środa, 12 wrzesień 2018 20:02

Czy Rosja naprawdę ingerowała w amerykańskie wybory prezydenckie w 2016 roku?

Napisane przez Jack Matlock, Jr.

Większość komentatorów wydaje się tak sądzić. Każde doniesienie medialne, które przeczytałem o planowanym spotkaniu prezydentów Trumpa i Putina w lipcu, odnosi się do „rosyjskiej ingerencji” jako do faktu i domaga się pełnego wyjaśnienia i nagłośnienia tej sprawy.

 

Doniesienia, że prezydent Putin zaprzeczył, iżby Rosja ingerowała w wybory, są przedmiotem drwin, bo przecież amerykańskie służby dostatecznie dowiodły, że rosyjska ingerencja jest faktem. W rzeczywistości, amerykańska społeczność wywiadowcza nic takiego nie zrobiła. Więcej, nie miała obowiązku wydawania osądu, a niektórzy kluczowi członkowie tej grupy nie brali udziału w pisaniu raportu, który przedstawia się jako kluczowy dowód rosyjskiej ingerencji

Spędziłem 35 lat mojej służby rządowej mając dostęp do informacji „ściśle tajnych”. Kiedy osiągnąłem rangę ambasadora, i gdy pracowałem jako specjalny asystent prezydenta ds. bezpieczeństwa narodowego, miałem również dostęp do materiałów zakodowanych. W tym czasie raporty wywiadowcze przeznaczone dla prezydenta, dotyczące spraw sowieckich i europejskich były przekazywane mi w celu ich zaopiniowania. Rozwinąłem wówczas zmysł pozwalający dostrzegać mocne i słabe strony różnych amerykańskich agencji wywiadowczych.

Korzystając z tego doświadczenia przeczytałem raport z 6 stycznia 2017 r. autorstwa trzech agencji wywiadowczych: CIA, FBI i NSA. Dokument ten jest mianowany, jako „Ocena Społeczności Wywiadowczej”, w rzeczywistości jednak nie spełnia kryteriów tej kategorii. Raport społeczności wywiadowczej w moich czasach zawierał dane wszystkich najważniejszych agencji wywiadowczych. Zawierałby informację, czy wszystkie formacje zgadzają się z wypływającymi z niego wnioskami. Poszczególne agencje nie wahałyby się odnieść w choćby krótkiej adnotacji do jego treści i wyjaśnić swoje stanowisko, jeśli nie zgadzałyby się z konkretną oceną. Raport nie był przedstawiany jako wynik pracy „wspólnoty wywiadowczej”, jeśli pominięto w nim jakąkolwiek istotną agencję.

W omawianym raporcie napisano, że reprezentuje on ustalenia trzech agencji wywiadowczych: CIA, FBI i NSA, ale samo to wprowadza czytelnika w błąd, ponieważ sugeruje, że w tych trzech agencjach panuje konsensus między analitykami. W rzeczywistości raport został przygotowany przez grupę analityków z trzech agencji wybranych wstępnie przez ich dyrektorów. Proces selekcji nadzorowany był przez Jamesa Clappera, ówczesnego Dyrektora Wywiadu Narodowego (DNI). Clapper zeznał w Senacie 8 maja 2017 r., że raport został przygotowany przez „kilkudziesięciu analityków – starannie dobranych, doświadczonych ekspertów z każdej ze współpracujących agencji”. Już tutaj narzuca się pewna wątpliwość: jeśli jesteś w stanie starannie dobrać analityków, możesz równie dobrze starannie dobrać wnioski. Wybrani analitycy mogli domyśleć się, czego oczekiwał od nich dyrektor Clapper, ponieważ nie ukrywał swoich poglądów. Dlaczego mieliby zagrozić swoim karierom, nie dostarczając pożądanych opinii?

 

Tym, co powinno uderzyć każdego kongresmana lub dziennikarza, był fakt, że procedura, którą stosował Clapper, była tą samą procedurą, którą zastosowano w 2003 r. przy pracy nad raportem twierdzącym fałszywie, że Saddam Husajn posiadał zapasy broni masowego rażenia. Już sam ten fakt powinien być wystarczająco niepokojący, by zainspirować pytania.

 

Tym, co powinno uderzyć każdego kongresmana lub dziennikarza, był fakt, że procedura, którą stosował Clapper, była tą samą procedurą, którą zastosowano w 2003 r. przy pracy nad raportem twierdzącym fałszywie, że Saddam Husajn posiadał zapasy broni masowego rażenia. Już sam ten fakt powinien być wystarczająco niepokojący, by zainspirować pytania, ale nie jest to jedyna anomalia.

DNI ma pod swoją egidą Narodową Radę Wywiadowczą (NIC), której oficerowie mogą wezwać dowolną agencję wywiadu z odpowiednią fachową wiedzą do przedstawienia potrzebnej oceny. Rada została powołana przez Kongres po zamachach z 11 września 2001 r. specjalnie po to, aby skorygować niektóre niedociągnięcia w gromadzeniu danych wywiadowczych ujawnionych przez 9/11. Dyrektor Clapper zdecydował się jednak nie podejmować konsultacji z NIC. Jest to ciekawe tym bardziej, że jego obowiązkiem było tworzenie pomostu między wywiadem a grupami politycznymi.

Podczas mojej służby w rządzie ocena dotycząca bezpieczeństwa narodowego zawierałaby raporty przynajmniej z CIA, Agencji Wywiadu Obronnego (DIA) oraz Biura Wywiadu i Badań (INR) Departamentu Stanu. FBI było rzadko, jeśli w ogóle, włączane, chyba, że problem dotyczył egzekwowania prawa w Stanach Zjednoczonych. NSA mogła dostarczyć informacji wywiadowczych wykorzystywanych przez inne agencje, ale zazwyczaj nie wyrażała opinii na temat treści sprawozdań.

Co zauważyłem, gdy przeczytałem styczniowy raport? Nie było żadnej wzmianki o INR ani DIA! Mogłoby to być jeszcze zrozumiałe w przypadku DIA, ponieważ sprawowany przez nie mandat dotyczy przede wszystkim sił zbrojnych, tyle że raport przypisuje ingerencję GRU, tj. rosyjskiemu wywiadowi wojskowemu a DIA jest organem amerykańskiego wywiadu posiadającym najwięcej wiedzy eksperckiej na temat GRU. Czy zgodziłaby się z tą atrybucją rosyjskich działań? Raport na ten temat milczy.

Pominięcie INR jest bardziej jaskrawe. Raport o zagranicznej działalności politycznej nie mógł tak naprawdę obyć się bez jej udziału. W końcu, jeśli chodzi o oceny zagranicznych intencji i zagranicznej działalności politycznej, służby wywiadowcze Departamentu Stanu są zdecydowanie najbardziej kompetentne i zorientowane. Za moich czasów, INR rw swoich raportach interpretowało właściwie reformy Gorbaczowa, podczas gdy szefowie CIA twierdzili, że Gorbaczow ma takie same cele jak jego poprzednicy.

I tu pojawia się kwestia należytej staranności. Pierwsze pytanie, które powinni zadać odpowiedzialni dziennikarze i politycy, brzmi: „Dlaczego INR nie jest reprezentowane? Czy ma odrębną opinię? Jeśli tak, jaka jest ta opinia?”. Najprawdopodobniej oficjalna odpowiedź brzmiałaby, że jest to „informacja niejawna”. Ale dlaczego by ją utajniać? Czy opinia publiczna nie zasługuje na to, aby wiedzieć, że jedna z kluczowych agencji wywiadowczych ma odmienne zdanie?

Drugie pytanie powinno być skierowane do CIA, NSA i FBI: czy wszyscy ich analitycy zgadzili się z wyciągniętymi wnioskami, czy może byli podzieleni? Jaki był powód „starannego dobierania analityków” i odejścia od zwyczajowej praktyki wykorzystania tych już działających i już odpowiedzialnych za śledzenie zaistniałych problemów?

Jak poinformował mnie niedawno wysoki urzędnik, Biuro Wywiadu Departamentu Stanu miało w rzeczywistości odmienne zdanie, ale nie wolno było go wyrazić. Tak więc raport ze stycznia 2017 nie był wynikiem pracy „wspólnoty wywiadowczej”, ale raczej trzech agencji wywiadowczych, z których dwie nie istnieją po to, ani nie muszą posiadać żadnej kompetencji, aby oceniać zagraniczne intencje. Zadaniem FBI jest egzekwowanie prawa federalnego. Zadaniem NSA jest przechwytywanie komunikacji innych państw i ochrona naszej. Jej rolą nie jest ocenianie treści tego, co jest przechwytywane, zadanie to jest realizowane przez innych, w szczególności przez CIA, DIA (jeśli jest to wojskowa wymiana informacji) lub INR Departamentu Stanu (jeśli jest to komunikacja polityczna).

 

[...]

Tłumaczył Michał Krupa

Czytany 376 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.