Wśród młodzieży szkolnej modne zrobiło się ostatnio nagrywanie różnych imponujących wyczynów kamerami w telefonach komórkowych.
A to ktoś kogoś pobije, a to nauczycielowi kubeł na głowę nałoży... Tak też było i tym razem. Grupa młodocianych "szpanerów" zgwałciła ot, tak (nieomal w czasie zajęć) swoją koleżankę – na oczach reszty klasy. Ta reszta klasy – zdaje się poza najlepszą przyjaciółką gwałconej – świetnie się bawiła; "Wszyscy się nabijali, nikt nie sądził, że laska tego nie wytrzyma", jak ktoś podsumował. Nie wytrzymała. Wróciła do domu i się powiesiła. Miała czternaście lat.
Sam gwałt – który oczywiście według rozmaitych autorytetów nie był gwałtem, a co najwyżej "molestowaniem" – budzi oczywiście wściekłość. To dobrze, że jeszcze ludzie potrafią się wściec na otaczające ich zło. Tyle tylko, że sprawa ma jeszcze co najmniej dwa dna, które niekoniecznie są dostrzegane – i niekoniecznie wściekłość budzą.
Po pierwsze, rzecz jasna – nie ma winnych. Ojciec jednego ze sprawców mówi beztrosko, że jego syn żartował (nie życzę temu człowiekowi, żeby ktoś zażartował sobie z jego rodziny. Choć może z syna...). Nikt nie myśli też winić szanowanych w okolicy rodziców. Przesadą byłoby zaś chyba obarczać winą nauczycieli – za to, że nie obserwują uczniów bez przerwy. Winne musi więc być... Społeczeństwo Obywatelskie, które nie wychowało należycie swojej złotej młodzieży. Oczywiście – w ostatniej kolejności brani pod uwagę są sami młodzi ludzie. Nawet matka Zamordowanej (bo tak należy sprawę stawiać!) mówi, żeby nie winić "chłopców".
Dobrze więc – ulegnę modzie i nie będę obarczał całością winy winowajców.
Oto mamy kolejny – przerażający – dowód na to, że edukacja nie powinna być tak powszechna, żeby grupa zwyrodnialców mogła "kształcić się" w takich warunkach – w warunkach, w których może bezkarnie gwałcić (proszę zauważyć: sprawa ujrzała światło dzienne dopiero po samobójstwie. O gwałcie nikt nikomu nie powiedział – i nie powiedziałby, gdyby nie śmierć dziewczyny. Sam gwałt pozostałby więc bezkarny!). Póki co jednak – dyrektor dwójki nie usunął ze szkoły piątki zatrzymanych – gimnazjum jest szkołą obowiązkową ("Gazeta Wyborcza").
Ilu jeszcze takich makabrycznych argumentów potrzeba, żeby państwo przestało siłą zabierać rodzicom dzieci?
Piotr Tadeusz Waszkiewicz