niedziela, 01 sierpień 2010 11:48

Wyzwoliciele (V) Gwałty, morderstwa popełniane na kobietach polskich przez żołnierzy Armii Czerwonej

Napisane przez

Tereny poniemieckie były szczególnie niebezpieczne dla osadników, choć oczywiście rejony centralnej i wschodniej Polski też nie należały do bezpiecznych. Wschodnie tereny Niemiec na mocy porozumień aliantów z Sowietami zostały przekazane Polsce.

Na ziemiach tych wiosną i w lecie 1945 r. panował chaos gospodarczy, a okupacyjne władze sowieckie demontowały zakłady i fabryki nienaruszone w trakcie działań wojennych. Osadnicy polscy, z których znaczna cześć pochodziła ze wschodniej Polski, kierowani byli przez Polski Urząd Repatriacyjny (PUR) transportami do większych miast: Szczecina, Kołobrzegu. Wymieszana ludność, zarówno polska, jak i niemiecka przechodziła ten sam koszmar. Zdarzały się wypadki, że żołnierze Armii Czerwonej porywali i więzili kobiety, by je gwałcić całą noc.

Jadący do Szczecina wraz z grupą osadników Jan Górski ze Lwowa relacjonował 23 czerwca 1945 r. w Polskim Związku Zachodnim: zanocowaliśmy w jakiejś wiosce. Wśród nocy pomimo znużenia obudził mnie przeraźliwy krzyk kobiety. Domyśliłem się, co to znaczy. Krzyk ten trwał aż do rana. Wobec gęstych posterunków wojsk Czerwonej Armii i zakazu poruszania się w nocy, nie można było przyjść z pomocą. Rano o świcie z mieszkania tego wyszła kobieta, narodowości polskiej, nazwiska której ustalić nie mogę, wyglądała potwornie. Wargi opuchnięte, porozbijane i krwawiły, cała twarz w sińcach, cała suknia w okropnym nieładzie, spod której wyglądały strzępy dolnej bielizny. Nic mówić nie mogła, tylko spazmatycznie łkała. Można było tylko się od niej dowiedzieć, że przez cala noc była gwałcona przez żołnierzy Armii Czerwonej.
Jan Górski wraz z inżynierem Maciejewskim, który był przewodniczącym całej grupy osadników liczącej 800 ludzi, złożyli skargę oficerom sowieckim stacjonującym w zabudowaniach, skąd pochodziły krzyki. Nie dało to żadnego efektu ? winnych nie ukarano. Co więcej, jak wynika z dalszych relacji, oficerowie ci oświadczyli po przesłuchaniu swoich podwładnych, że ona ich sprowokowała i na tym dochodzenie się skończyło. Prócz tego żołnierze tłumaczyli się tym, że z mężem jej pili wódkę. Miało to być usprawiedliwienie całonocnego gwałcenia kobiety. Warto zwrócić uwagę, że gwałtu dokonywała cała grupa, a nie jeden żołnierz i że winnych nie ukarano.
Północno-zachodnia Polska, Wybrzeże, wschodnie i południowo-zachodnie tereny były niebezpieczne: w Malborku, w województwie Gdańskim, gwałcenie kobiet bez względu na ich wiek i stan zdrowia było na porządku dziennym (...) w samym centrum miasta, w środku dnia (M. Krogulski, Okupacja w imię sojuszu t. I, s. 207).
O napaściach na kobiety informowały nie tylko raporty milicji, wojewodów, starostów i świadków, lecz także żołnierze byłej AK. Dzięki raportom WiN-u rząd londyński orientował się o stanie bezpieczeństwa obywateli w kraju. Jedna z miejscowych komórek meldowała o zajściach na Białostocczyznie i Pomorzu. Oto przykład: W dniu 30 sierpnia 1945 r. przed dworcem w Białymstoku, dwóch majorów i kapitan bolszewicki porwali do auta przystojną i ładnie ubraną Polkę, którą następnego dnia znaleziono koło rzeźni miejskiej zgwałconą i nieprzytomną. W stanie ciężkim przewieziono ją do szpitala (Zrzeszenie "Wolność i Niezawisłość" w dokumentach, t. I, s. 344).
Następnie ten sam raport opisuje sytuację na Pomorzu: W Prusach Wschodnich rozbestwienie żołdactwa sowieckiego jest największe. W Olsztynie co noc Rosjanie dokonują po kilkanaście włamań. Kobiety gwałcone są publicznie w biały dzień. Na terenie województwa pomorskiego, w ostatnim kwartale zanotowano następujące zarejestrowane przez bezpieczeństwo wypadki gwałtów rosyjskich, przy czym 75% kobiet zarażono chorobami wenerycznymi.
Co ciekawe, napady i morderstwa oraz gwałty są coraz bardziej intensywne w miarę oddalania się od daty zakończenia wojny. Podana liczba 75% dać może pewne pojęcie o stanie zdrowotnym żołnierzy sowieckich. Nie należy odczytywać jej dosłownie, że 75% żołnierzy Armii Czerwonej było zarażonych chorobami wenerycznymi, lecz że znaczna część żołnierzy i oficerów chorowała. Ilu było chorych?
W propagandzie sowieckiej i polskiej żołnierz sowiecki był zawsze czysty i zdrowy, nigdy nie bywał brudny i cuchnący. Tymczasem higiena osobista w armii sowieckiej stała na bardzo niskim poziomie. W przeciwieństwie do armii niemieckiej czy amerykańskiej, żołnierz sowiecki nie miał szczoteczki do zębów. Wśród oddziałów szerzyła się wszawica. Na wielu kronikach i zdjęciach z okresu wojny wielu żołnierzy jest po prostu łysych lub krótko obciętych. Nie wynikało to z mody czy chęci oszczędzania mydła, czy upału, lecz ze względów sanitarnych.
A jak donosił cytowany raport z IV Komisariatu MO, nawet pensjonariusze szpitali wenerycznych nie rezygnowali z prób gwałtu. Nie można także wykluczyć powstawania chorób z powodu kontaktów seksualnych między żołnierkami sowieckimi i kobietami z ZSRR a z żołnierzami Armii Czerwonej. Problemem zajęły się władze komunistyczne.
Rok 1945 był naprawdę dramatycznym czasem dla ludności cywilnej, a gwałty na kobietach były częste. Minister sprawiedliwości Henryk Świętkowski, wydał zarządzenie nr 6632 w dniu 30 maja 1945 r., którego celem było powstrzymanie tego typy zjawisk oraz pomoc ofiarom gwałtów. Pisał w nim: Wojna i związane z nią zdziczenie obyczajów, repatriacja ludzi rozmaitych narodowości przeciągających przez obszar Rzeczypospolitej, nagminne opilstwo ? doprowadziło do tego, że mnożą się wypadki gwałtów na kobietach. Wynikiem jest niejednokrotnie ciąża i zarażenie chorobą weneryczną (T. Żenczykowski, Dramatyczny rok 1945, s. 171). Nawoływał do ostrożności i unikania kontaktów z Armią Czerwoną. Ministerstwo Sprawiedliwości wobec tego typu wydarzeń upoważniło Czerwony Krzyż do wydawania zezwoleń na przerywanie ciąży (tamże).
Niestety, na podstawie samych raportów przesyłanych do władz partyjnych KC PPR, nie udało się w większości wypadków ustalić nazwisk gwałcicieli ani numeru dywizji czy pułku, z których pochodzili. Zazwyczaj charakterystyka gwałciciela sowieckiego sprowadzała się do opisu: czy był to szeregowy, czy oficer, gdzie stacjonował (wieś, miasteczko itd.) i czy pochodził z NKWD. Sowieci nie przekazywali żadnych danych polskiemu wymiarowi sprawiedliwości. W większości opisywanych przypadków (opisywanych w raportach) ustalenie, czy żołnierze dokonujący aktów przemocy na kobietach pochodzili z oddziałów powracających do Rosji, czy stacjonowali na "stałe", jest trudne do ustalenia. Zdarzały się przypadki, że obecność bliskich, rodziny nie odstraszała czerwonoarmistów od napadów na kobiety.
W województwie krakowskim w Niepołomicach w dniu 20 lipca 1945 r. grupa czerwonoarmistów zgwałciła w obecności rodziców 18-letnią córkę, która niedawno powróciła z obozu niemieckiego (Z. Zblewski, Między wolną Polską a siedemnastą republiką. Z dziejów oporu społecznego na terenie województwa krakowskiego w latach 1945-1947, Kraków 1998, s. 25).
Często okazją do wymuszenia uległości u kobiety był przydział oficera rosyjskiego na kwaterunek do domu, gdzie mieszkały Polki. Stosowano i szantaż, i groźby. Aleksander Obuchowski, wizytator Szkolnictwa Średniego w piśmie datowanym na 24 lipca 1945 r. do wojewody białostockiego opisał próbę gwałtu na Bieruli Białynickiej, sekretarce gimnazjum. Napastnikiem był kapitan sowiecki. W sprawozdaniu czytamy: 11 lipca br. kapitan Czerwonej Armii zajął w jej mieszkaniu pokój na kwaterę. Pierwszego wieczoru przetrzymał ją na dłuższej rozmowie i kiedy wszyscy zasnęli, domagał się w sposób gwałtowny, aby została jego kochanką. Przy tym groził jej rewolwerem i zapowiedział, że jeżeli jego nie zadowoli, to sprowadzi do jej mieszkania 20 żołnierzy, którzy z nią zabawią się tak, jak oni to potrafią (MSZ, Z6 W30, T453, s. nienumerowana między stronami 110-111). Napastowana podniosła krzyk. Obudziła się jej matka i przybiegła sąsiadka. Pani Bierula Białynicka uniknęła gwałtu, jednak sprawa "niezadowolenia" sowieckiego oficera miała swój dalszy ciąg następnego dnia. 12 lipca 1945 r. oficer sowiecki przyprowadził kolegę podającego się za oficera NKWD i oskarżył Polkę o szpiegostwo. Grozili jej aresztem. W obawie o swoje życie i zdrowie Polka opuściła mieszkanie i następną noc spędziła u sąsiadki. Zeznania Polki zostały komisyjnie zbadane. Ustalono, dzięki postawie ordynansa oficera, Maksymowa. Kobiety były tak przerażone groźbami sowieckiego kapitana, że poprosiły naczelnika milicji o przysłanie ochrony. Prośbę spełniono. Naczelnik wyznaczył uzbrojonego milicjanta, by pełnił dyżur w mieszkaniu poszkodowanej. Ten sam protokół, oprócz opisu zajścia u Białynickiej informuje o stanie bezpieczeństwa mieszkańców miasta Sejany. W raporcie czytamy o fakcie gwałtu na siedmioletniej dziewczynce na cmentarzu przez wyższego oficera Czerwonej Armii. Potwierdził to także komendant milicji. Fakt ten miał miejsce w dniu 13 lipca b.r. Oskarżenie, złożone przez matkę ofiary gwałtu, zostało jednak wycofane w dniu 14 lipca z niewiadomych przyczyn. Prawdopodobnie wiązało się to z zastraszeniem ofiar. Straszenie powrotem i "wyrównaniem rachunków" skutkowało często ? ofiary przestępstw cofały oskarżenia.
(?)
Kristian Kowalski

Czytany 8495 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.