustanowienie wspólnoty ziemskiej. W atakach na szlachtę i kler, bractwo propagowało system, który teraz znamy pod pojęciem nacjonalizacji: „Jakim prawem okupują oni dobra, które powinny być wspólne: łąki, lasy, zwierzynę zamieszkującą pola i lasy, ryby żyjące w rzekach i jeziorach, dary, które natura przeznaczyła wszystkim swoim dzieciom?”. Bractwo miało pełnić misję zniszczenia zamków i klasztorów, ale szlachta, która wystąpiła przeciw nim w samoobronie zakończyła jego działalność.

Jasne jest więc, że Rousseau, atakując prawo własności, propagował doktrynę, którą nie tylko głoszono, ale i próbowano wdrożyć w życie we Francji 600 lat wcześniej.

Zlikwidowanie bractwa z dwunastego wieku nie powstrzymało formowania się bardziej przewrotnych sekt; u początków kolejnego stulecia pojawili się albigensi wyznający właściwie te same doktryny; w 1250 węgierski były ksiądz zwany Jacobim zorganizował krucjatę przeciwko klerowi i szlachcie, a niemalże w tym samym czasie, podczas krucjat w Jerozolimie powstał zakon templariuszy, założony przez tzw. gentilshommes, czyli panów z Picardy. Po powrocie do Francji templariusze ukonstytuowali siebie jako siłę niezależną od monarchii, a pod wpływem wielkiego mistrza zakonu Jakuba de Molay wystąpili przeciwko autorytetowi króla Filipa Pięknego[RL1] . W 1312 część z nich została aresztowana i oskarżona m.in. o plucie na krucyfiks i zapieranie się Chrystusa. W trakcie dochodzenia ogłosili oni, że nie znali w pełni statutu zakonu i podejrzewali, że „istniały dwa rodzaje praw w zakonie, część była ogłaszana publicznie, a część ukrywana przed resztą i nieznana większości rycerzy zakonnych”.

Jakub de Molay i kilku liderów zakonnych zostało straconych i jak twierdzi Chevalier de Malet, „ci, którzy uniknęli skutków późniejszej nawałnicy, spotykali się potajemnie, aby odnowić więzi, które ich połączyły, a w celu uniknięcia kolejnych denuncjacji używali alegorycznych metod, które określiły sposób funkcjonowania zgromadzenia tak, że były one nierozpoznawalne dla oczu profana: tak powstało wolnomularstwo”.

Ostatnie twierdzenie podtrzymuje martynista Papus, pisząc, że „Wielką Kapitułę” francuskiego wolnomularstwa utworzyli w osiemnastym wieku templariusze, „trzeba powiedzieć, że najbardziej prominentni członkowie chcieli pomścić Jakuba Burgundusa Molaya i jego kompanów, którzy zostali zamordowani pospołu przez dwie tyraniczne siły: monarchię i papiestwo”[3].

 


[1] J.-J. Rousseau, Rozprawa o pochodzeniu i podstawach nierówności, tłum. Henryk Elzenberg, [w:] Trzy rozprawy z filozofii społecznej. Wydawnictwo PWN, Warszawa 1956, s. 45.

[2] Na granicy ziemi Indyjskiej, gdzie do dziś panuje bezprawie, mieszkańcy byli zmuszeni uciekać się do rozwiązań, takich jak budowanie wież, na które można było się wspiąć jedynie po drabinach, gdzie mogliby spać w nocy. Wchodząc do tych schronień, podciągali drabiny za sobą i dopiero wtedy mogli spocząć w poczuciu umiarkowanego bezpieczeństwa. Równość majątkowa była utrzymywana dzięki takim prymitywnym metodom. „Jak zapobiegacie temu, by ktoś nie stał się zbyt bogaty?” – próbował dowiedzieć się brytyjski generał od mieszkańca Swat Valley, gdzie zachowywano szczątkową formę komunizmu. „Podcinamy mu gardło” – brzmiała zwięzła odpowiedź.

[3] Papus [Gérard Encausse], Martinez de Pasqually (s. 140). Poruszyłam tu zaledwie pobieżnie temat pochodzenia masonerii kontynentalnej. Jednak tą kwestią znakomicie ujmuje bardzo ciekawy artykuł, który ukazał się w „The Morning Post” z lipca 1920 roku: The Cause of World Unrest. Grant Richards opublikował go później w formie broszury.


 [RL1]Ha, było zupełnie inaczej. Zbankrutowany król koniecznie chciał dorwać się do wielkiego bogactwa zakonu i wbrew protestom papieża zafundował mu zmanipulowany proces, tortury i śmierć na stosach. Podtrzymywanie łgarstw złodziejskiego króla przez autorkę tekstu historycznego trochę dziwi i podważa jej wiarygodność. Zresztą zadziwia też cytowanie Papusa jako autorytetu.

 

 Nesta Webster

Większy fragment w papierowym wydaniu numeru. Fragment książki Światowa rewolucja. Spisek przeciwko cywilizacji, która przygotowana jest do wydania przez wydawnictwo Wektory.

 

 

Czytany 875 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.