×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 62.
niedziela, 19 grudzień 2010 17:09

Sowiecka konkwista nad Pregołą - Rzecz o Nizinie Pruskiej

Napisane przez

W roku 1945 wiosna przyszła wyjątkowo gwałtownie i z niespotykaną dotąd mocą uderzyła w jeszcze uśpione zimą wschodniopruskie osady. Była to wiosna niepodobna do innych. Niosła w powietrzu zapach siarki i prochu, a wraz z nimi zapowiedź nieopisanego strachu, łez i krzyku rozpaczy. Była siłą nie pobudzającą do życia, lecz to życie gwałtownie niszczącą. Jej pierwszy impet runął jak grom z jasnego nieba na wieś Nemmersdorf, a zaraz potem utopił we krwi wszystkie wsie i miasteczka Niziny Pruskiej.

Nim na dobre zaczęło się lato, śmiertelna cisza opanowała byłe Prusy. Zamarły dogasające zgliszcza niedawnych ludzkich osad. W powietrzu stale wyczuwalny dławiący dym pogorzelisk. Wszystko zastygło w oczekiwaniu na to, co przyniosą nadchodzące miesiące powojennej ery. Wskazówki ratuszowych pruskich zegarów, które do niedawna miarowo odmierzały czas, wygrywając w południe wesołe melodie, nagle niemo się zatrzymały. Czas stanął w miejscu. Ba, nawet zaczął się w pewnym sensie cofać, wraz z uciekającymi w panice mieszkańcami. ?Nazwy, których nikt już nie wspomina? ? tak właśnie, zdaje się, widziała po latach ginącą swoją kresową małą ojczyznę Marion von Dönhoff, gdy w 1945 r., uciekając konno przez most na Nugacie, usłyszała szmery wydawane przez nocne zjawy: Początkowo nie mogłam się zorientować o co chodzi, ale wkrótce zobaczyłam trzy postacie w mundurach, powoli i w milczeniu wlokące się przez most: jeden szedł o kulach, drugi podpierał się kijem, a trzeci miał na głowie gruby bandaż, zaś rękaw jego płaszcza był pusty. Mój Boże, jak niewielu w naszym kraju tak wyobrażało sobie koniec. Koniec narodu, który wyruszył na wojnę, by zagarnąć spichlerze Europy i podbić wschodnich sąsiadów. Bo przecież taki był cel, oni na zawsze mieli pozostać niewolnikami, ci na zawsze chcieli stanowić warstwę panów. Dla mnie to był koniec Prus Wschodnich: ci trzej śmiertelnie chorzy żołnierze, wlokący się przez most na zachód. I kobieta na koniu, której przodkowie wyruszyli 600 lat temu z zachodu na wschód do wielkiej głuszy po drugiej stronie tej samej rzeki, a która teraz znowu konno wracała na zachód ? sześćset lat historii wymazane.

Nad Pregołą z wolna, w strachu przesuwają się nieliczne cienie tych, którzy pozostali. Którzy nie zdążyli uciec lub nie uwierzyli, że ich dotychczasowy świat ostatecznie runął. Lata 1945-1947 to czas nieustającej sowieckiej konkwisty i niczym niepowstrzymanego szabru. Zagłada wschodniopruskiego dziedzictwa i metodycznej dewastacji ocalałej z wojennej pożogi infrastruktury. To czas ?wyrównywania? wojennych rachunków poprzez branie rewanżu na bezbronnej, nielicznej miejscowej niemieckiej ludności. To okres nieskrępowanego rabunku i bezmyślnego niszczenia wszystkiego, co miejscowe. To również okres pierwszych przyjazdów osadników ze zwycięskiej sowieckiej Eurazji. Pierwsze lata to moment, gdy Nizina Pruska wpada w swoistą próżnię czasową. Była pruska czasoprzestrzeń stała się odrębną jednostką, wymykającą się wszelkim utrwalonym, wielowiekowym, wyobrażeniom. Była zupełnym novum, tak w ujęciu geograficznym, kulturowym, etnicznym, społecznym, jak temporalnym. Swoimi początkowo dość niejasnymi granicami objęła w posiadanie północną część dawnego wschodniopruskiego organizmu. Powstała w wyniku tego sowiecka kolonia, teren pod osadnictwo wojskowe. Od samego początku swego istnienia enklawa miała charakter militarny i z taką myślą była urządzana. Nizina Pruska stała się rodzajem kraju-twierdzy, wymierzonej w Zachód.
Nowi włodarze tej ziemi kierowali nią z bezpiecznej odległości, z dala od jej nadbałtyckich granic. Eurazjatycka Moskwa stała się jedynym dysponentem tego skrawka Europy. Modelowała go w sposób dowolny, z uwzględnieniem jedynie własnych wizji i potrzeb strategicznych, za nic mając spuściznę niemieckich Prus oraz pragnienia i wolę osiedlanych nowych mieszkańców. Z zasiedziałego od blisko 600 lat organizmu państwowego, który stanowił w tej części Circum Balticum kulturowy wzorzec zagospodarowania przestrzennego, przeistoczyła się w Herlingowy Inny Świat. Sowieccy konkwistadorzy najpierw zaszczuli, a potem do reszty wytępili resztki autochtonów. Następnie wzięli się za urządzanie na swój obraz i podobieństwo podbitej ziemi. Przede wszystkim podbity kraj w każdej dziedzinie życia został poddany silnej presji ideologicznej. Stał się poligonem doświadczalnym dla sowieckiego eksperymentu, tak pod względem ustrojowym, jak i kulturowym i etnicznym.
Stare historyczne nazewnictwo zastąpiono stricte sowieckim, w transkrypcji rosyjskiej. Hydronimika i toponimika, które tradycyjnie przechowują w sobie najstarsze pierwiastki minionych pokoleń, zostały starte z powierzchni ziemi. Pojawiły się nowe nazwy, nie mające żadnego odniesienia do pruskiej rzeczywistości. Często uwieczniono w nich imiona konkwistadorów. I tak: stara Wystruć (Instenburg) skarlała do Czerniachowska, Świętomiejsce (Heiligenbeil) stał się pokracznym Mamonowem. Nie darowano również rzeczkom, strumykom i jeziorom. Od tej pory zaczęły toczyć wody Krasnaja, Pierwomajskaja, Oktiabrskaja itd. Powolne zaludnianie Niziny również poddane było ścisłej kontroli. Nie było tu miejsca na spontaniczność czy przypadkowość. Przede wszystkim nadbałtycka enklawa miała być lojalna wobec euroazjatyckich włodarzy, rezydujących za murami moskiewskiego Kremla. W związku z tym główną falę osadniczą stanowili rosyjskojęzyczni sowieccy wojskowi wraz z rodzinami, w mniejszej liczbie inni Słowianie, w tym i Polacy z Białej Rusi czy Ukrainy. Ruszczyzna w swej sowieckiej wersji stała się swoistą lokalną lingua franca, którą wszyscy przybysze chcąc nie chcąc przyjęli z czasem za swoją, nazywając ją językiem sowieckim. Siebie samych nazwali ludźmi sowieckimi, by na koniec stać się narodem sowieckim. Kolejnym bardzo ważnym elementem, kształtującym mentalność nowych mieszkańców Niziny Pruskiej, stał się czas, a właściwie strefa czasowa, do której zostali przyłączeni. Nie zwracając uwagi na geograficzne, środkowo-europejskie położenie, zegary zaczęły odmierzać czas moskiewski. Kremlowskie kuranty rozbrzmiewające na falach radiowych nadawały rytm, w jakim toczyło się życie nad Pregołą. Mieszkańcy Obwodu wstawali do pracy w tym samym momencie, co moskwiczanie, czyli o dwie godziny wcześniej niż np. Polacy z nieodległych Suwałk, które wszak są położone znacznie dalej na wschód od Niziny. Jednym słowem nowa społeczność osiadła nad Pregołą nie mogła niczego sama o sobie stanowić. Ba, nie była nawet w stanie panować nad czasem, w którym przyszło jej żyć. Czasem, który stanowi o wszystkim, w nim bowiem odbywa się realne życie. To on wyznacza rytm wszelkich ludzkich działań, normuje, dzieli, zarządza, rozpoczyna dzień pracy, informuje o porach dnia. Jest niezbędny: reguluje funkcjonowanie współczesnego społeczeństwa. Zmuszając ludzi z odległej nadbałtyckiej enklawy do życia według moskiewskiego czasu, stosowano zabieg stałego ścisłego wiązania prowincji z centrum. Podkreślało to tożsamość i jedność pomimo tak wielkiego oddalenia. Można było odnieść wrażenie, ze Obwód jest jedną z moskiewskich dzielnic, gdzie nawet moskiewska telewizja, nadawana z Ostankino, była silniejsza niż miejscowa. Dla wszystkich jasne było, że ten, kto rządzi czasem, ma nieograniczoną władzę nad całym imperium. Niebotycznie odległa euroazjatycka metropolia wyznaczyła sobie rolę niepodzielnego decydenta we wszystkich sprawach i we wszystkich dziedzinach życia, nawet w tak oddalonych kresowych stanicach-enklawach, jak Obwód Kaliningradzki.
 
Granica przez środek stodoły
Współczesna granica polsko-rosyjska przebiega równoleżnikowo od miejsca położonego na styku granicy polsko-litewsko-rosyjskiej, znajdującego się na północny zachód od Wiżajn, aż do Morza Bałtyckiego, po Mierzeję Wiślaną w rejonie Nowej Karczmy (Piaski). Wyznaczona została polsko-sowiecką umową graniczną, podpisaną 16 sierpnia 1945 roku przez Edwarda Osóbkę-Morawskiego i Wiaczesława Mołotowa w Moskwie. Długość jej wynosi 210 km. Decyzja w tej sprawie podjęta została przez Stalina, Churchilla i Roosevelta na konferencji w Teheranie, a potwierdzono ją umową poczdamską. W konsekwencji tych ustaleń Prusy Wschodnie zostały podzielone na część polską (Warmia i Mazury), położoną na południe od wspomnianej linii granicznej i część sowiecką, północną, początkowo nazywaną Obwodem Königsberskim, a następnie na mocy dekretu Prezydium Rady Najwyższej ZSSR z dnia 4 czerwca 1947 r. ? Obwodem Kaliningradzkim. Stanowi należącą do Rosji wyodrębnioną enklawę nadbałtycką, graniczącą jedynie z Polską i Litwą.
Nowo utworzona granica przecięła w linii prostej drogi, linie kolejowe, kanały, a nawet pojedyncze osady. Rozbiła obszar, który przez stulecia stanowił jedność polityczną, geograficzną i ekonomiczną. Prusy Wschodnie, istniejące do chwili upadku III Rzeszy Niemieckiej, liczyły 36 990 km2. Do Polski włączono 23 805 km2, do ZSSR zaś ? 13 181 km2.
W obu częściach wprowadzono nowy podział administracyjny. Na miejsce niemieckich rejencji i kreisów (powiatów) w północnej części b. Prus Wschodnich, w których znajdował się Królewiec (Königsberg), wprowadzono rejony i miasta rejonowe.
Na terytorium przyłączonym do Polski utworzono województwo olsztyńskie, a pozostałą część włączono do województw białostockiego i gdańskiego. Obecnie terytorium to znajduje się w granicach woj. warmińsko-mazurskiego, a zachodnie skrawki w woj. pomorskim.
16 sierpnia 1946 roku w Moskwie została zawarta między Polską a ZSSR umowa o wytyczeniu granicy między obu państwami. W związku jednak z występującymi kontrowersjami na temat dokładnego jej przebiegu, strona polska zdecydowała się na dokonanie dokładnego zlustrowania granicy w terenie.
Latem 1947 roku wojskowe służby geodezyjne dokonały szczegółowej wizji lokalnej całego granicznego terenu i naniosły tę jednostronnie ustaloną granicę na polskie mapy. Przy tych pracach mogły one zaobserwować radziecki system ochrony: zasieki nie do przebycia z drutu kolczastego, ciągnące się wzdłuż granicy oraz urządzenia alarmowe, podrywające do działania liczne posterunki, gdy tylko stopa ludzka lub noga leśnego zwierza dotknęły wąskiego, strzeżonego pasa granicznego. (?) Wielokrotne, mimo że w zasadzie nieznaczne przesunięcia granicy w latach 1945 i 1946, budziły obawy; skoro granice nie są ostateczne to może się zdarzyć ? mawiano ? iż przy kolejnej korekcie wieś zagospodarowana może zostać włączona do ZSRR i trud osiedleńców poszedłby wówczas na marne. Zdarzało się ponadto, że linia graniczna dzieliła zabudowania od pól lub budynek mieszkalny od zabudowań inwentarskich. A zdarzyło się w Szczurkowie, że granica przechodziła przez środek jednej ze stodół ? pisze olsztyński badacz problematyki, Bronisław Sałuda.
Paweł Ładykowski
Czytany 4271 razy
Zaloguj się, by skomentować

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.