sobota, 20 luty 2016 22:03

II wojna o inwestyturę

Napisał

Polityczna wojna w Polsce zatacza coraz szersze kręgi. Po decyzji Komisji Europejskiej, która 13 stycznia br. uruchomiła bezprecedensową procedurę „sprawdzania” stanu praworządności w naszym i tak przecież nieszczęśliwym kraju, 19 stycznia w Parlamencie Europejskim odbyła się groteskowa inkwizycja, w ramach której część deputowanych wyrażała głębokie zaniepokojenie i niezadowolenie stanem demokracji i praworządności w Polsce, że poseł Janusz Korwin-Mikke musiał im przypomnieć, iż demokracja, to tyrania Większości, więc PiS mając większość w Sejmie, może robić co chce. Jeśli zatem nie podoba im się to, co PiS robi, to nie powinni bredzić o demokracji, bo najwyraźniej nie zdając sobie z tego sprawy, odwołują się do zasady nomokratycznej, która z zasadą demokratyczną (im większa Liczba, tym słuszniejsza Racja) jest oczywiście sprzeczna.

Ale czegóż można wymagać od zgromadzenia, które na swego przewodniczącego wysunęło niedouka i alkoholika Martina Schulza? Więc jeśli jedni posłowie lamentowali nad stanem demokracji i praworządności w Polsce i demonstrowali święte oburzenie, to znowu innym demokracja i praworządność w Polsce bardzo się podobała.

Wreszcie – 20 stycznia przyleciał do Polski z Ameryki pan Daniel Fried. Pretekstem jego wizyty było omówienie z warszawskimi władzami sprawy sankcji przeciwko złemu ruskiemu czekiście Putinowi i nawet jakiejś rozhowory na ten temat przeprowadził, ale – jak to dwa tygodnie wcześniej ujawnił Główny Cadyk III RP Aleksander Smolar, naprawdę przyjazd pana Frieda był spowodowany „zaniepokojeniem” Waszyngtonu stanem demokracji i praworządności w Polsce, nasz Drogi Gość zaś ma tu wystąpić w charakterze rewizora, tyle że nie „iz Pietierburga”, tylko z Waszyngtonu, i tubylczych dygnitarzy obsztorcować.

Dodatkowym wyjaśnieniem charakteru misji pana Frieda jest artykuł dwóch autorów: Bruce’a Ackermana i Macieja Kisilowskiego w periodyku „Foreign Policy”, wzywający prezydenta Obamę do karnego odwołania zapowiedzianego na lipiec szczytu NATO w Warszawie albo przynajmniej – do zbojkotowania go, by w ten sposób pokazać warszawskiemu rządowi mores. Autorzy wyjaśniają, dlaczego prezydent Obama powinien tak postąpić. Otóż dlatego, by w dyscyplinowaniu Polski wyręczyć Niemcy, które w stosunkach z Polską mają zabagnione konto, więc nie bardzo im wypada Polskę zbyt ostro sztorcować. Ameryka, to co innego. Autorzy, najwyraźniej zapominając o prezydencie Roosevelcie, który w Teheranie i Jałcie sprzedał Stalinowi Polskę, tak jak sprzedaje się krowę, uważają, że Ameryka w stosunkach z Polską ma czyste konto, więc może pozwolić sobie na znacznie więcej, niż Niemcy.

Celem zaś tych dyscyplinujących posunięć ma być przywrócenie w Polsce „równowagi”. Między kim, a kim? Próżno łamalibyśmy sobie nad tym głowę, gdybyśmy nie przypomnieli sobie, ze pan Daniel Fried w latach 1987-1989 był z ramienia Departamentu Stanu USA odpowiedzialny za przeprowadzenie transformacji ustrojowej w naszym nieszczęśliwym kraju, która – jak pamiętamy – polegała na tym, że RAZWIEDUPR (Razwiedywatielnoje Uprawlienije), przy pomocy i współpracy „lewicy laickiej” wyselekcjonował sobie taką „reprezentację społeczeństwa”, do której miał zaufanie i do spółki z nią położył fundamenty ustrojowe III Rzeczypospolitej. Konieczność „przywrócenia równowagi”, na którą zwrócili uwagę autorzy artykułu w „Foreign Policy” oznacza, że w ocenie Waszyngtonu pozycja RAZWIEDUPR - a po ostatnich wyborach została zagrożona, czego dowodem jest właśnie polityczna wojna w Polsce.

(...)

Czytany 3675 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.