środa, 12 wrzesień 2018 20:32

Masochiści w natarciu

Napisał

Masochizm – rodzaj dewiacji seksualnej, polegający na uzyskaniu podniecenia seksualnego i rozkoszy na skutek całkowitego podporządkowania się i uległości wobec partnera, przynoszących cierpienie i poniżenie. Masochizm jest przeciwieństwem sadyzmu.


W ponad tysiącletniej historii Polski i relacji z innymi państwami zdarzały się sytuacje, gdy sternicy polskiej polityki zagranicznej popełniali poważne błędy. Za ich naiwność, zaniechania a czasem, niestety, zdrady słono płacił cały naród i państwo.

Dość mocno w naszej zbiorowej świadomości ugruntowała się postać księcia Konrada Mazowieckiego, który sprowadził w granice Polski rycerzy Zakonu Krzyżackiego. Po setkach lat z krzyżackiej hydry, która wyrosła na mogiłach wytępionych prawdziwych Prusaków i Jaćwingów, narodziły się germańskie Prusy, inicjator rozbiorów i likwidacji państwa polskiego. W późniejszych czasach, mimo licznych zdrad, rabunku i niszczenia pierwszej Rzeczypospolitej, zwłaszcza podczas pierwszego jej rozbioru, stronnictwo patriotyczne na Sejmie Czteroletnim uznało Prusy za swojego strategicznego sojusznika w walce o wyzwolenie naszej ojczyzny z rosyjskiej dominacji.

Innym przykładem jest siła, z jaką rządzący II Rzeczypospolitą wraz ze zdecydowaną większością narodu polskiego w pełni zawierzyli w sojusz strategiczny z Wielką Brytanią i Francją. Jak to się skończyło, pamiętają jeszcze nasi niektórzy wiekowi rodacy. Trzeba jednak przyznać, że zarówno Krzyżacy, Prusacy, Austriacy, podobnie jak dyplomaci Wielkiej Brytanii i Francji nim klamka zapadła, jak tylko mogli prześcigali się w komplementowaniu strony Polskiej, roztaczając naiwnymi reprezentantami Polski wizję współpracy i wzajemnych korzyści. Nikt polskiej strony nie szantażował nie obrażał i nie prowokował. W tamtych odległych czasach polscy przywódcy owszem, mocno grzeszyli naiwnością, brakiem umiejętności politycznego myślenia czy nawet lenistwem intelektualnym, nie można im jednak zarzucić braku poczucia godności narodowej oraz honoru! Nie wiadomo natomiast jednak, co sądzić o postawie współczesnych czołowych i wpływowych środowisk politycznych wobec naszych hipotetycznych strategicznych sojuszników.

Współczesna nieodwzajemniona miłość Polaków do USA ma długoletnią tradycję. Jej nowożytne początki to piękna propolska polityka prezydenta Wilsona i jego słynny 14 punkt deklaracji w sprawie przewidywanego porządku w Europie po zwycięskiej wojnie.

Współczesna nieodwzajemniona miłość Polaków do USA ma długoletnią tradycję. Jej nowożytne początki to piękna propolska polityka prezydenta Wilsona i jego słynny 14 punkt deklaracji w sprawie przewidywanego porządku w Europie po zwycięskiej wojnie. Godne i poczesne miejsce zajmowała w w niej odrodzona Polska z dostępem do morza (choć było tu jednak sporo niedomówień). Potem było już znacznie gorzej. Jak to znakomicie relacjonuje polskiej ambasador w Waszyngtonie, Jan Ciechanowski, w czasie II wojny światowej prezydent USA Franklin Delano Roosevelt wraz z całą administracją (nieliczne piękne wyjątki) w sposób perfidny i podły oddał Polskę na łup Stalinowi, godząc się bez zmrużenia powiek na rabunek polskich kresów wschodnich włącznie ze Lwowem.

Nasz powojenny los został przypieczętowany za zgodą USA i Wielkiej Brytanii już w Teheranie, a następnie w Jałcie. Żeby tego było jeszcze mało, nasi Zachodni sojusznicy przy stole rokowań w Poczdamie do ostatniego momentu rozstrzygnięcia robili wiele, by okaleczona i obrabowana Polska nie otrzymała należytej rekompensaty w postaci Ziem Zachodnich, kosztem pokonanych Niemiec. Kiedy wbrew kulawym gwarancjom jałtańskim ograniczonej niepodległości powojennej Polski, po sfałszowanym referendum i wyborach i po ucieczce Stanisława Mikołajczyka nastąpiła całkowita stalinowska noc i niebywały sowiecki terror, Stany Zjednoczone nie podjęły żadnych liczących się dyplomatycznych działań, by zobowiązać ZSRR do przestrzegania postanowień jałtańskich wobec Polski.

My, Polacy powinniśmy pamiętać, że polski październik 1956 roku przebiegał bezkrwawo wyłącznie dzięki twardej i zdecydowanej postawie wcale nie kochanego przez Polaków USA, ale paradoksalnie komunistycznych Chin i socjalistycznej Jugosławii wraz z ich przywódcami. Mao Zedong i Josef Broz Tito wprost zagrozili Chruszczowowi, że w wypadku interwencji zbrojnej w Polsce, podobnej jak na Węgrzech, musi się liczyć z najgorszymi dla siebie konsekwencjami ze strony Chińskiej Republiki Ludowej i federacji Jugosławii.

Ale nic to, wbrew faktom i rozsądkowi, przez cały okres PRL miłość Polaków do Ameryki nie gasła. Powszechnie po kraju krążył dowcip, w którym kryło się nieskrywane pragnienie by Polska wypowiedziała USA wojnę i natychmiast się poddała, stając się 51 stanem tego państwa. Nic nie mogło ugasić tej miłości, nawet to, że od lat drugiej wojny światowej na dużą skalę kręcono w USA filmy ukazujące nasz naród w fałszywym w antypolskim świetle. Piętnujący Polaków za rzekomy prymitywizm, tchórzostwo, cwaniactwo i oczywiście antysemityzm. Jedynie w początkowym okresie sprawowania władzy w Polsce przez ekipę Edwarda Gierka w oficjalnych i nieoficjalnych relacjach Polski z USA można było zaobserwować pewne ożywienie i poważniejsze traktowanie naszego narodu i realnie istniejącego wtedy państwa polskiego. Amerykanie wiedzieli, że Polska i Polacy mają w swoich rękach klucz do rozmontowania sowieckiej potęgi i otwarcia Europy Środkowej na zachodnie wpływy. Opłacało się zatem nas poważnie traktować i to zarówno PRL, jako państwo jak i rodzącą się opozycję. Wielki polski kryzys ekonomiczny w 1980 roku uruchomił proces rozpadu systemu socjalistycznego. Polska znalazła się na ustach zachodniego świata i to w jak najbardziej pozytywnym świetle. Cóż z tego, mimo że wywiad amerykański dobrze wiedział, iż w Polsce ekipa Jaruzelskiego szykuje stan wojenny. Kierownictwo Solidarności nie było o tym poinformowane, co wobec opozycji nie było gestem lojalności, ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – może dzięki temu uniknęliśmy jakieś krwawej konfrontacji.

Jedynie w początkowym okresie sprawowania władzy w Polsce przez ekipę Edwarda Gierka w oficjalnych i nieoficjalnych relacjach Polski z USA można było zaobserwować pewne ożywienie i poważniejsze traktowanie naszego narodu i realnie istniejącego wtedy państwa polskiego. Amerykanie wiedzieli, że Polska i Polacy mają w swoich rękach klucz do rozmontowania sowieckiej potęgi i otwarcia Europy Środkowej na zachodnie wpływy.

W latach stanu wojennego Kongres USA podjął decyzję o finansowym i organizacyjnym wsparciu solidarnościowej opozycji na około 150 milionów dolarów. Jak się to po wielu latach okazało, była to najbardziej udana inwestycja polityczna. Za stosunkowo niewielkie pieniądze USA zmieniło strategiczne układy nie tylko w Europie, ale też w Azji i Północnej Afryce. Kiedy dziś zastanawiamy się, jakie były przyczyny dzisiejszej patologii polskiej za którą stoi całkowicie bezrefleksyjna miłość do państw, które nas upokarzają szkalują i oszukują, warto sobie uświadomić, że pomoc amerykańskiego Kongresu dla opozycji w Polsce przebiegała dość oryginalną drogą. Peter Schweizer w słynnej publikacji Victory precyzyjnie ją opisuje.

Otóż w PRL wywiad USA miał dość słabą siatkę wywiadowczą, za to mocni byli sojusznicy USA z izraelskiego Mossadu oraz odpowiednich służb RFN. To agenci tych wywiadów stali się pośrednikami i dystrybutorami wsparcia okazywanego opozycji solidarnościowej. Miejscem przerzutowym najczęściej były parafie rzymskokatolickie. Tak powstawały układy zależności, z których współczesnym beneficjentom solidarnościowej rewolucji tak trudno się wyzwolić. Może dlatego zarówno elementy post solidarnościowe jak i reformatorskie skrzydło byłego PZPR zadziwiająco szybko znalazło się w bezalternatywnym sojuszu z wujkiem Samem.

Jakie są rezultaty tej miłości Polacy i Polska za wierną i ponad dwudziestopięcioletnią służbę w interesie USA, jako jedyny kraj w Europie Środkowej, nadal jest objęta obowiązkiem wizowym przy wjeździe na terytorium Stanów Zjednoczonych. Nawet byle Republiki ZSRR, jak Litwa, Łotwa i Estonia nie mają tego obowiązku. Jak nietrudno się domyślić obywatele USA nasze granice przekraczają bez polskich wiz wjazdowych. Bez mała każda interwencja zbrojna USA na świecie może liczyć na poparcie kolejnych polskich rządów. Nawet ta dokonana w 1999 roku w bratniej Jugosławii, w której wyniku zginęło tysiące cywili, kobiet i dzieci. Polska z serwilizmem uznała aneksję prastarej serbskiej dzielnicy Kosowa, islamskiej hybrydy w Południowej Europie. Uczyniono tak wbrew prawu międzynarodowemu, które chroni suwerenność państw, wbrew moralności i lojalności wobec bratniego, słowiańskiego narodu i sojusznika w latach II wojny światowej; wbrew własnemu strategicznemu interesowi narodowemu, gdyż po raz pierwszy złamano zasady, które gwarantowały pokój i nienaruszalność granic w Europie, w tym naszej zachodniej granicy na Odrze i Nysie Łużyckiej.

Każda interwencja zbrojna USA na świecie może liczyć na poparcie kolejnych polskich rządów. Nawet ta dokonana w 1999 roku w bratniej Jugosławii, w której wyniku zginęło tysiące cywili, kobiet i dzieci. Polska z serwilizmem uznała aneksję prastarej serbskiej dzielnicy Kosowa, islamskiej hybrydy w Południowej Europie.

Według zasad prawa międzynarodowego od związków państw mogą odłączać się republiki związkowe takie jak np. republiki byłego ZSRR, republiki Czechosłowacji. W Jugosławii dotyczyć to mogło: Chorwacji, Słowenii, Czarnogóry, jednak Kosowo, pozostając republiką autonomiczną, niekonstytutywną, funkcjonującą w ramach Serbii odłączone zostało zupełnie bezprawnie. Jakże fałszywie brzmią w tym kontekście obecnie między innymi polskie protesty przeciwko przejęciu od Ukrainy Krymu przez Rosję. Dla mniej poinformowanych, dodajmy, że dziś na terenie Kosowa zlokalizowana jest jedna z największych baz wojskowych USA.

Po islamskim zamachu terrorystycznym na Nowy Jork i Waszyngton 11 września 2001 roku i amerykańskiej reakcji w postaci ataku na Afganistan oraz zupełnie już nie usprawiedliwionej agresji na Irak – Polska popierała Amerykę ze swoistą darmową gorliwością w przeciwieństwie na przykład do takiej Turcji. Można było niestety odnieść nieodparte wrażenie, że zachowywaliśmy się niczym klasyczny najemnik, lokaj, jurgieltnik. Animatorzy polskiej polityki zagranicznej na czele z Kwaśniewskim, Millerem z SLD oraz ochoczo ich wspierającym Jarosławem Kaczyńskim z PiS (to jest nasza wojna!) zupełnie nie brali pod uwagę faktu, że napaść na suwerenne państwo była bezprawna. Ponadto wobec narodu irackiego państwo polskie zachowało się niewdzięcznie, zapominając jak wielką pomoc udzielił on naszym rodakom uciekinierom z radzieckiej ziemi, którzy przybyli do Iraku z Polską armią generała Andersa.

Agresja USA i sojuszników nakręciła spiralę śmierci, czyli wzajemne konflikty, naloty, akty terroru, ofensywę Państwa Islamskiego, która pochłonęła już około jednego miliona Irakijczyków. Nie ulega wątpliwości że dziś to państwo jest o wiele gorszej sytuacji niż za rządów Saddama Husajna. Przeciwko bezprawnemu atakowi na Irak i dokonywanych tam okrucieństwom protestowały nieliczne tylko w Polsce środowiska polityczne zgromadzone wokół LPR, Samoobrona i PSL. Nie podnosiły się mocne słowa krytyki i protestu. Intelektualiści zapominali o swoich obowiązkach, nie domagali się przestrzegania praw człowieka, tak jak w przypadku innych części świata, jak np. w rosyjskiej Czeczeni czy serbskim Kosowie.

Jakże inaczej zachowywali się czołowi intelektualiści w dobie wojny wietnamskiej. Wtedy na czele protestów również w USA stały środowiska lewicowe oraz Żydzi, którzy uważali, że ta wojna odciąga uwagę i zasoby Ameryki od jej podstawowego obowiązku, jakim w ich mniemaniu jest obrona i realizacja politycznych celów Izraela.

Albo weźmy na tapetę obecnie umizgi czynione przez prezydenta USA Donalda Trumpa wobec dyktatora największego obozu koncentracyjnego na świecie – Korei Północnej. Przecież to, co wyprawia reżim koreańskiego dyktatora, na głowę bije niegodziwość i Saddama Husajna Kadafiego czy Asada, a stosunki panujące dziś w Iranie mogą uchodzić na tym tle za szczyt otwartości i demokracji. Nie dochodzi jednak do ostatecznych rozstrzygnięć w tym zakresie. Jak nietrudno się domyśleć, choć nikt tego głośno nie powie, a zwłaszcza czołowi polscy politycy PiS, PO Nowoczesnej lub publicyści czy naukowcy do wynajęcia – liczy się tu biznes, nie sentymenty.

U nas odwrotnie – Polska zawsze i wszędzie wspiera swojego przyjaciela USA, a co otrzymuje w zamian? Ano w ostatnich miesiącach Senat i Kongres a następnie sam Prezydent Donald Trump zafundowali Polsce i Polakom słynną ustawę 447. Jej celem jest amoralne i bezprawne wymuszenie na Polsce gigantycznych odszkodowań dla żydowskich organizacji. Za to tak zwane bezspadkowe mienie po byłych obywatelach polskich żydowskiego pochodzenia, którzy nie mają stępnych (spadkobierców). Nasz domniemany najlepszy sojusznik występuje w klasycznej roli komornika i szantażysty, nie bacząc na to, że przecież całe to państwo zwane USA powstało na zasobach wymordowanych i ograbionych pierwotnych jego mieszkańców – Indian – i ziemiach zagrabionych, należących pierwotnie do Hiszpanii, Meksyku i Francji.

Polska zawsze i wszędzie wspiera swojego przyjaciela USA, a co otrzymuje w zamian? Ano w ostatnich miesiącach Senat i Kongres a następnie sam Prezydent Donald Trump zafundowali Polsce i Polakom słynną ustawę 447. Jej celem jest amoralne i bezprawne wymuszenie na Polsce gigantycznych odszkodowań dla żydowskich organizacji.

W tej tak dla Polski fundamentalnej sprawie politycy dobrej zmiany milczą, udając, że nic się nie stało. Nie chcą zrozumieć, że nagonka zarówno wpływowych środowisk żydowskich w USA, jak i państwa Izrael, świadomie i z premedytacją robiąca z Polaków od wielu lat wspólników nazistów (już nie Niemców) w zagładzie Żydów jest właśnie środkiem do wymuszenia na Polsce i Polakach straszliwego haraczu. Tkwi w tym jakaś okrutna i pokrętna logika, że uchwalone przez Senat i Kongres USA w swej istocie rasistowskie i plemienne prawo można stosować tylko wobec domniemanych zbrodniarzy i rasistów, a w tej roli wspólnie i za porozumieniem USA i Izrael obsadzili Polaków.

Nasze elity mają jedno, ale za to dość poważne usprawiedliwienie dla swojej własnej postawy wobec USA. Jest nim domniemanie, że Amerykanie będą bronić Polski przed Rosją, może też przed Niemcami. Zdają się oni zupełnie nie rozumieć, że gdyby nawet Amerykanie byli wobec nas lojalni i traktowali nas po partnersku prawdziwy sojusz zawsze i wszędzie jest oparty o wzajemne równoważenie zależności. Bez istnienia Polski jest bezpośrednio zagrożone istnienie USA a bez USA istnienie Polski. Jak jest w rzeczywistości, mówią założenia sztabowców w wojsku USA, którzy nie kryją, że teren naszego kraju to miejsce ewentualnej lokalnej konfrontacji USA z Rosją. Niestety, może to też być konfrontacja o charakterze wojny nuklearnej, a co to oznacza dla naszego narodu, nietrudno się domyśleć. Znów mamy ginąć w istocie nie za naszą, a waszą wolność.

Błagania polskich władz o powiększenie amerykańskiego kontyngentu oraz jego stały charakter stacjonowania na terenie naszego kraju są wielce kontrowersyjne. Tym bardziej że jesteśmy bodaj jedynym państwem na świecie, które chce za stacjonowanie na swoim terenie Amerykanów płacić i to grube pieniądze. Zaiste trzeba skrajnej naiwności, by wierzyć, że amerykańskie wojska będą w Polsce realizować polskie interesy. Żeby tych kosztownych aktów wasalnej zależności wobec USA było mało, pod medialną ścianą wstydliwej klęski polskich piłkarzy na organizowanym przez Rosjan mundialu, władze Polski zobowiązały się sprowadzić z USA po absurdalnie zawyżonej cenie gaz ziemny, byle choćby symbolicznie dokopać Rosji. Bo piłkarzom się nie udało?

 

[...]

Janusz Dobrosz

Czytany 428 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.