Get Adobe Flash player
Strona główna ARCHIWUM Nr 6/54 czerwiec 2006 Przygotowania do nowego zasiewu

Przygotowania do nowego zasiewu

Nr 6/54 czerwiec 2006

 

Przed kilkunastu laty w jednym z wywiadów Vittorio Messori przyznał, że współczesny kryzys chrześcijaństwa ma korzenie w kryzysie racjonalizmu. Teza ta z roku na rok uwiarygodnia się. Sukces Kodu da Vinci pokazał ogromną moc kultury popularnej, która przez wiele lat traktowana jako zupełnie nieistotny ornament kultury staje obecnie w równym szeregu walki o wizję świata. Jeszcze kilka lat temu zwracano uwagę na zagrożenie, jakie może płynąć z mediów, potrafią one bowiem wpływać na gusta i estetyczny smak ich odbiorców. Obecnie świat przedstawiany przez media nie jest już tylko zagrożeniem estetycznej wrażliwości – wpływa na tak ważne dziedziny życia, jak religia czy etyka. Zbliżamy się niechybnie do momentu, w którym hiperrealny świat medialny stanie się jedynym dostępnym światem.

Konstrukcja ta ma niebanalny wpływ także na to, jak odbieramy pontyfikat Benedykta XVI. Większość analiz medialnych na temat Benedykta XVI jest próbą wskazania różnic w sprawowanym urzędzie pomiędzy nim a Janem Pawłem II, bądź wskazaniem na swoistą otoczkę, która ma niewiele wspólnego z istotą sprawowanej posługi (wskazuje się tu na potknięcia językowe papieża, zastanawia się, w jakim języku przemówi do Polaków podczas wizyty, przygląda się jego przystojnemu sekretarzowi Don Georgowi, komentuje się nowe stroje liturgiczne papieża, jego zamiłowanie do muzyki Mozarta). Większość "rozważań" medialnych koncentruje się wokół wizerunku, miast tego, jakie przesłanie niesie z sobą ten pontyfikat. Co niesie ten pontyfikat i tak staje się nieistotne, bo to, "co nam mówi papież", przepuszczone zostaje przez medialnych komentatorów, którzy jako znawcy i eksperci będą na nowo zastanawiać się czy: "msza w rytmie trydenckim" jest słuszna. Jak dalece miał rację Messori, pisząc o kryzysie racjonalności, widać na konkretnych przykładach. Nikt już dziś nie pamięta, jaki program dla Kościoła w Polsce sformułował Benedykt XVI podczas wizyty polskich biskupów w Watykanie, za to większość potrafi bezbłędnie wskazać, że skrytykował on radio Maryja. W mediach nie istnieje praktycznie żaden temat, który on sam wskazał jako kluczowy dla Kościoła. Nieskładnie jest bowiem wspominać to, co papież uznał za jedno z ważnych zadań, czyli troskę o zachowanie tożsamości katolickiej w Unii Europejskiej. Lepiej zatem drobiazgowo komentować detale stroju papieskiego. Jest to o tyle niesprawiedliwe, że tego rodzaju nowinki sugerują odbiorcom mediów, iż w zasadzie poza drobnym liftingiem wizerunku papieża w Stolicy Apostolskiej nie dzieje się nic, co mogłoby być tematem zainteresowań. A dzieje się bardzo wiele. Mało kto zauważył, że sposób sprawowania najwyższej posługi w Kościele w pewien sposób wpisuje się w spór, który od lat toczy się wewnątrz Kościoła. 80-letni Benedykt XVI stanął do konfrontacji z takimi tematami jak wizja ekumenizmu, wolności religijnej, reformy liturgii, problem dialogu międzyreligijnego, równouprawnienie kobiet w kościele (kapłaństwo kobiet), problem aborcji, homoseksualizmu czy udziału katolików w życiu publicznym. Wszystkie te problemy w ciągu ostatniej dekady mocno podzieliły wewnętrznie Kościół na dwie grupy, zarówno wśród duchowieństwa, jak i wiernych. By dostrzec tę linię demarkacyjną należy wskazać na pewne wizje Kościoła na przełomie millenium, jakie prezentują poszczególni wierni.
Pierwsza grupa jest związana z pewnym nastawieniem reformatorskim, postrzega Kościół jako organizm żyjący w pewnej korelacji ze zmianami, które niesie z sobą współczesna kultura. Zwolennicy tej opcji wskazują na fakt, że Kościół, by zachować swój wpływ na życie społeczne, musi w nim uczestniczyć, warunkiem zaś uczestnictwa są pewne zmiany mające na celu utrzymanie Kościoła nie na marginesie skostniałej struktury, lecz postrzeganie go jako żywego organizmu, prowadzącego dialog z rzeczywistością. Manifestacją takiej postawy jest zaaprobowanie podstawowych "kanonów kultury przełomu millenium", takich jak próba rozwiązania problemu aborcji w kontekście praw kobiet, próba zmierzenia się z zakazem antykoncepcji, jako reliktu poprzedniej epoki, który jest w pewnym sensie zakazem martwym – jak wskazują ostanie badania, większość katolików do zakazu stosowania antykoncepcji nie przywiązuje większego znaczenia. W tym nurcie sugerowane są także zmiany w liturgii – jeżeli nie stanie się ona atrakcyjna dla młodzieży – młodzież odejdzie, szukając nowych form wyrażania swej pobożności, należy zatem wyzbyć się niezrozumiałej liturgii, uświęconych form, bo są one nieczytelne i przez sakralny charakter zbyt obce zewnętrznemu światu. W tym kontekście w pewnym odruchu bezradności wskazuje się, że cała nasza cywilizacja zmierza w kierunku idei tolerancji, rozumianej jako akceptacja różnorodności, powszechnego poszanowania nawet skrajnych form wyrażania swej religijności, nowej definicji etyki, nowych ram wartości. Jest to konieczny "dziejowy proces odnowy i reformy". Nurt reformatorski wskazuje także, że konieczna jest redefinicja Kościoła powszechnego. Kościół, chcąc prowadzić tak konieczny dziś dialog z innymi wyznaniami, musi zrezygnować ze swoistego ekskluzywizmu, nie ma prawa sugerować, że ma legitymację do tego, by upatrywać w swych strukturach jedynie słuszną kontynuację misji Chrystusa na Ziemi. Konsekwencją tego nastawienia jest też pewna próba wprowadzenia kolegialności w hierarchii kościelnej tak, by stopniowo na wzór zborów reformowanych rezygnować z autorytaryzmu na rzecz demokracji, gdyż demokracja jest jedną z naczelnych wartości współczesnego świata. Demokratyzacja życia kościelnego ma na celu zwiększenie wpływu świeckich na życie Kościoła poprzez głoszenie kazań, diakonat świeckich, wzmożenie prac teologicznych osób nieduchownych. Podsumowaniem tej wizji ma być dążenie do tego, by w duchu pluralizmu i równouprawnienia wraz z innymi religiami na zasadzie równości partnerskiej prowadzić dialog ze współczesną kulturą. Wedle zwolenników tej wizji Kościoła, gdy nie zgodzimy się na takie rozwiązania, Kościół zostanie zepchnięty na peryferie nie tylko w sferze społecznej, ale także religijnej, stając się nieistotnym marginesem. Co najważniejsze, głosy o konieczną reformę pochodzą od samych duchownych, często hierarchów.
We wszystkich wymienionych kwestiach biegunowo różne stanowisko wyrażają zwolennicy powrotu do tradycji jako jedynej recepty mogącej powstrzymać proces dechrystianizacji. Już na wstępie stawiają zasadnicze pytanie: czy to Kościół powinien się dostosowywać do współczesnych zmian czy raczej być wskazówką w tych zmianach, niezmiennym punktem odniesienia i głosem autorytetu. Zwolennicy opcji zachowawczej wskazują jednocześnie na kościoły protestanckie, zbory zreformowane, które w ostatnich dekadach, widząc skalę dechrystianizacji, posunęły się do daleko idącego kompromisu (kapłaństwo kobiet, dopuszczalność aborcji i eutanazji, udzielanie ślubów parom homoseksualnym, liberalna etyka seksualna) – efektem tych posunięć są puste kościoły i drastyczny spadek zainteresowania religią. Tradycjonaliści wskazują jednocześnie na fakt, podkreślany niejednokrotnie przez Jana Pawła II, że szczególnie dzisiaj młodzi ludzie pragną by od nich czegoś wymagano, by stawiano im określone cele, wymagające pewnego wysiłku. Cele nie mogą być dostosowywane do mentalności młodzieży, lecz pewien chrześcijański model życia powinien zmieniać i formować młodych ludzi. Zarówno reformatorzy Kościoła, jak i ci, którzy pragną pewnej linii zachowawczej, powołują się na Sobór Watykański II – pierwsi, twierdząc, że dał im możliwość pewnej adaptacji z nowoczesnością, drudzy zaś wskazują na słowa obecnego papieża Benedykta XVI, by interpretować Sobór w duchu tradycji. Warto przy tej okazji wskazać, że pewnym uproszczeniem jest opinia, że wszelkie ruchy tradycjonalistów w Kościele są związane jedynie z Bractwem św. Piusa (lefebvryści), które mimo deklaratywności przywiązania do tradycji ewidentnie pogwałciło jedną z jej podstawowych zasad, zasadę dyscypliny wobec Stolicy Apostolskiej. Ruchu deklarującego pewną wrażliwość religijną manifestującą się w przywiązaniu do tradycji (celebrowanie mszy wedle rytu trydenckiego, łaciński brewiarz) upatrywać należy, na przykład, w formacji Opus Dei czy w Polsce w środowisku skupionym wokół pisma "Christianitas".
Nie należy też dawać wiary wielu przekazom medialnym, że wewnątrz Kościoła odbywa się pewna gra interesów, swoisty targ o przyszłość. Jest bowiem rzeczą całkowicie oczywistą, że Kościół w swej różnorodności dopuszcza pewien dialog, a nawet ścieranie się pewnych poglądów wewnątrz doktryny. Bezpośrednio po śmierci Jana Pawła II spory o przyszłość Kościoła ożyły na nowo, wiedziano bowiem, że następca na Stolicy Piotrowej będzie zmuszony zająć stanowisko w tych trudnych kwestiach. Po wyborze kard. Ratzingera na papieża oczy katolików z uwagą zwróciły się w stronę Watykanu. Nie trzeba było czekać długo. Benedykt XVI przywrócił obrzędom liturgicznym pewną surowość, czego rezultatem było... zagubienie mediów. Benedykt XVI, przywracając adorację eucharystyczną w czasie Mszy, nie bacząc na charakterystyczne zamieszanie komentatorów, uczynił coś, co z natury jest antytelewizyjne i mało spektakularne.
Wyważoną reformę rozpoczął Benedykt XVI od sprawy wydawałoby się pobocznej – od reformy liturgii. Już na pierwszym spotkaniu po zakończonym konklawe Benedykt XVI (ku zdumieniu i zaskoczeniu szambelanów, kardynałów, biskupów i mediów) przemówił po łacinie, zapowiadając przywrócenie dyscypliny w liturgii. Nowy papież zwrócił uwagę, że na nowo należy odkryć piękno i znaczenie śpiewów gregoriańskich. Język łaciński, w którym wygłosił owe przemówienie, był jedynie silnym znakiem, w jakim kierunku "reforma reformy" ma zmierzać. Tym samym dziennikarze dostali do ręki kolejny argument, że na Stolicy Apostolskiej zasiada Panzerkardinal. Niebawem okazało się, że porządki w Watykanie idą dużo dalej. Stolica Apostolska ogłosiła list nawołujący członków Drogi Neokatechumenalnej do tego by powrócili do tradycyjnej liturgii, gdyż w swej obrzędowości dość daleko odeszli od kanonu zawartego w księgach liturgicznych (liturgia przypomina tam bardziej spotkanie biesiadne przy stole, zamiast przy ołtarzu, z pominięciem koniecznych w liturgii części stałych, świeccy głoszą dialogowane kazania). List nakazuje też członkom neokatechumenatu uczestniczenie przynajmniej raz w miesiącu we mszy parafialnej, przypominając tym samym, że podstawową komórką każdej lokalnej społeczności jest właśnie parafia. Rzym, wiedząc dobrze, że reformy nie da się przeprowadzić z dnia na dzień, dał dwa lata na powrót do tradycyjnej liturgii, nie pozostawiając nadziei na negocjacje – w ciągu dwu lat sprawa nadużyć liturgicznych ma być uporządkowana.
Prawie pół wieku po Soborze Watykańskim II papież powiedział stanowcze NIE dla liturgicznego "eksperymentowania", kładąc kres samowoli liturgicznej. Benedykt XVI ustami kard. Arienze zapowiedział nowe otwarcie: Chcemy odpowiedzieć na duchowy głód i cierpienia wiernych, przekazane nam z powodu liturgicznych celebracji, które wydawały się lekceważące i niegodne prawdziwej adoracji Boga. Deklaracja dyscyplinuje tych duchownych, którzy udzielają komunii buddystom i niekatolikom, zezwalają na "koncelebrowanie" Mszy św. przez świeckich bądź ewangelickich duchownych, pozwalając nawet na wspólne odmawianie części Kanonu lub nawet słów konsekracji, sprzeciwia się zastępowaniu przez księży stałych kanonów Mszy, przez tzw. Mszę "zrób to sam", kładzie kres pospolitemu na Zachodzie zastępowaniu Ewangelii świeckimi opowieściami, rozdawaniu dzieciom, które jeszcze nie były u Pierwszej Komunii, zwykłego chleba w czasie Komunii (by nie czuły się źle wobec "dyskryminacji"), sprzeciwia się demonstracyjnemu nienoszeniu przez kapłanów strojów liturgicznych – na znak solidarności z pastoralnymi asystentami.
W kontekście tych wypowiedzi nie była już tak ogromnym zaskoczeniem nominacja biskupa pomocniczego Colombo Alberta Malcolma Ranjith Patabendige Dona na stanowisko nowego sekretarza Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów. Ten pochodzący ze Sri Lanki duchowny niejednokrotnie dawał wyraz rozczarowaniu posoborową reformą liturgii, która w wielu miejscach nie przyniosła spodziewanych owoców, oraz przestrzegał duchownych przed coraz liczniejszymi nadużyciami liturgicznymi. W wielu wywiadach wskazywał też na przywiązanie do mszy rytu trydenckiego. Ta nominacja młodego duchownego (ur. 1947 r.), przywiązanego do tradycyjnej liturgii, wskazała na jednoznaczny kierunek zmian w liturgii. Obok zmian liturgicznych należy wskazać na dekret watykański porządkujący problem homoseksualizmu wśród duchowieństwa, jasne deklaracje w stosunku do aborcji i eutanazji.
Podsumowaniem rocznego pontyfikatu Benedykta XVI była encyklika Deus caritas est, której najważniejszym przesłaniem było wprowadzenie porządku do tego, co jest podstawą współczesnego dialogu religii ze światem – czyli do uporządkowania podstawowej terminologii, wskazując na właściwe rozumienie podstawowego słownika ewangelizacji. Papież zwrócił też uwagę na zasady prowadzenia spraw beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych oraz konieczność bezwzględnego ich przestrzegania.
Nie trzeba nawet być bacznym obserwatorem tego, co dzieje się w Kościele, by dać odpowiedź, w jakim kierunku podąży Kościół w najbliższej dekadzie. Bardzo krzywdzącą opinię wydały niektóre media, które analizując pontyfikat papieża-Niemca, uznały, że w porównaniu ze swym poprzednikiem Benedykt XVI nie robi zbyt wiele. Jest to teza słuszna jedynie wtedy, gdy działalność tę analizuje się ją przez pryzmat atrakcyjności medialnej. Działalność nowego papieża to rzetelna praca pługa, przygotowująca rolę pod kolejny zasiew. Jak się źle zaorze, i plony będą liche. Skromny duchowny, jakim jest Benedykt XVI, nie ma charyzmy Jana Pawła II, nie kocha balkonów i wiwatujących tłumów. Ale po niewątpliwym sukcesie swego poprzednika, jakim było zwrócenie oczu świata na katolicyzm, robi to, co należało zrobić – porządkuje z niemiecką skrupulatnością mnogość spraw, które wymagają uporządkowania.
Wydaje się, że arcybiskup Freiburga Robert Zollitsch trafnie zauważał, iż wybór Josepha Ratzingera na następcę św. Piotra przyczyni się do ogromnego przełomu i uporządkowania w katolickim Kościele.
Roman Konik



Tagi: Idee | 
 
Autor artykułu: Roman Konik

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież

Newsletter