sobota, 12 wrzesień 2015 13:51

Jak media manipulują społeczeństwem

Napisane przez

W latach „zimnej wojny” w Europie, w okresie, gdy zaczęła pojawiać się i za żelazną kurtyną telewizja, niektórzy specjaliści od propagandy, zdawali sobie sprawę jak wielki wpływ na świadomość społeczną i polityczną mogą mieć produkcje filmowe ze „zgniłego moralnie Zachodu”. Starano się bardzo dokładnie i starannie dobierać filmy, które emitowano we własnej telewizji.

W latach poprzedzających upadek „Muru Berlińskiego”, w nieboszczce NRD, walczono, z biegiem czasu coraz mniej skutecznie, z rozwijającą się telewizją satelitarną. Aparat ideologiczny SED zdawał sobie sprawę z zagrożeń, jakie niesie obecność w domu zwykłego „dederona” nowej niezależnej telewizji, nie tylko dlatego, że przekazywała ona niezależne serwisy informacyjne, znacznie różniące się, w swojej treści od oficjalnych, ale również, dlatego że telewizja satelitarna pokazywała odmienny styl życia przeciętnego mieszkańca Zachodu i uwypuklała w ten sposób różnice w materialnym poziomie życia obywatela w Republice Federalnej Niemiec i Niemieckiej Republice Demokratycznej. Pokazywała też inną obyczajowość i wszelkie zakazane owoce będące wynikiem politycznej wolności. Zdawano sobie sprawę, jaką rolę odgrywa telewizja satelitarna w procesie „erozji ideologicznej” komunistycznego państwa, toteż „satelitarne talerze” spędzały sen z powiek partyjnych dygnitarzy.

Od tamtych czasów minęło już trzydzieści lat i świat mediów zmienił się praktycznie nie do poznania, rewolucja informatyczna zmieniła naszą rzeczywistość. Dziś nie da się już stworzyć nowej „żelaznej kurtyny”.

Produkty mediów stają się ogólnodostępne dla wszystkich społeczeństw, tworząc nowe zachowania w sferze obyczajowości i politycznych zachowań, budują świadomość społeczną, a także kształtują ją w pożądany sposób.

To one poprzez odpowiedni wybór informacji i ich interpretację narzucają społeczeństwu poglądy. Twierdzi tak między innymi wybitny amerykański krytyk Herbert Schiller, który w swojej książce „Sternicy świadomości” podkreśla, że „sternicy amerykańskich środków masowego przekazu produkują, przetwarzają i nadają kształt wyobrażeniom i informacjom, które tworzą i utrwalają nasze przekonania i postawy (a w efekcie również zachowanie) oraz kierują obiegiem tych informacji. Kiedy rozmyślnie stwarzają przekazy nieodpowiadające realiom życia społecznego, stają się sternikami ludzkich umysłów. Przekazy, które celowo kształtują fałszywe odczucie rzeczywistości i urabiają świadomość, nie mogącą pojąć faktycznych warunków życia jednostki bądź społeczeństwa lub warunki te negują, są przekazami manipulatorskimi”.

Z kolei Elisabeth Noelle-Neumann, niemiecką badaczka opinii publicznej pisze w książce „Spirala milczenia”, że „środki masowego przekazu mogą wpływać na opinię publiczną, przyczyniając się do rozpowszechnienia wspieranych przez siebie opinii, nakręcając jeszcze ową spiralę. Wpływ ten może ocierać się o manipulację; stąd żywotność idei czwartej władzy, sprawowanej przez środki masowego przekazu”.

Irak

Pamiętamy początek wojny w Iraku. Oficjalna propaganda Stanów Zjednoczonych przekonywała światową opinię publiczną i społeczeństwa głównie państw europejskich i tradycyjnych swoich sojuszników, o zagrożeniu pokoju światowego ze strony reżymu Saddama Husajna, który posiada znaczne arsenały broni chemicznej. Przypominano i eksponowano prawdziwy fakt ludobójstwa, jakiego dopuścił się ten reżym, stosując je wobec Kurdów..

Po obaleniu irackiego dyktatora, Amerykanie gorliwie szukali dowodów w postaci broni chemicznej, jaką mieli posiadać Irakijczycy, która zagrażać miała bezpieczeństwu międzynarodowemu. Szukali..., szukali, dalej szukali … i… wreszcie znaleźli.

Ale co ciekawe, gdy wreszcie ją znaleźli, to nie przyznali się do tego. Milczały więc i media. Bomba wybuchła jednak później i okazało się, że wcale nie jest to bomba chemiczna, jak by chcieli niektórzy, ale bomba propagandowa – medialna.

Okazało się bowiem, że znaleziona broń chemiczna to bomby lotnicze, pociski artyleryjskie i i głowice do rakiet, które były wypełnione gazem musztardowym. Jak później podał „New York Times”, nie nadawały się one do użytku i pochodziły z lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku, z okresu wojny iracko -irańskiej. Przy okazji wyszedł na jaw fakt, że Saddam Husajn otrzymał ją od państw Zachodu. Wyprodukowano ją wprawdzie w Europie, ale oparto na udostępnionej przez Stany Zjednoczone technologii. Ale to nie był koniec kompromitacji Amerykanów w Iraku w sprawie broni chemicznej. Wścibscy dziennikarze wspomnianego dziennika wywęszyli, że w czasie unieszkodliwiania znalezionej broni poparzonych zostało 17 żołnierzy amerykańskich.

Takie działanie, mające na celu zatajenie faktu znalezienia broni masowego rażenia jest złamaniem konwencji o zakazie rozprzestrzeniana broni chemicznej, amerykańskie dowództwo wojskowe o fakcie tym miało bowiem prawny obowiązek poinformować światową opinię publiczną. A jak znaleziona broń miała się do zakazu o rozprzestrzenianiu broni chemicznej?

Prowadzona przez kilka lat propagandowa akcja Stanów Zjednoczonych, mająca usprawiedliwić amerykański atak na Irak, przyniosła jednak taki skutek, że w potocznej świadomości społecznej, atak ten był uzasadniony. Często powtarzane kłamstwo staje się po pewnym czasie prawdą.

 

/.../ Ciąg dalszy artykułu - w wydaniu papierowym

Czytany 2087 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.