czwartek, 21 marzec 2019 12:45

Strategiczny sojusz Chin i Rosji to nie mrzonka, lecz fakt - Graham Allison

Napisane przez Graham Allison

Połączenie strategicznej dalekowzroczności Chin i znakomitej dyplomacji, z jednej strony, z nieporadnością USA i Europy Zachodniej z drugiej, doprowadziło do coraz silniejszego sojuszu dwóch rywali geopolitcznych, Rosji i Chin – przypomina Graham Allison, profesor na Harvard Kennedy School, na łamach „The National Interest”.

Rok przed swoją śmiercią w 2017 roku, jeden z czołowych amerykańskich strategów, Zbigniew Brzeziński, bił na alarm. Analizując zagrożenia dla amerykańskiego bezpieczeństwa, „najniebezpieczniejszym scenariuszem”, ostrzegł, byłaby „wielka koalicja Chin i Rosji (…) zjednoczona nie przez ideologię, ale przez komplementarne poczucie krzywdy”. Ta koalicja „będzie przypominać skalę wyzwania, którym kiedyś był blok sowiecko-chiński, choć tym razem Chiny byłyby prawdopodobnie liderem, a Rosja stronnikiem”.

Niewielu odnotowało wówczas jego napomnienia. Jeszcze mniej osób obecnie dostrzega, jak szybko ta wielka harmonia pokrzywdzonych przenosi się z obszaru hipotezy w kierunku tego, co może wkrótce stać się faktem geostrategicznym. Na przekór długo utrzymywanym przekonaniom zachodnich analityków i ogromnym różnicom strukturalnym, Pekin i Moskwa zbliżają się do siebie, by sprostać temu, co każde z nich uważa za „amerykańskie zagrożenie”.

Konwergencja dwóch dumnych narodów o długiej pamięci historycznej służy również jako rodzaj kosmicznej zemsty na dyplomatycznym manewrze Richarda Nixona i Henry’ego Kissingera przeprowadzonym pół wieku temu. Kiedy Nixon został prezydentem (w 1969 r.), on i jego doradca ds. bezpieczeństwa narodowego, Kissinger, dążyli do nawiązania stosunków dyplomatycznych z komunistycznymi Chinami w celu poszerzenia podziału między nimi a Związkiem Radzieckim, który słusznie postrzegali jako zagrożenie egzystencjalne.

Nawet obserwując, jak komuniści wzniecają „wojny narodowego wyzwolenia” na całym świecie, Nixon i Kissinger zaakceptowali strategiczny pogląd George’a F. Kennana na temat strategii powstrzymywania: nacjonalizm miałby okazać się solidniejszym filarem niż komunizm. Uznali również, że pęknięcie bloku wschodniego między Związkiem Radzieckim i jego młodszym chińskim partnerem może zostać poszerzone przez zręczną dyplomację USA kosztem Sowietów.

Wiemy, jak skończyła się ta historia, dlatego trudno dziś zrozumieć, jak radykalna wydawała się ta myśl w 1969 roku, chociaż Nixon już rok wcześniej pisał na łamach „Foreign Affairs”: „Nie ma miejsca na tej małej planecie dla miliarda jej potencjalnie najzdolniejszych mieszkańców, żyjących w gniewnej izolacji”. Gdyby Nixon poprosił swój  rząd o rozważenie możliwości nawiązania przez USA stosunków z komunistycznymi Chinami, opcja ta bez wątpienia zostałaby odrzucona jako nie tylko nierealistyczna, ale i niesłuszna. Zamiast tego, Nixon wysłał do Pekinu w pelerynie-niewidce godnej samego Harry’ego Pottera Kissingera na szereg spotkań tak tajnych, że nawet jego sekretarze stanu i obrony nie byli ich świadomi. Ostatecznie doprowadziło to do historycznej wizyty Nixona w 1972 r. w Chinach, uznania Pekinu (a nie Tajpej) za ich stolicę i do niełatwych, ale selektywnie efektywnych relacji, które przyczyniły się do ostatecznej klęski Imperium Zła.

Manewr Nixona-Kissingera jest obecnie znany jako „granie chińską kartą”. Dzisiaj powinniśmy zapytać: czy Chiny Xi Jinpinga „grają rosyjską kartą?”.

Manewr Nixona-Kissingera jest obecnie znany jako „granie chińską kartą”. Dzisiaj powinniśmy zapytać: czy Chiny Xi Jinpinga „grają rosyjską kartą?”.

Ta myśl zdaje się być dla niektórych strategów w Waszyngtonie czymś dziwacznym. Sekretarz obrony James Mattis wielokrotnie podkreślał, że sojusz ​​Moskwy i Pekinu „nie jest spajany przez pokrywające się interesy”, a różnice w narodowych interesach, wartościach i kulturach obu krajów są bardzo wyraźne. Gdy rosyjscy stratedzy myślą o dłuższej perspektywie, muszą patrzeć na Chiny z konsternacją. Dzisiejsza mapa wyznacza granicę między Rosją a Chinami, która pozostawia po sobie dużą część tego, co było w dawnych wiekach po rosyjskiej stronie podziału. Ta granica wielokrotnie była świadkiem brutalnych starć, ostatniego w 1969 roku.

Biorąc pod uwagę te realia strukturalne, perspektywa chińsko-rosyjskiego sojuszu na dłuższą metę jest niewątpliwie ponura. Ale przywódcy polityczni żyją tu i teraz. Pozbawieni możliwości na Zachodzie, jaką alternatywę mają Rosjanie, jeśli nie na Wschodzie? Co więcej, podczas gdy historia rozdaje karty, to ludzie tymi kartami grają, czasem nawet praktykując osobliwą sztukę znaną we wcześniejszych epokach jako dyplomację. Połączenie strategicznej dalekowzroczności Chin i znakomitej dyplomacji, z jednej strony, z nieporadnością USA i Europy Zachodniej z drugiej, doprowadziło do coraz silniejszego sojuszu dwóch rywali geopolitycznych, Rosji i Chin.

W stosunkach międzynarodowych elementarne założenie głosi: „wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Równowaga sił – militarnych, gospodarczych, wywiadowczych, dyplomatycznych – między rywalami jest bardzo istotna. O ile Chinom uda się przekonać Rosję, by ta stanęła po ich stronie, o tyle zwiększa się znaczenie Chin: supermocarstwo nuklearne staje obok supermocarstwa gospodarczego.

 

cd w numerze papierowym

przycisk

 

Tłumaczył Michał Krupa

 

 

Wyświetlony 88 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.