środa, 09 maj 2018 22:35

Lobby izraelskie trzęsie Waszyngtonem

Napisane przez Philip Giraldi - tł. Michał Krupa

American Israeli Public Affairs Committee (AIPAC)[1] powraca do Waszyngtonu na doroczny szczyt. Kiedyś to coroczne zebranie było nazywane szczytem, obecnie nazywane jest konferencją polityczną, być może ta nobilitacja nieco rozjaśnia sprawę. gdyż jeśli jest jedna rzecz, w której AIPAC zawsze był dobry, to używanie swojego budżetu (wynoszącego 100 mln dolarów) i 300 pracowników, aby nękać 45prawodawców w Kapitolu w celu korygowania polityki Stanów Zjednoczonych.

18 tys. zwolenników zebrało się w centrum kongresowym miasta, aby wysłuchać przemówień pani ambasador Nikki Haley, amerykańskiego ambasadora w Izraelu Davida Friedmana, wiceprezydenta Mike'a Pence'a, a także senatorów Marco Rubio, Roberta Menendeza, Toma Cottona i Bena Cardina. Moim osobistym faworytem tej konferencji jest kongresman z Maryland Steny Hoyer, który odwiedził Izrael tyle razy, że równie dobrze mógłby się tam przenieść. Jeśli chodzi o wychwalanie cudownych atrybutów żydowskiego państwa, zawsze można na nim polegać. Obecny będzie tam również rozczochrany francuski „filozof" Bernard-Henri Levy, który określił brutalną izraelską armię okupacyjną jako "najbardziej moralną na świecie".

Jeśli chcemy mieć wgląd w to, jakie pieniądze i jaka władza polityczna będą reprezentowane na tegorocznym zebraniu AIPAC, poleciłbym przejrzeć listę mówców, która jest olśniewającą ekspozycją uzasadniającą konieczność tego, by Stany Zjednoczone pozostały niewolnikiem Izraela i jego interesów. Do czołowych mówców i innych uczestników dołączą kongresmani, sędziowie Sądu Najwyższego, wysocy urzędnicy państwowi oraz ogromna rzesza „ekspertów” ze zdominowanych przez Żydów proizraelskich think-tanków, które wyrosły jak grzyby wzdłuż K-Street, w tym tacy luminarze jak John Bolton, Victoria Nuland, Bill Kristol, Elliott Abrams i Eric Cantor. Ci spośród uczestników, którzy pracują w rządzie USA, oczywiście zignorują oni swoją urzędową przysięgę, w której przyrzekli strzec Konstytucji Stanów Zjednoczonych przeciwko „wszystkim wrogom wewnętrznym i zagranicznym", która straciła swój blask wobec swoistego izraelskiego kultu, który wszyscy oni wyznają.

 

Hasłem przewodnim tegorocznego spotkania AIPAC jest „Wybierz przywództwo", ciekawie brzmiący temat, zważywszy, że dotyczy organizacji, która od czasu Billa Clintona wodziła kolejnych prezydentów za przysłowiowy nos. W tym kontekście warto odnotować, że w spotkaniu weźmie udział również premier Benjanim Netanjahu, któremu stawiane są we jego rodzinnym kraju ciężkie oskarżenia. Spotka się tam z samym prezydentem Donaldem Trumpem. Może zdecyduje się zostać na jakiś czas w Waszyngtonie, gdyż, jak wiadomo, państwo Izrael jest szczególnie dobre w skazywaniu i wsadzaniu do więzienia skorumpowanych polityków.

 

Pojawiły się spekulacje, że podczas spotkania Trump ujawni dwupaństwowy plan pokojowy dla Palestyny i Izraela, ale prawdopodobnie będzie wymagał od Izraela wycofania się z dużej części Zachodniego Brzegu Jordanu, które „zasiedlił". Nie zostanie to dobrze odebrane przez Netanjahu. Bez wątpienia, Izrael jest podatny na naciski Białego Domu, ale ponieważ Trump nie był w stanie lub nie chciał ukarać w żaden sposób niekontrolowanego Netanjahu do tego momentu, mało prawdopodobnym jest, aby teraz zmienił kurs.

Kierownictwo AIPAC musi być szczególnie zadowolone, gdyż ze strony administracji Trumpa z Waszyngtonu na Izrael sypią się same korzyści. Największym darem dla Netanjahu było uznanie przez amerykańską administrację całej Jerozolimy za stolicę Izraela wraz z zobowiązaniem do przeniesienia ambasady USA do tego miasta. Żaden inny kraj nie ma obecnie swojej ambasady w uznawanej na całym świecie za kwestię sporną, Jerozolimie, chociaż Gwatemala podążyła za przykładem Waszyngtonu i oświadczyła, że zamierza również fizycznie przenieść swoją placówkę dyplomatyczną do tego miasta.

Pierwotny plan relokacyjny Departamentu Stanu polegał na stopniom przenoszeniu ambasady, podczas gdy budowana była nowa placówka, ale Biały Dom przyspieszył ostatnio ten proces (podobno z powodu nacisków żydowskiego miliardera i republikańskiego donatora Sheldona Adelsona) i otworzy w maju tymczasowy obiekt z okazji 70. rocznicy powstania państwa Izrael. Netanjahu poprosił Trumpa, aby pojawił się na ceremonii otwarcia ambasady, a także, aby asystował przy ceremonii obchodów powstania państwa żydowskiego.

Izrael korzysta również z tego, że zespół Trumpa ds. Bliskiego Wschodu składa się z samych Żydów oddanych sprawie Izraela. Na jego czele stoi zięć prezydenta, Jared Kushner, a w jego składzie znajdują się również: były adwokat specjalizujący się w postępowaniach upadłościowych, który w przeszłości wspierał finansowo nielegalne izraelskie osiedla, ambasador David Friedman oraz Jason Greenblatt, adwokat korporacyjny firmy Trump Organization. Ponadto, Kushnerowi podobno osobiście doradza grupa ortodoksyjnych Żydów, których zna ze swojej synagogi i dzięki swoim interesom biznesowym.

Skutki polityczne zespołu ds. Bliskiego Wschodu złożonego z samych Żydów pozostających w komitywie z Białym Domem są łatwe do przewidzenia, podobnie jak łatwy do przewidzenia jest brak korzyści dla Stanów Zjednoczonych z tych działań. Izrael radykalnie rozszerza swoje osiedla na skradzionej ziemi palestyńskiej i inicjuje kilka nowych wojen w regionie bez żadnego sprzeciwu ze strony Waszyngtonu. Stany Zjednoczone umożliwiły wręcz powstanie nowych konfliktów z Syrią, Libanem i Iranem. Kilku senatorów, którzy niedawno wrócili z Izraela, twierdzi, że zbliża się nieuchronnie inwazja na Liban argumentowana zarzutami, wobec Hezbollahu, który rzekomo z pomocą Iranu buduje fabrykę mającą produkować zaawansowane systemy rakietowe. Jest to kolejna fałszywka, mająca na celu ukazanie Izraela jako wieczną ofiarę brutalnych i groźnych sąsiadów. W rzeczywistości jest dokładnie odwrotnie. Ta wrogość wobec Iranu i jego sojuszników jest szczególnie niebezpieczna, gdyż grozi doprowadzeniem do nowej wojny, która wg wszelkich znamion może wymknąć się spod kontroli przez wciągnięcie w jej orbitę Rosji i Chin, chroniących swoich interesów.

 

Rzeczywistość jest taka, że to Izrael jest dominująca siłą militarną, która regularnie bombarduje rzekome cele irańskie lub Hezbollahu w Syrii, a także syryjskie instalacje wojskowe. Państwo to zagroziło doprowadzeniem Libanu poprzez bombardowanie z powrotem do „epoki kamiennej".

Co takiego uczyniły te narody, aby sprowokować gniew Syjonu? Zasadniczo nic. Jeden domniemany irański dron, rzekomo wystrzelony z Syrii, wznosił się nad ziemią, naruszając przestrzeń powietrzną nad okupowanymi przez Izrael Wzgórzami Golan, zanim został zestrzelony. Czy to przewinienie jest wystarczające? Pytanie, ile izraelskich dronów swobodnie przeleciało nad Libanem i Syrią? Setki, jeśli nie tysiące.

Gdy izraelskie myśliwce wysłano w głąb Syrii, by zbombardowały rzekomą bazę, z której miał wystartować wspomniany dron, jeden z nich został zestrzelony przez syryjską rakietę obrony powietrznej, w odpowiedzi na co Izrael przystąpił do ataku na syryjskie cele wojskowe. Przed o wiele gorszymi działaniami powstrzymał żydowkie państwo Władimir Putin, ostrzegając Netanjahu przed rozszerzaniem konfliktu. Zauważmy, jakie to znamienne że państwem, powstrzymującym Netanjahu stała się Rosja, nie Waszyngton. W międzyczasie Stany Zjednoczone były zajęte usprawiedliwianiem swojej obecności w Syrii, również za namową Izraela i AIPAC.

Każdy amerykański prezydent musi złożyć pokłony żydowskiej potędze w Stanach Zjednoczonych i nie ulega wątpliwości, że zarówno AIPAC, jak i setki innych żydowskich i chrześcijańsko-syjonistycznych organizacji, które przynajmniej w jakiejś mierze istnieją po to, aby chronić i czuwać nad Izraelem, zdają sobie z tego sprawę. Nawet Barack Obama, który miał otwarcie chłodne relacje z Netanjahu, wiedział jaka jest nieprzyjemna prawda i dał żydowskiemu państwu 38 miliardów dolarów. Sprzeciwiał się on ekspansji izraelskiej na terytoriach byłego palestyńskiego Zachodniego Brzegu Jordanu, ale nigdy nie zrobił nic, by ją powstrzymać, aż do ostatnich dni swojej ostatniej kadencji, gdy USA wstrzymały się w trakcie głosowania w ONZ nad rezolucją potępiającą nielegalne osiedla, co było daremnym gestem.

 


[1]    Jedna z kilku proizraelskich organizacji lobbingowych w Stanach Zjednoczonych (przyp. red)

 

/.../

Czytany 397 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.