poniedziałek, 10 lipiec 2017 14:50

Okna życia i paragrafy

Napisane przez

„Zobacz, gdyby takie okno istniało wcześniej, Ilonka by nie siedziała” – usłyszałam, mijając dwie czterdziestolatki, koło wrocławskiego okna życia.
Zgodnie z polskim prawem ten, kto porzucił małoletnią lub nieporadną fizycznie bądź psychicznie osobę, jest karany pozbawieniem wolności do trzech lat. Jeśli w wyniku porzucenia osoba zmarła – kara więzienia może trwać do ośmiu lat.
Prawo daje dwie możliwości uniknięcia konsekwencji rodzicom (lub matce – gdy ojciec jest nieznany), którzy decydują się nie wychowywać nowo narodzonego dziecka. Mogą pozostawić niemowlę w szpitalu, a zrzekając się praw rodzicielskich – umożliwią mu szybkie i sprawne pod względem formalnym przejście do rodziny adopcyjnej.
Mogą także pozostawić dziecko w jednym z sześćdziesięciu funkcjonujących w naszym kraju okien życia. Rodzice zachowują wtedy pełną anonimowość: nie są poszukiwani przez policję, a jeśli ktoś poinformowałby organy, że w rodzinie zniknął noworodek – po sprawdzeniu, że został umieszczony w oknie życia, nie wszczyna się sprawy. Gwarancję uniknięcia w ten sposób przez matkę lub rodziców odpowiedzialności karnej zapewnia m.in. dokument Opinii Kancelarii Senatu z 17 lutego 2009 r. i opinie radców prawnych w urzędach miejskich, m.in. we Wrocławiu.

 

Współdziałanie

W momencie, gdy mama umieści dziecko w oknie życia, ruszają ściśle ustalone procedury. Przykładowo we Wrocławiu przy nadaniu malcowi tożsamości prawnej i przygotowaniu do adopcji współdziała jedenaście instytucji. Od sióstr boromeuszek, w których klasztorze znajduje się okno, po Wydział Zdrowia Urzędu Miejskiego, który skoordynował i od sześciu lat (tyle istnieje wrocławskie okno) wciąż usprawnia współpracę.
– Na początku pojawiały się trudności choćby z wypisaniem dziecku recepty – ponieważ nie miało numeru PESEL – mówi s. Dorota Baron, współodpowiadzialna za opiekę nad oknem życia we Wrocławiu. – Krok po kroku rozwiązywaliśmy problemy. Poradziłyśmy sobie także z gimnazjalistami, którzy „dla żartu” otwierali okno, uruchamiając alarm. Zaczęłyśmy zapraszać pobliskie szkoły na lekcje pokazowe – i liczba fałszywych alarmów zmniejszyła się o połowę.
Dzwonek na trzech komórkach wrocławskich boromeuszek (aż trzech – by w żaden sposób dziecka nie przegapić) odzywa się kilkakrotnie w ciągu doby, także w nocy. Za każdym razem dyżurujące siostry odrywają się od aktualnego zajęcia, w nocy – wstają z łóżka
– by zajrzeć do oddalonego o kilkadziesiąt metrów okna życia. Bywa, że znajdują w nim druty i butelki. Raz znalazły nastolatkę – którą koledzy wepchnęli do środka, nie wiedząc, że po zamknięciu okno automatycznie się blokuje. Dziewięć razy w ciągu sześciu lat alarm był uzasadniony.

 

Mama anonimowa

Dziecko przebywa u sióstr zaledwie 15-30 minut do momentu przyjazdu pogotowia.– Dokonujemy pierwszej prostej diagnozy: czy jest różowe, czy fioletowe z zimna, silne czy wątłe, czy płacze, czy zostawiono przy nim list lub inne rzeczy – s. Ewa Jędrzejak, współodpowiedzialna za okno życia, przekłada kartki w segregatorze, pokazując poszczególnie wpisy. – Zdarzały się nam dzieci, które były ubrane w nowe ciuszki, i takie, których ubranka pochodziły bodajże z dziesiątego recyclingu i były np. przesiąknięte papierosami. W takim wypadku myłyśmy je i przebierałyśmy.
Przy Krystianie mama zostawiła kartkę z informacją o zleconych na porodówce kontrolach: ortopedycznej i słuchu, przy Patrycji – kartkę z jej imieniem, przy Roksance – list wyrażający nadzieję, że jest zdrowa mimo domowego pośladkowego porodu. – Ani u nas, ani w innych oknach życia, mamy nie ujawniły swojej tożsamości – dodaje s. Dorota. – Z wyjątkiem Legnicy, gdzie kilka lat temu mama pozostawiła przy dziecku książeczkę zdrowia.

[...]

Czytany 357 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.