poniedziałek, 21 październik 2013 23:07

Politycznie niepoprawna ekonomia

Napisał

Polityczna poprawność także w ekonomii zmieniła znaczenie pojęć i spowodowała wielkie pranie mózgów. Ludziom, codziennie karmionym propagandową telewizyjną papką medialną coraz trudniej zrozumieć rzeczywistość społeczną i mechanizmy rządzące go spodarką. Oczywiście ma to swój ukryty cel, by móc łatwiej podporządkować ogłupiałe społeczeństwo i wcisnąć mu nawet największą brednię, jak tę ministra finansów Jana-Vincenta Rostowskiego, że wzrost deficytu o 16 mld zł, czyli o 1 procent PKB dodatkowo wzmocni (!!!) naszą go spodarkę.

Politycznie niepoprawne jest nawet znoszenie podatków! John R. Lott jr w swojej książce Freedonomia. Jak interwencjonizm państwowy rujnuje gospodarkę przywołał historię, która mu się przydarzyła. Na początku swojej kariery naukowej pracował na Uniwersytecie Stanowym Montany. W tamtym czasie (rok 1986) pojawiła się w Montanie inicjatywa konstytucyjna w związku z projektem ustawy, która miała znieść w tym stanie podatek od nieruchomości. Lott zaangażował się mocno po stronie osób, które popierały referendalne zniesienie tego podatku, gdyż wyliczył, że nawet bez tego podatku Montana i tak będzie miała wystarczające dochody. Tymczasem gubernator i władze edukacyjne różnych szczebli byli przeciwko zniesieniu podatku od nieruchomości, gdyż ich zdaniem brak funduszy spowodowałby konieczność zamknięcia wielu szkół. Informacje i statystyki w prasie głównego nurtu także prezentowały ten punkt widzenia, naciągając dane. Władze Uniwersytetu Stanowego Montany zaczęły naciskać na Lotta – który coraz częściej z rzeczowymi argumentami pojawiał się w mediach – by przestał wspierać kampanię referendalną po stronie likwidacji podatku od nieruchomości. Pretensje do niego mieli nawet współpracownicy naukowi. Ponieważ Lott nie słuchał w tej kwestii swoich przełożonych, w rezultacie w procesie oceniania pracowników otrzymał najniższą ocenę w kategorii „kontakty zewnętrzne”. Ocena wydziałowa była bez wątpienia karą za moją polityczną niepoprawność w sprawie zniesienia podatku od nieruchomości – podkreśla w swojej książce Lott. Oczywiście naukowcy opowiadający się za utrzymaniem podatku od nieruchomości mogli wypowiadać się w mediach bez ponoszenia żadnych konsekwencji z tego tytułu.

Państwo bierze „chwilówki”

Niestety polityczna poprawność często uderza w logiczne myślenie, powoduje, że fakty nie mają najmniejszego znaczenia i trzeba się dostosować do trendu, nawet gdyby był on całkowicie oderwany od rzeczywistości i niewiele miał wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Wiele ludzi dla komfortu psychicznego i konformizmu idzie za stadem, choć często jest to wbrew ich światopoglądom i zapatrywaniom. Z taką sytuacją mieliśmy na przykład do czynienia, kiedy wielu wolnorynkowych parlamentarzystów Platformy Obywatelskiej, zarówno w Sejmie, jak i w Senacie, wbrew głoszonym poglądom i zdrowemu rozsądkowi w 2010 roku zagłosowało za podniesieniem podatku VAT, na przełomie roku 2011 i 2012 – za podniesieniem składki rentowej, a w 2013 roku – za likwidacją ograniczającego zadłużanie się państwa progu ostrożnościowego. Alternatywą dla tych posłów i senatorów (gdyby nie trzymali się partyjnej dyscypliny) mogłyby być kary finansowe, a nawet usunięcie z partii. A to mogłoby oznaczać trudności w dalszej karierze politycznej. Ci wszyscy parlamentarzyści swoimi decyzjami zaszkodzili wielu Polakom, zaszkodzili przedsiębiorcom, pracodawcom, pracownikom, konsumentom i podatnikom aktualnym i przyszłym, ale jak widać, korzyści osobiste w tym przypadku zdecydowanie górowały nad dobrem wspólnym.

Człowiek nie może wydawać więcej niż zarabia, bo w przeciwnym wypadku szybko popadnie w długi, z których nigdy się nie wygrzebie. Jeśli brakuje pieniędzy, bo rodzina ma za mały dochód, to konieczne są oszczędności, czyli zredukowanie wydatków. Oczywiście jest wiele patologicznych przypadków rodzin, które zadłużyły się w bankach, na kartach kredytowych i nie mają z czego spłacać tych swoich nadmiernych wydatków. Potem jeszcze zaczęły brać „chwilówki” na lichwiarski procent, „rolując” nimi swoje zadłużenie, co jeszcze bardziej pogorszyło ich sytuację finansową. Właśnie państwo polskie pod niemal wszystkimi rządami od 1989 roku działa w ten sposób, jak patologiczna rodzina wydająca więcej, niż zarabia, i biorąca coraz to nowsze „chwilówki” głównie po to, by spłacać poprzednio zaciągnięte kredyty. Co roku rząd proponuje, parlament uchwala, a prezydent podpisuje budżet z deficytem. Oznacza to, że planuje w kolejnym roku wydawać więcej niż spodziewa się uzyskać dochodów z podatków i innych pozapodatkowych wpływów. W efekcie tworzy się i narasta zadłużenie publiczne, które osiągnęło już taką wartość, że w rzeczywistości nigdy nie będzie można go spłacić. Dzięki aktualnym politykom będzie wisiało nad przyszłymi pokoleniami jak miecz Damoklesa, wbrew woli i bez zgody tych ludzi.

Tymczasem deficyt publiczny powinien być konstytucyjnie zakazany. Państwo powinno wydawać wyłącznie tyle pieniędzy, ile ma w danym roku dochodów. W 2013 roku deficyt budżetowy (ponad 51,5 mld zł) jest nawet wyższy niż wydatki na obsługę długu Skarbu Państwa (42,7 mld zł). Zadłużenie publiczne według danych Ministerstwa Finansów na koniec pierwszego półrocza 2013 roku wyniosło ponad 888 mld zł, co oznacza, że sięgnęło 55,2 procent PKB, czyli przekroczyło tzw. drugi próg ostrożnościowy. Jednak według kryteriów unijnych na koniec czerwca br. dług publiczny sięgnął 937,44 mld zł, czyli około 58,2 procent PKB, zbliżając się niebezpiecznie do 60-procentowego trzeciego progu ostrożnościowego. Od roku 2007, pierwszego roku rządów Donalda Tuska i koalicji PO-PSL, oficjalne zadłużenie publiczne wzrosło z 529,3 mld zł do około 900 mld zł, a może nawet sięga już magicznego biliona. Sam ZUS prognozuje deficyt Funduszu Ubezpieczeń Społecznych (wariant pośredni) na 60 mld zł w 2014 roku i prawie 75 mld zł w 2017 roku! Oznacza to zwiększenie zadłużenia o jakieś 400 mld zł, czyli o ponad 70 procent. Jednak po zliczeniu wszystkich przyszłych zobowiązań państwa (głównie wypłat emerytur, opieki medycznej) dług wynosi oszałamiającą sumę około 3-4 bilionów złotych (około 200-300 procent PKB).

(...)

Czytany 3054 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.