piątek, 09 grudzień 2016 23:43

Strategiczne plany Polski i Chin

Napisał

Ministerstwo Rozwoju przedstawiło w lipcu jeden z najważniejszych dokumentów polskiej gospodarki: „Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”. Jego założeniem jest wzrost branż przemysłowych i technologicznych, a także gospodarki krajowej jako całości. Na jego realizacji mają skorzystać wszyscy Polacy, wszystkie grupy społeczne i zawodowe, a ich dochód w ciągu najbliższych lat ma zbliżyć się do średniej uzyskiwanej w rozwiniętych krajach UE.

Opracowanie liczące sobie 294 strony druku jest dość szczegółowym rozwinięciem celów i metod ich osiągnięcia. Od nazwiska ministra, który go przedstawił, nosi on nazwę „Planu Morawieckiego”. Od strony formalnej jest on jednak bezimienny, gdyż nikt z jego autorów nie jest pod nim podpisany.

Według posłanki Izabeli Leszczyny (PO) autorem strategii jest amerykańska firma konsultingowa, a nie, jak podano, 12 zespołów międzyresortowych. Jak dodaje, „to jest wielkie nic albo nawet wielkie oszustwo”, a plan nie zakłada poprawy życia ludzi. Żadnych dowodów na swoje „rewelacje” posłanka nie przedstawia.

Wiceminister Jerzy Kwieciński jednoznacznie zdementował te plotki, twierdząc, że opracowanie to zostało wykonane przez ekspertów rządowych i krajowych. Ci ostatni nie zostali zatrudnieni i pracowali „pro bono”. Nie ukrywał jednak, że dokument ten był konsultowany również z zagranicznymi ekspertami.

Na tle tej debaty o autorstwie najważniejszych projektów rządowych warto przyjrzeć się bliżej, jak dzieje się to w Chinach, które nadal postrzegane są u nas jako kraj „komunistyczny” i „totalitarny”. Nazwy te nie mają jednak tam nic wspólnego z przypisywanymi im w Polsce znaczeniami. Można to również dostrzec na przykładzie sporządzanych tam podobnych planów jak „Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju”.

Chiny nadal postrzegane są u nas jako kraj „komunistyczny” i „totalitarny”. Nazwy te nie mają jednak tam nic wspólnego z przypisywanymi im w Polsce znaczeniami.

Polskie instytuty badawcze

Naukowych instytucji badających rynek krajowy i zagraniczny w Polsce nie brakuje. Jest ich przynajmniej kilkanaście. Podobnie zresztą jak i dotyczących badań politycznych i spraw międzynarodowych. Ogłaszają one wyniki swoich badań w fachowych periodykach, a także w popularnych mediach, na czele z Internetem. Są to na ogół interesujące prace z logicznymi wnioskami. Z reguły korzystają z nich przedsiębiorcy, inwestorzy poza granicami kraju oraz szeroko pojęte środowiska zajmujące się upowszechnieniem wiedzy o Polsce i świecie. Zapewne jest wiele jeszcze innych pożytków z ich działalności. Podstawowe pytanie jest jednak takie: jak rząd polski korzysta z ich dorobku? Oczywiście, że korzysta ze znajdującej się tam statystyki, trendów gospodarczych, analizy wydarzeń oraz prognozy dla poszczególnych dziedzin gospodarki. Jest to bierne wykorzystywanie dorobku nauki polskiej.

Dotąd wydawało się, że nic lepszego w tej materii uzyskać się nie da, jeżeli zechcemy zachować wolność badań naukowych i ich niezależność od bieżących wymagań politycznych. Tymczasem bierne wykorzystywanie dorobku naukowego instytutów badawczych przekłada się na paraliż polityczny i gospodarczy. Jego przełamanie wymaga całkiem innej doktryny funkcjonowania nauki polskiej. Obecnie jest ona ukształtowana według zmodyfikowanych tylko schematów rodem z PRL. Instytuty podporządkowane są resortowym (rządowym) strukturom organizacyjnym. Te zaś wymagają od nich nie własnej oryginalnej inicjatywy, ale przede wszystkim posłuszeństwa dyrektywom płynącym z nadzorujących ich urzędniczych stanowisk. [...]

Czytany 282 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.