poniedziałek, 28 marzec 2011 20:22

"Zaufanie"

Napisane przez

Pan Dominik Jafra ? emeryt ze Szczecina ? stracił zaufanie do partii rządzącej i pozwał ją do sądu.

 

Pan Dominik sześć lat temu (jak ten czas szybko leci!) podpisał się pod wnioskiem referendalnym, popieranym przez PO. Traf chciał, że sformułowany był tam postulat jednomandatowych okręgów wyborczych do Sejmu, a nie do samorządu czy Senatu, który to Senat Platforma w tym samym wniosku proponowała zlikwidować. Daremne więc były zabiegi posła Marka Wójcika, który na korytarzu sądowym usiłował wytłumaczyć rozczarowanemu wyborcy, że Platforma wywiązuje się z postulatu jednomandatowych okręgów, wprowadzając JOW tam, gdzie to jest możliwe. Jakby tego było mało, podpisy kilka lat temu zniszczono, czego wnioskodawcy nie ujawnili, a o fakcie zniszczenia podpisów sam zainteresowany (jak i tysiące mu podobnych) dowiedział się dopiero rok temu z mediów. Dokładniej dzięki reportażowi Tomasza Sekielskiego pt. ?Władcy marionetek? wyemitowanemu w marcu 2010 r. przez TVN: http://www.youtube.com/watch?v=apNdODoWX2I

Nieustannie wmawia się nam, że w Polsce trwa ? używając słów Andrzeja Wajdy ? ?wojna polsko-polska?, ale w sprawie tego referendum dwie najsilniejsze partie wykazują wyjątkową zgodność. Platforma, gdyby tylko chciała, mogłaby rozpisać obiecane referendum; nie musi w tej sprawie zbierać żadnych nowych podpisów, a fakt, że już zebrane zostały zniszczone, nie ma tu większego znaczenia. Każdy, kto czytał konstytucję, wie, że o przeprowadzeniu referendum nie przesądzają, niestety, zebrane podpisy, bez względu na to, ile by ich było, ale uchwała Sejmu albo wniosek prezydenta poparty przez Senat. Gdyby zebrano, powiedzmy, 30 mln. podpisów, a niespełniony byłby któryś z tych warunków, referendum w polskim systemie prawnym i tak nie można by rozpisać. Od kiedy jednak Platforma ma swojego prezydenta, który ?nie przeszkadza?, oraz większość w Senacie, nie ma już alibi, by nie forsować JOW na drodze referendalnej, a na przeszkodzie stoi już tylko jej brak woli.

Stąd też p. Dominik Jafra, po wysłaniu pism do Kancelarii Premiera i marszałka Sejmu, a obecnego prezydenta Bronisława Komorowskiego, i po tym jak pisma te pozostały bez zadowalającej odpowiedzi (a to ostatnie wręcz w ogóle bez odpowiedzi!), zdecydował się w listopadzie 2010 r. wystąpić na drogę sądową o straty moralne z tytułu nierealizacji obietnicy, pod którą się podpisał. 1 III 2011 r. sąd ten pozew o zapłatę symbolicznej złotówki (bo nie o pieniądze tu chodzi) oddalił, uznając, że nie ma podstawy prawnej do zadośćuczynienia, gdyż p. Jafra nie poniósł straty materialnej (!) ani nie został przez partię znieważony. Ciekawe, czy gdyby jakiś odważny obywatel pozwał rząd za straty, jakie poniesie ogół społeczeństwa w związku ze zgodą na umorzenie Gazpromowi 1,2 mld zł (mimo zasądzenia takiej kwoty za tranzyt rosyjskiego gazu przez Polskę na rzecz spółki EuRoPol Gaz przez sąd arbitrażowy w Moskwie!) lub za konsekwencje podpisania przez Tuska pakietu energetyczno-klimatycznego, w wyniku którego ceny energii elektrycznej w Polsce mogą skoczyć w latach 2013-2020 nawet o 80%, to czy mógłby liczyć na podobną wykładnię i czy zostałby wtedy przez unijnych ekoterrorystów (albo przez Gazprom) znieważony.

Mnie zastanawia jedno: po tym jak prezydent Miedwiediew obiecał (ustnie) gotowość do podjęcia wspólnego śledztwa polsko-rosyjskiego ws. katastrofy smoleńskiej, wielu prawników podkreślało, że jest to zobowiązanie prawnie wiążące i zaniechaniem Tuska było z tego nie skorzystać. A kiedy partia Tuska zebrała ponad 750 000 podpisów i on sam publicznie zapewniał, że jeśli nie uda się rozpatrzyć wniosku o referendum w 2005 r., to jedną z pierwszych rzeczy, którymi on się zajmie po dojściu do władzy będzie powrót do sprawy tego referendum, nie jest to prawnie wiążące...

W jakim kraju my żyjemy? Ktoś powie, że sędzina rzeczywiście nie miała innego wyjścia i musiała wydać taki wyrok, ale jak to w takim razie świadczy o naszym systemie prawnym? W Anglii jeśli partia rządząca nie wywiązuje się z ważnego zobowiązania publicznego lub zaczyna realizować dokładnie odwrotną politykę niż obiecywała przed wyborami, królowa zarządza wcześniejsze wybory, aby wyborcy mogli zweryfikować, czy zaistniałe okoliczności uzasadniają taką zmianę polityki (jest to tzw. konstytucja materialna, traktowana jako najwyższe prawo). Tam nie mają nawet pisanej konstytucji (jej rolę pełni system wyborczy), podczas gdy u nas przepisów jest tyle, że sami prawnicy nie nadążają, a i tak w rezultacie wyborcy nie mają zapewnionych elementarnych praw.

(...)

Czytany 1867 razy
Więcej w tej kategorii: « Kompot z trocin Lekcja naiwności »
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.