wtorek, 27 kwiecień 2010 13:51

Uczył Marcin...

Napisał

Dawno temu Antoni Sygietyński, ojciec założyciela "Mazowsza", Tadeusza Sygietyńskiego, napisał książkę pod tytułem "Wysadzony z siodła" o ziemianach, którzy na skutek niepowodzeń w gospodarowaniu we własnych majątkach zostali zmuszeni do ich sprzedaży, albo "co gorzej " zlicytowani i wskutek tego zmuszeni przenieść się z rodzinami do miasta. Tam, dzięki rozległym znajomościom, udawało im się zaczepić na posadach w charakterze "inteligentów", między innymi - w redakcjach czasopism, gdzie z braku innych kwalifikacji, zajmowali się poradnictwem. Między innymi radzili rolnikom, w jaki sposób prowadzić gospodarstwa.

Ciekawa rzecz, ale tego typu literatura poradnicza przeżywa ogromny rozkwit również i teraz. Nie mówię o poradnikach kulinarnych czy medycznych, które bywają bardzo pożyteczne. Zastanawia mnie natomiast powodzenie poradników w przedmiocie inwestowania. Mają one szalenie pociągające tytuły, np. ? ?Jak zdobyć fortunę na giełdzie? i temu podobne. Czy jednak zatytułowany w ten sposób poradnik nie powinien raczej wzbudzać wątpliwości do kwalifikacji jego autora? Wprawdzie ? jak zauważył Stanisław Lem ? żołnierz sobie nie wojuje, a kucharz sobie nie gotuje, niemniej jednak okoliczność, że autor, zamiast zwyczajnie zdobyć fortunę na giełdzie, musi zarabiać na życie pisaniem poradników na ten temat, wydaje się w najwyższym stopniu podejrzana.

Podobnie podejrzane wydawały mi się w swoim czasie projekty wysuwane przez ówczesnego ministra przekształceń własnościowych Janusza Lewandowskiego, by do administrowania narodowymi funduszami inwestycyjnymi wynająć zachodnie firmy menadżerskie. Minister Lewandowski twierdził bowiem, że polscy urzędnicy nie mają o zarządzaniu takimi przedsięwzięciami zielonego pojęcia, muszą więc zaangażować te firmy, które wybiorą w drodze konkursu. Nie bardzo mogłem pojąć, w jaki sposób urzędnicy nie mający pojęcia o zarządzaniu narodowymi funduszami i w ogóle ? jakimikolwiek przedsiębiorstwami, będą w stanie po pierwsze ? sformułować właściwe pytania konkursowe, a po drugie ? ocenić kwalifikacje uczestników takiego konkursu. Wreszcie ? w jaki sposób potrafią ocenić, czy firmy menedżerskie zarządzają funduszami prawidłowo, czy nie. Podczas telewizyjnej dyskusji podzieliłem się swymi wątpliwościami z ministrem Lewandowskim, tłumacząc mu, że gdyby Cyganka naprawdę potrafiła przewidywać przyszłość, to zagrałaby w totolotka, a nie zaczepiałaby przechodniów na ulicach, że im ?powróży? za 5 czy 10 złotych. Podobnie zachodnie firmy menedżerskie ? gdyby naprawdę znały się na interesach, to nie szukałyby posady u biednego rządu polskiego. Minister Lewandowski zbył moje uwagi pogardliwym milczeniem, ale coś jednak było na rzeczy, bo wyłonione w tych konkursach firmy menadżerskie zwyczajnie posprzedawały co tylko się do tego nadawało, a potem ? podobnie jak dobry wojak Szwejk ? porozkładały ręce i z rozbrajającym ?ja, ludzie kochani, jestem niewinny?, zakończyły działalność, uwożąc ze sobą wynagrodzenie, które miały zagwarantowane bez względu na ekonomiczne następstwa ich działalności. Doszło do tego, że nawet sam Janusz Lewandowski, już jako były minister, przyznał, że NFI nie były ?dobrym pomysłem?, ale żadnego praktycznego znaczenia już to nie miało, bo ? jak to mówią ? ?co upadło, to przepadło?.

Najgorsze jest jednak to, że nawet takie doświadczenie niczego naszych polityków i innych ekspertów nie jest w stanie nauczyć, ponieważ większość z nich nadal stoi na nieubłaganym stanowisku wyższości interwencjonizmu  państwowego nad wolnym rynkiem. Bez wchodzenia w szczegóły można powiedzieć, że interwencjonizm polega na przekazaniu najważniejszych decyzji w dziedzinie gospodarczej w ręce urzędników, a więc ludzi, którzy z reguły nigdy nie prowadzili samodzielnie żadnego gospodarczego przedsięwzięcia, tylko polowali na posady w sektorze publicznym. Jeśli nie jest to może jeszcze dowód, to w każdym razie bardzo poważna poszlaka, że na gospodarce się nie znają. Tymczasem właśnie im oddawana jest pełna władza nad gospodarką i przedsiębiorcami. Nic więc dziwnego, że już wkrótce cała biurokracja bohatersko walczyć będzie  z problemami, które sama stworzy. Stefan Kisielewski mawiał w takich przypadkach, że ?to nie kryzys ? to rezultat!?

(...)

Wyświetlony 3852 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.