poniedziałek, 28 marzec 2011 20:17

Lekcja naiwności

Napisał

Histeria dotycząca pojednania z Rosją, rozpętana jak na zamówienie tuż po smoleńskiej katastrofie, jest fenomenem z pogranicza polityki i psychologii, tylko bowiem agenci Moskwy albo ?pożyteczni idioci? ? jedni i drudzy z odmiennych wprawdzie pobudek, ale w końcu ważne są skutki! ? mogli cysternami lać wodę na kremlowski młyn, bredząc na temat wiekopomnej ugody pomiędzy dwoma wielkimi narodami słowiańskimi. Do łez wzruszeni celebryci ? nie, bynajmniej nie naszą narodową tragedią, lecz tylko we własnej fantazji wyidealizowaną postawą Rosjan wobec tej tragedii ? pletli androny o historycznym momencie pobratania się z pokrewnym nam szczepem wschodnim. Przypominało to żenujące majaczenia propagandy komunistycznej, uzasadniającej, na przykład, imperatywem dziejowym konieczność udziału ?ludowego? Wojska Polskiego w gromieniu hitlerowskich Niemiec, oczywiście u boku Armii Czerwonej. Faktycznie w oczach kremlowskich wyjadaczy nasz kraj okazał w ten sposób słabość, którą Moskwa jak zwykle postarała się cynicznie wykorzystać.

 

?Legendy o Rosji?

O tym, że łaszenie się do Kremla wyjdzie nam bokiem, wiadomo było od początku. Jednak rządzący Polską zachowali się jak królik zahipnotyzowany przez węża. O ile artystom wolno ulegać porywom, powiedzmy, serca, o tyle zdumiewające jest zachowanie się władz warszawskich, które zamiast wykazać odpowiednią czujność, osunęły się bezwolnie w ramiona Rosji, wmawiając sobie i innym, że są to ramiona rozwarte w szczerym geście przyjaźni. Nie od dziś wiadomo, że Rosja skrzętnie korzysta z każdej okazji, a także dokłada wszelkich starań, aby nas najpospoliciej zrobić na szaro (czy też, w wiadomym okresie, raczej na czerwono). Najbardziej zdumiewająca jest chyba w tym wszystkim ta okoliczność, że ktoś, kto mówi językiem polskim, może mieć w tej materii jeszcze jakiekolwiek złudzenia. Bo przecież bolesnych nauczek w naszych dziejach mieliśmy już aż nadto, aby w stosunkach z Moskwą kierować się kardynalną zasadą timeo Danaos et dona ferentes. Niestety, rządzący Polską w chwilach decydujących zdają się wpadać w chocholi taniec czy też, jeśli ktoś woli, pozbawiony sił błędny krąg sugestywnie przedstawiony na obrazie Jacka Malczewskiego zatytułowanym ?Melancholia?. Nie jest także żadnym pocieszeniem, że wybitna krótkowzroczność wobec Moskwy ma już w Polsce bogatą tradycję. Pomińmy epokę sprzed przewrotu bolszewickiego, za dowód niech posłuży to, co ukazywało się nad Wisłą na temat ZSRS w latach trzydziestych ubiegłego stulecia.

W ogóle należałoby już może skończyć z tymi warszawskimi legendami o Rosji. Na przykład z tym głodem. Według pewnego odłamu naszej prasy ludzie tam ?puchną z głodu? i ?padają na ulicach jak muchy?. Rozumiem, dlaczego te pisma tak piszą, ale nie rozumiem, jak im się takie pisanie nie sprzykrzy... Przytoczony fragment pochodzi z książki Mieczysława Lepeckiego ?Sybir bez przekleństw?, która ukazała się w 1934 roku. Autor odwiedził ZSRS rok wcześniej, gdy na Ukrainie trwał Wielki Głód. Ale to ludobójstwo, którego liczbę ofiar szacuje się na siedem milionów, Lepecki, skądinąd bystry obserwator, przeoczył.

Dzisiaj w Sybirze nie ma zesłańców. Z pól, tajg i gór Buriato-Mongolii nie płyną ku krajom Zachodu westchnienia i przekleństwa. Nikt tu już nie tęskni, nikt się stąd nie wydziera, nikt tego kraju nie przeklina. Głęboki oddech wojny i rewolucji odrzucił z płuc Sybiru gniotące go ciężary: katorgę i posielenje. Pobyt w nim przestał być karą, matki i niańki przestały straszyć nim dzieci, poeci zarzucili jego motyw jako tło dla męczeństwa i grozy. Spowszedniał ten kraj, zmalał i ?sprościał?. Niedaleki już czas, gdy jego piękne zakątki, których tyle posiada, zaroją się od turystów, a młodzi narzeczeni będą się umawiać: ?Miesiąc miodowy spędzimy nad Leną? ? Lepecki zakończył swoją książkę tymi słowy, po części proroczymi, bowiem istotnie nie minęło wiele czasu, gdy na Syberii znalazło się może i ponad milion rodaków autora, którzy skorzystali z trudnej do odrzucenia oferty firmy turystycznej NKWD.

?Sybir bez przekleństw?, czytany współcześnie, poraża naiwnością. Kapitan (później major) Mieczysław Lepecki był adiutantem Józefa Piłsudskiego przez ostatnie cztery lata życia marszałka, Na sowiecką Syberię jeździł, począwszy od 1933 roku, trzykrotnie, pielgrzymując po miejscach zsyłki swojego szefa. Oprócz cytowanej wydał jeszcze trzy inne książki o ZSRS, a także szereg relacji podróżniczych (odwiedził m.in. Amerykę Południową, Bliski Wschód oraz Madagaskar). Naturalnie podczas pobytów w sowieckiej Rosji znajdował się Lepecki pod nadzorem służb specjalnych (w archiwach rosyjskich zachowały się dokumenty na ten temat), ale czas trwania jego wycieczek oraz ich zakres ? podróżował po Syberii koleją i samochodem ? pozwalały na dość wnikliwe zaznajomienie się z krajem rządzonym przez bolszewików. Tymczasem autor wyraźnie i tendencyjnie trzyma stronę czerwonych, naginając bądź retuszując niewygodne fakty. Owszem, nieco podśmiewa się z ?siermiężności? władzy sowieckiej, ale jest to uśmiech życzliwy, takie protekcjonalne poklepywanie po ramieniu młodej dyktatury proletariatu, w sumie przychylne dla czerwonego eksperymentu.

                (...)

Czytany 2137 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.