Jeśli przyjrzeć się opiniom wygłaszanym na temat polityki, można dostrzec specyficzne zjawisko. Zazwyczaj nie liczy się to, co jest mówione, ale to, kto mówi. A więc nie pomysł czy program, lecz osoba. Kiedy polityk X, ulubieniec mediów, mówi o konieczności reformy służb specjalnych, wszyscy biją brawo, ale gdyby to samo powiedział polityk Y, z jakichś powodów przez media nielubiany, krzyczano by, że to zamach na demokrację. Zjawisko to można było zaobserwować przy okazji dyskusji o tym, jak ma wyglądać polska szkoła. Minister Giertych przedstawił pewne pomysły zmierzające do zdyscyplinowania uczniów i zapewnienia im większego bezpieczeństwa, i pomysły te przez niektórych z góry zostały odrzucone i zakwalifikowane jako faszystowskie. Co ciekawe, mało kto próbował dowieść, co jest w nich złego. Stwierdzono po prostu, że skoro coś proponuje taka osoba, jak Giertych, to bez wnikania w istotę rzeczy należy to z miejsca potępić. Można podejrzewać, że gdyby te same pomysły zaprezentowała pani Magdalena Środa albo Izabela Jaruga-Nowacka, wszyscy biliby brawo.