z Ambasadorem Federacji Rosyjskiej w Rzeczypospolitej Polskiej Siergiejem Andrejewem rozmawia Agnieszka Piwar

Dlaczego Rosja uważa, że tarcza antyrakietowa stanowi potencjalne zagrożenia dla jej bezpieczeństwa?

Stabilność strategiczna, równowaga wojskowo-polityczna w świecie współczesnym polega na tym, że żadna ze stron posiadających arsenały jądrowe nie może zastosować broni atomowej przeciwko innej stronie, nie ulegając przy tym nieuniknionemu zagrożeniu unicestwieniem w wyniku ataku odwetowego. Taki stan rzeczy jest mocnym czynnikiem powstrzymującym i gwarancją odpowiedzialnego zachowania się mocarstw jądrowych. Na tej logice bazowała radziecko-amerykańska umowa z 1972 r. o ograniczeniu systemów obrony przeciwrakietowej: strony dobrowolnie i świadomie rezygnowały z prób zabezpieczenia się przed atakiem odwetowym.

Tej logiki wyrzekła się strona amerykańska w 2001 r., kiedy wystąpiła z układu z 1972 r. i rozpoczęła tworzenie systemu obrony przeciwrakietowej, który ma na celu zabezpieczenie terytorium USA przed atakiem jądrowym. Jak dotąd, to jeszcze jest niemożliwe, ale cel został postawiony, prace są w toku i jest całkiem prawdopodobne, że w pewnym momencie przywództwo USA dojdzie do wniosku, że ma możliwość zniszczenia środków jądrowych Rosji za pomocą wysoko precyzyjnej broni i następnie, wykorzystując system przeciwrakietowy, może zneutralizować te rakiety rosyjskie, które po takim uderzeniu zostaną w odpowiedzi wystrzelone w USA.

Można sobie wyobrazić, jak się zmieni zachowanie amerykańskiego przywództwa w takim wypadku, jeszcze silniej wzrosną pokusy narzucania własnej woli reszcie świata, jeśli będzie ono w stanie zastosować pogróżkę „zwycięską wojną jądrową”.

Rosja uważa, że absolutnie nie może pozwolić na to, żeby u przywództwa USA pojawiały się niebezpieczne złudzenia co do swojej niedosięgłości.

(...)

sobota, 20 sierpień 2016 13:45

Zdemolowana szachownica

Nad zdecydowaną większością polskiej publicystyki zajmującej się szeroko pojętą geopolityką dominuje jakiś dziwaczny, archaiczny, statyczny punkt widzenia. Mity, a nie rzeczywistość, emocje, a nie analizy opisują relacje nie tylko pomiędzy największymi figurami na naszej ziemskiej szachownicy, ale też pomiędzy zwykłymi pionkami.

Emocje zamiast kalkulacji

Jeszcze do niedawna głoszone teorie o końcu historii na naszych oczach stają się śmiesznym złudzeniem. Tymczasem za dynamicznymi zmianami na politycznej mapie świata zupełnie nie nadążają idee, modele polityczne, ale też nauka, a nawet język komunikacji. Niestety, Polska jest czołowym reprezentantem owej niechlubnej tendencji braku zrozumienia otaczającej nas rzeczywistości, hołdując dawno nieaktualnym tendencjom i ideom.

Że nie jest to przesada, łatwo można udowodnić przykładami stale obecnymi w polskiej przestrzeni medialnej, jak również świadomości społecznej. I tak, z coraz większym natężeniem oskarża się Rosję, a zwłaszcza jej przywódcę Władimira Putina, o działania imperialne. Trudno dyskutować o hipotetycznych zamiarach mocarstw i ich przywódców, w tym oczywiście Rosji, tym bardziej ryzykowne jest ich głoszenie na arenie międzynarodowej. Dlatego nawet, że podstawę ku temu stanowią złe i bolesne polskie doświadczenia historyczne, a co za tym idzie brak zaufania i dominacja obaw nad przesłankami racjonalnymi. Pomija się przy tym aktualną sytuację Rosji i jej najżywotniejsze interesy, które przecież muszą się koncentrować na Syberii. Gaz i ropa naftowa to przecież główne źródło utrzymania całego putinowskiego państwa. Podobnie pomija się np. zagadnienia dotyczące obszaru Kaukazu i dostępu Rosji do Morza Czarnego, które gwarantuje jedynie posiadanie Krymu.

Nie ulega zatem wątpliwości, że obecnie i długo jeszcze ten obszar i te interesy będą w rosyjskiej polityce priorytetem, a nie awanturnicza polityka wobec Polski i innych państw Europy Środkowej, będących członkami NATO.

(...)

sobota, 20 sierpień 2016 13:40

Kto zniszczył Rosję?

W 1891 roku w Rosji otwarto pierwszą linię Kolei Transsyberyjskiej. Złamało to zachodni monopol handlowy pomiędzy Europą i Azją i zdecydowanie zagroziło głównie interesom brytyjskim. Trzy lata później potrzeba było tylko szesnastu dni na przewiezienie towarów lub pasażerów z Europy Zachodniej do Szanghaju, zamiast trzydziestu sześciu statkiem z Glasgow, Antwerpii lub Amsterdamu. Koszt podróży koleją spadł trzykrotnie z 900 rubli za bilet pierwszą klasą statkiem, do 319 rubli za przejazd pierwszą klasą kolei. W 1899 roku przewieziono nią 500 tysięcy pasażerów i 15 milionów ton towarów.

Podbój ekonomiczny

Przedrewolucyjna, carska Rosja wybijała się także na potęgę naftową. Z roku na rok rosyjska produkcja ropy zbliżała się do produkcji amerykańskiej, by przekroczyć ją w 1900 roku. W 1913 roku Edmond Thréy w „L’Economiste européen” napisał: Jeżeli sprawy potoczą się tak jak toczyły się od 1900 do 1912 roku, Rosja zdominuje Europę w połowie obecnego wieku, tak z punktu widzenia politycznego, jak i gospodarczego i finansowego.

W przededniu rewolucji październikowej, mimo wojny, Rosja nie była aż tak zacofanym krajem, jak często się to podaje. Wiele setek średnich i wielkich przedsiębiorstw przemysłowych funkcjonowało wokół Moskwy, Petersburga, Niżnego Nowogrodu, Rybińska, Samary, Omska. W Donbasie, na Uralu, na Dalekim Wschodzie rozpoczynała się prosperity, wraz z rocznym wzrostem zatrudnienia sięgającym 8,9%. Istniały samoloty i samochody zaprojektowane w Rosji, zaś zaawansowana technologia pojawiła się w dziedzinie chemii przemysłowej, kolejnictwie i portów morskich. Rewolucja zablokowała wszystko. Tylko pomiędzy marcem a lipcem 1917 zamknięto 568 fabryk, co spowodowało bezrobocie sięgające 104 tysięcy osób (…) w przededniu 1920 roku gospodarka nie osiągała więcej niż jedną trzecią, jedną czwartą, a czasem mniej niż jedną dziesiątą swej aktywności z początku 1917 roku. (Pierre de Villemarest, Źródła Finansowe Komunizmu i Nazizmu, czyli w cieniu Wall Street, s. 95).

W miejsce rosyjskich przedsiębiorstw w latach dwudziestych na terenie zrewolucjonizowanej Rosji jak grzyby po deszczu pojawiają się inwestycje amerykańskie. Do Kraju Rad płyną miliony amerykańskich dolarów. Wymordowane przez Lenina po objęciu władzy naukowe kadry rosyjskie zostają wymienione na amerykańskie. Antony Sutton w swojej książce Wall Street and the Bolshevik Revolution wykazuje, że od 1920 do 1945 roku w Rosji sowieckiej zainwestowało ok. 63 miliardy dolarów prawie 1000 firm zagranicznych. Pierwsza „pięciolatka” (plan pięcioletni) ruszyła w 1929 roku pod patronatem firm amerykańskich i banków socjalistycznych Niemiec. Według badań przeprowadzonych przez Suttona, w latach 1920-1930 114 z 322 umów to kontrakty amerykańskie. Niemcy weimarskie podpisały ich 94 i Wielka Brytania 34. Są to głównie koncesje pozostające pod kierownictwem i administracją zagraniczną, przedsiębiorstwa mieszane ze współkierownictwem rosyjskim, pomoc techniczna – kadry techniczne, patenty.

Nie bez znaczenia jest zaangażowanie amerykańskich grup bankierskich. W 1922 roku w ZSRR powstaje RusKomBank, w którym najpoważniejszy udział ma Bank Anglii.

(...)

sobota, 20 sierpień 2016 13:35

Sołżenicyn wszystko przewidział

W 2009 roku, Hillary Clinton, ówczesna sekretarz stanu Stanów Zjednoczonych, podarowała swojemu rosyjskiemu odpowiednikowi, Sergiejowi Ławrowowi, przycisk mający oznaczać reset, co z kolei miało mieć przełożenie na rozpoczęcie nowej ery stosunków dyplomatycznych między Rosją i Ameryką.

Fay Voshell zdobyła tytuł magister divinitatis w Princeton Theological Seminary, gdzie przyznano jej nagrodę za wybitne osiągnięcia w teologii systematycznej. Autorka jest stałym współpracownikiemkonserwatywnego dziennika interntowego American Thinker (www.americanthinker.com) i wielu innych czasopism internetowych.

Ławrow zwrócił uwagę, że słowo peregruzka, które Amerykanie umieścili na przycisku, oznacza przeciążenie, a nie reset. Choć oboje potraktowali ten błąd z uśmiechem, niewłaściwie dobrane słowo na przycisku było symbolem nieustannego nieporozumienia między dwoma narodami.

Rosja od dawna była charakteryzowana przez wielu na Zachodzie jako enigmatyczna, zaiste prawie że poza możliwością pojmowania. Winston Churchill w październiku 1939 roku, kilka tygodni po inwazji Niemców na Polskę, spekulował na temat roli Rosji w wojnie, określając ją w następujący sposób: Rosja jest zagadką owianą tajemnicą, z enigmą w środku. Następnie dodał: ...ale może istnieje klucz. Tym kluczem jest rosyjski interes narodowy. W interesie bezpieczeństwa Rosji nie może być stacjonowanie Niemców u brzegów Morza Czarnego albo ich najazd na Bałkany i ujarzmienie narodów słowiańskich południowo-wschodniej Europy. To byłoby sprzeczne z historycznymi interesami żywotnymi Rosji.

Innymi słowy, Churchill nie był w stanie wyobrazić sobie rozczłonkowania Związku Radzieckiego przez niemiecką machinę wojenną bez walki Rosji o jej żywotne interesy. Historia przyznała mu rację. Rosja przeżyła, choć była ciężko raniona.

Roszczenia Rosji w sprawie jej unikatowych, żywotnych interesów historycznych znów zajęły centralne miejsce, gdy upadał Związek Radziecki i Rosja, jako naród i imperium, wydawały się być na krawędzi całkowitej dezintegracji. Rosja desperacko potrzebowała Weltanschauung (z niem. światopogląd), który zastąpiłby komunistyczną ideologię, która z kolei trzymała naród w swoim żelaznym uścisku przez siedemdziesiąt lat. Jeśli nie udałoby się jej, stała przed perspektywą radykalnego zmniejszenia, do rozmiarów Rusi Kijowskiej, a jej imperium zostałoby wchłonięte przez Wschodnią Europę i Daleki Wschód. Dla niektórych, jeśli nie dla większości rosyjskich przywódców politycznych i intelektualnych, perspektywa całkowitego zniknięcia rosyjskiego imperium była nie do pomyślenia.

(...)

Z dr hab. Dmitrijem Karnauchowem, historykiem, profesorem Akademii Humanistycznej im. Aleksandra Gieysztora w Pułtusku oraz Państwowego Uniwersytetu Pedagogicznego w Nowosybirsku rozmawia Agnieszka Piwar.

Walczymy o to, żeby rosyjska młodzież odkrywała Europę przez Polskę – w Polsce, niestety, nie ma analogicznego zainteresowania Syberią. Tymczasem tym krajem warto się interesować nie tylko ze względu na ciekawostki przyrodnicze. Syberię warto zwiedzać przede wszystkim dlatego, ponieważ z jej perspektywy można lepiej zrozumieć Rosję.

Rosyjski naukowiec z dalekiej Syberii wiąże swoją zawodową drogę z Polską. Czy ma pan polskie korzenie?

W Polsce zawsze pytają o to obywateli Rosji, tymczasem trzeba zrozumieć rosyjską mentalność. W Rosji – a przede wszystkim na Syberii – kwestia pochodzenia z tego, czy innego narodu nie ma podstawowego znaczenia, ponieważ wspólnota rosyjska składa się z wielu nawarstwień narodowych czy wyznaniowych. Szczególnie Syberia jest taką mieszanką różnych narodów i kultur. Ja osobiście nie mam polskiego pochodzenia, ale znam sporo osób, które mają pochodzenie polskie, jednak czują się Rosjanami.

Skąd zatem pańskie zainteresowanie polską historią?

Jest to związane z moimi zainteresowaniami historią i kulturą narodów słowiańskich. W Związku Radzieckim polska tradycja była postrzegana jako jedna z najważniejszych części tradycji narodów słowiańskich. Uważano, że Polska i Rosja stworzyły wśród narodów słowiańskich najwięcej w zakresie kultury, państwowości i rozwoju społecznego. Będąc jeszcze studentem, interesowałem się kulturą i historią średniowieczną Słowiańszczyzny, szczególnie koncepcjami panslawistycznymi w historiografii. Panslawizm, jako pewna ideologia panował w czasach nowożytnych i łączył narody słowiańskie oraz traktował je jako wspólnotę. Moim zdaniem, w kulturze i tradycji słowiańskiej Polska odegrała najważniejszą rolę na pewnym etapie w ramach kultury europejskiej. I właśnie dlatego osiągnięcia tej kultury okazały się dla mnie atrakcyjne od strony naukowej.

(...)

sobota, 20 sierpień 2016 13:27

Dyplomacja na dwóch kółkach

Jeden z czołowych działaczy chrześcijańskich Rosji. Tymi słowami opisano lidera motocyklowego klubu Nocne Wilki na łamach angielskojęzycznego portalu russia-insider.com, w artykule pt. „Russia’s Coolest Christian”. Przyjaciel Putina, Aleksander Załdostanow ps. „Chirurg” chrześcijańskim wojownikiem? W tym szaleństwie jest metoda!

Na temat Nocnych Wilków w polskich mediach napisano już wiele. Niemal wszystko na jedną nutę. Główny „zarzut” to oczywiście przyjaźń z prezydentem Federacji Rosyjskiej. Do tego dochodzą oskarżenia o udział w aneksji Krymu oraz pretensje za upamiętnianie żołnierzy Armii Czerwonej i promowanie radzieckiej symboliki.

I to wszystko jest prawdą. Jednak z punktu widzenia rosyjskiego patrioty żadne z tych działań nie klasyfikuje się jako naganne. Wystarczy pojąć jedną podstawową zasadę: w rosyjskiej szkole lekcja historii różni się od naszej. Czy wobec tego, mamy prawo oskarżać i pouczać tych młodych ludzi oraz robić im jakieś wyrzuty? Po rozpadzie Związku Radzieckiego Federacja Rosyjska borykała się z wieloma problemami. Konsekwencje zmian polityczno-ekonomicznych znacznie osłabiły państwo. Ten los odmienił Władimir Putin. To on od 17 lat nieprzerwanie rządzi Rosją, przywracając jej rolę wielkiego gracza na arenie międzynarodowej. Putinowi udało się coś jeszcze. Połączył spuściznę ZSRR z tradycją carskiej Rosji. Podczas gdy w Polsce panuje moda na wymazywanie dziedzictwa PRL, prezydent Rosji nie pozwala sobie na dzielenie społeczeństwa. Sięgając do czasów Imperium Rosyjskiego, przywraca dawną świetność Cerkwi prawosławnej. Wspominając potęgę Związku Radzieckiego, czci pamięć o żołnierzach Armii Czerwonej, których udział w wielkiej wojnie Motocykliści z klubu Nocne Wilki stanowią pewnego rodzaju odzwierciedlenie współczesnej Rosji, którą Putin nie tylko uchronił od podziału, ale konsekwentnie próbuje jednoczyć z innymi narodami. Wszystko odbywa się w brawurowym stylu, choć metoda jest banalnie prosta. ojczyźnianej przyniósł zwycięstwo nad III Rzeszą.

(...)

sobota, 20 sierpień 2016 13:23

Z Rosjanami należy prowadzić dialog

Z prof. Joachimem Diecem rozmawia Tomasz Cukiernik

Rosja chce świata kilkubiegunowego – mówi w rozmowie z „Opcją na Prawo” prof. Joachim Diec z Instytutu Rosji i Europy Wschodniej Uniwersytetu Jagiellońskiego. – Każda niemal destabilizacja zarówno Unii Europejskiej jako całości, jak i każdego państwa członkowskiego jest postrzegana przez Rosjan jako korzystna – dodaje.

Jak duże są aktualnie wpływy Rosji w krajach Europy Środkowej, w tym w Polsce, i na czym one polegają? Czy się zmniejszają, jak twierdzi wiceprzewodniczący Parlamentu Europejskiego Ryszard Czarnecki?

Pogląd ten wydaje się w miarę trafny. Oczywiście nie we wszystkich państwach dzieje się tak samo. W Polsce wpływy te na pewno się zmniejszają. Istnieją grupy wpływu, które sprzyjają Rosji, ale Polska nie jest państwem, po którym należałoby się spodziewać, że wpływ rosyjski będzie się w nim wzmagał. O stanach średnich możemy mówić w przypadku Czech i Słowacji. Węgry to inna kwestia, mają wiele do ugrania z Rosją w dziedzinie energetyki. Twierdzą zatem, że przedłużenie sankcji w stosunku do Federacji Rosyjskiej jest nieuprawnione i przeprowadzane niejako pod stołem, a straty, które mogą w związku z tym wynikać dla państwa węgierskiego, wynosić mogą około 4 mld dolarów rocznie, a to już niebagatelna kwota. Trzeba pamiętać, że Węgry są uzależnione od dostaw rosyjskich surowców w znacznie większym stopniu aniżeli Polska. To sprawia, że sytuacja państw Grupy Wyszehradzkiej nie jest jednakowa, niemniej w ogólnym bilansie można się zgodzić, że wpływy Rosji w tym regionie faktycznie maleją. Wynika to też z faktu, że Rosja staje się państwem coraz mniej znaczącym na świecie. Jedyne, czym może zaimponować, to jej potencjał militarny, poza tym jednak znaczenie Rosji na świecie maleje. Siłą rzeczy, potencjał gospodarczy tego państwa raczej nie wzrasta, a wpływy polityczne także nie należą do zbyt pokaźnych, ze względu na fakt dość niestandardowych zachowań na arenie międzynarodowej w ostatnich latach.

(...)

sobota, 20 sierpień 2016 13:17

Przepis na Rosję

Do czego jest potrzebna Rosja? Pytanie zadane jest wprawdzie z głupia frant, ale można potraktować je jako kardynalne lub retoryczne.

Dzisiejsza Rosja uważana jest przede wszystkim za potężny generator napięcia międzynarodowego. Kwestia rosyjska zdominowała więc, czy też nawet zdemonizowała szczyt NATO w Warszawie, Moskwie przypisano na nim rolę Czarnego Luda, choć akurat chyba takie miano bardziej pasuje do innego problemu nękającego w tej chwili Europę. Najrozleglejsze państwo na Ziemi nie zostało nazwane wprost wrogiem (w końcu Waszyngton zapewne docenia utylitarne wymiary ambicji politycznych Rosji, choćby w postaci zaangażowania w Syrii), ale w łamańcu języka dyplomatycznego zdefiniowano je jako „wyzwanie”. Warto więc pamiętać, że kiedyś wyzwania kończyły się zwykle pojedynkiem. Podkreślanie obronnej natury Paktu Północnoatlantyckiego musi wywoływać uśmiech politowania u wyjadaczy z Kremla, bowiem z ich punktu widzenia jest to naturalnie alians agresywny. Znawcy fechtunku wiedzą doskonale, że sztuka szermierki od dawna zna połączenie obrony z równoczesnym atakiem w jednym cięciu.

Chory człowiek planety?

Rosja stanowi zatem problem czy też wyzwanie na skalę globalną, ale trzeba pamiętać, że przede wszystkim jest ona problemem i wyzwaniem dla siebie samej. Przedstawia bowiem niezwykły fenomen cywilizacyjny, miotający się pośród kontrastów, przeciwieństw i sprzeczności, o potencjale znacząco większym niż możliwości jego wykorzystania, kraj niepogodzony ze swoją przeszłością, wiercący się w niewygodnym rozkroku pomiędzy Europą i Azją, pełen kompleksów rozległych jak Syberia.

Car Mikołaj I nazwał Imperium Osmańskie chorym człowiekiem Europy; dzisiaj to właśnie Rosję można by uznać za głównego pacjenta na naszym globie. Jej najjaskrawsze przypadłości celnie podsumował francuski markiz de Custine, podróżujący na Wschód akurat za panowania Mikołaja I. Teraz jest jeszcze gorzej, Rosja przeszła bowiem trąd komunizmu, była rozsadnikiem najbardziej zbrodniczego systemu w dziejach ludzkości. Rekonwalescencja jeszcze nie zakończyła się, a nawet na dobre jeszcze się nie zaczęła.

(...)

sobota, 20 sierpień 2016 13:11

Slalom między volkslistami

„Mieeeczów ci u nas dostaaatek, ale i te przyjmę, jako zapowiedź zwycięęęstwa” – cytował Władysław Gomułka, ponoć z wielkim upodobaniem, słowa włożone przez Henryka Sienkiewicza w usta króla Władysława Jagiełły przed bitwą pod Grunwaldem.

Wysocy komunistyczni dygnitarze też mieli swoje ambicje, a nawet – co wydaje się niewiarygodne – swoje marzenia czy może fantasmagorie – a Władysławowi Gomułce wydawało się, że jest współczesnym wcieleniem różnych polskich królów – przede wszystkim Władysława Jagiełły, po pierwsze, że Władysław, a po drugie – że pogromca Krzyżaków, czyli Niemców. Czy rzeczywiście – trudno zgadnąć, ale sam słyszałem, jak Władysław Gomułka podczas jakiegoś przemówienia wymyślał niemieckiemu kanclerzowi Konradowi Adenauerowi. Akurat w zachodniej prasie bulwarowej trwała dyskusja – jakiej właściwie płci są anioły. Najwyraźniej Władysław Gomułka, który miał antykościelnego bzika, musiał dopuścić sobie to do głowy, bo podczas wspomnianego przemówienia odezwał się w te słowa: „Prędzej pan, panie Ade – nauer odgadnie, jakiej płci są anioły, niż my się wyrzekniemy naszych Ziem Zachodnich!”. Ta przerwa w nazwisku niemieckiego kanclerza wzięła się stąd, że „Ade” było na końcu jednej kartki, a „nauer” – na początku drugiej i zanim Władysław Gomułka kartki przewrócił, upłynęła chwila powodująca wyraźną przerwę w przemówieniu.

Jak bowiem jeszcze przed nastaniem Władysława Gomułki zauważył inny Władysław, mianowicie Władysław Studnicki, wybór kierunku polskiej polityki zagranicznej zależy w pierwszym rzędzie od tego, których Kresów Polska zamierza bronić. Jeśli Kresów Wschodnich, to wskazany jest sojusz z Niemcami. Jeśli Kresów Zachodnich, to wskazany jest sojusz z Rosją. Władysław Studnicki najpierw był socjalistą, ale potem został narodowcem i zarazem germanofilem, a takie połączenie również dzisiaj jest wielką rzadkością, bo wielu narodowców zapamiętało z Dmowskiego tylko tyle, że trzeba trzymać się Rosji bez względu na to, których Kresów akurat Polska broni, czy które pragnie odzyskać. O ile za czasów pierwszej wojny światowej germanofilia Studnickiego nawet przynosiła pewne rezultaty, to podczas drugiej – już tylko aresztowania – ale bo też podczas drugiej wojny większość Niemców to była narodowo-socjalistyczna, zbrodnicza hołota, która spowodowała, że mnóstwo europejskich narodów znienawidziło Niemców, a same Niemcy doprowadziła do dewastacji i likwidacji.

(...)

sobota, 20 sierpień 2016 13:07

Rosja osłabiona jest najbardziej groźna

Z prof. Andrzejem Nowakiem rozmawia Aleksander Kłos

Im silniejsza będzie Polska i bardziej wykorzysta czas najbliższych kilku lat dla własnego umocnienia, tym bardziej ma szansę układać się z osłabioną Rosją na zupełnie innych, równoprawnych zasadach. Teraz zaś jest czas, kiedy należy pokazywać, że Władimir Putin jedynie się przyczaił w swoich ambicjach neoimperialnych, a w rzeczywistości nie ustąpił ani o milimetr na Ukrainie, w Donbasie czy w sprawie Krymu. Bez cofnięcia tamtych zmian, tak gwałtownych na mapie Europy, nie może być mowy o powrocie do bussines as usual władcą Kremla.

Panie profesorze, rozmawiamy przed szczytem NATO w Warszawie, podczas którego ma zostać podjęta decyzja o wzmocnieniu wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego. W ten sposób Polska, wraz z innymi państwami Europy Środkowo-Wschodniej, chce poprawić swoje bezpieczeństwo, któremu zagraża neoimperialna polityka Moskwy. Wszystko wskazuje na to, że pomimo jej pohukiwań NATO rzeczywiście w mocniejszy niż do tej pory sposób będzie przeciwstawiać się zakusom Kremla – który nie tylko, że wciąż prowadzi agresywną politykę wobec Ukrainy, ale nadal różnymi metodami stara się utrzymywać swoją strefę wpływów w krajach należących kiedyś do bloku komunistycznego. W swojej książce „Kto powiedział, że Moskale to są bracia nas, Lechitów...” (Wydawnictwo Literackie 2016 r.) przedstawia pan ciąg doświadczeń polsko-rosyjskich, które dają chyba jednoznaczną odpowiedź, że między naszymi narodami trudno będzie o dobre relacje.

Tytuł nawiązuje do popularnego wiersza „Poloneza Kościuszki” Rajnolda Suchodolskiego, powstańca listopadowego, który w tymże powstaniu oddał życie w walce przeciwko owym Moskalom. „Kto powiedział, że Moskale, to są bracia nas, Lechitów, temu pierwszy w łeb wypalę pod kościołem karmelitów” – chodziło o więzienie stanu w Warszawie, znajdujące się w byłym klasztorze karmelitańskim, gdzie wielki książę Konstanty więził bez sądu przeciwników politycznych. Ten popularny w XIX wieku wiersz, podkreśla, że nie ma przyjaźni między Polską a Rosją. Ale jednocześnie ten sam wiersz i tytuł sugerują, że są tacy, którzy uważają, że taka przyjaźń jest, i trzeba im „w łeb wypalić”. Akurat używam tego cytatu, tego nawiązania literackiego, żeby postawić pytanie, a nie udzielić zbyt pospiesznie odpowiedzi.

Z jednej strony mamy ogromną ilość świadectw historycznych, doświadczeń, cierpień, które wskazują, że imperium rosyjskie w rozmaitych wcieleniach jest dramatycznym przeciwnikiem Polski. Dlatego nie sposób sobie wyobrazić, a w każdym razie jest to bardzo trudne, by pogodzić jego interesy z Polską, która chce być niepodległa. Jednocześnie są Polacy i Rosjanie, choć jest ich niewielu, którzy szczerze szukają rozwiązania tej kwadratury koła, którzy szukają jakiejś ścieżki porozumienia polsko-rosyjskiego i o nich też jest ta książka. Ona zamyka się w wieku XIX, ale uważam, że większość istotnych wzorów naszej myśli w stosunku do Rosji uformowana została w tym czasie i wiek XX już bardzo niewiele był w stanie do tego dodać.

(...)

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.