wtorek, 27 kwiecień 2010 16:52

Herezja żydowska, czyli upiór Grossa straszy w Krakowie

Napisane przez

Po całej Polsce przetacza się właśnie wielki spór na temat książki "Strach" Jana Tomasza Grossa. Z całą pewnością dyskusja nie spełnia wymagań naukowego dyskursu, w którym sine ira et studio ważono by wszystkie argumenty za czy przeciw, ale dzieje się tak - napiszę to od razu "nie z naszej, Polaków i katolików, winy. Paszkwil Grossa nie spełnia najbardziej elementarnych zasad obowiązujących pracę historyczną: w zasadzie nie ma z czym polemizować. Chciałbym dlatego odnieść się raczej do tego fenomenu, jaki wokół publikacji został stworzony przez ogromną propagandową machinę" z niezawodną w takich momentach"Gazetą Wyborczą" na czele.

W ostatnich latach polscy historycy (nie tylko z IPN) wykonali monumentalną pracę w celu naświetlenia okoliczności, w jakich znajdowała się Polska pod koniec drugiej wojny światowej oraz w kilkunastu latach po jej, za przeproszeniem, ?wyzwoleniu?. Ten okres z różnych powodów, przede wszystkim zaś z winy komunistycznej propagandy, bywał ukazywany w mocno zniekształcony sposób. Po 1989 r. nastąpiła pod tym względem znacząca poprawa, ale mimo tego, niestety, w miejsce ?czerwonej? wersji historii, zafundowana nam została w dużej mierze jej zmiękczona ?różowa? imitacja, która z rzeczywistością ma w podobnym stopniu ?wiele? wspólnego. Na swoje nieszczęście, fałszerze historii nie mogą jednak obecnie w równie bezkarny, jak za PRL, sposób zakłamywać naszej przeszłości. Myślę, że o rozwoju można mówić nawet w odniesieniu do ostatnich kilkunastu lat. Gdy w latach dziewięćdziesiątych różne środowiska rozpoczęły eksploatację tematu pogromu w Kielcach, oponenci ?oficjalnej? wersji historii zostali w bezceremonialny sposób zepchnięci do ?antysemickiego? narożnika. Dziś kwestia kielecka jest już znakomicie rozpracowana dzięki tytanicznemu wysiłkowi polskich historyków, którzy wyposażyli nas w ten sposób w ostrą amunicję przeciw kłamstwu i pomówieniom. Okazało się, że tzw. pogrom kielecki był ubecką prowokacją, mającą na celu zmuszenie pozostałych w Polsce Żydów do emigracji do Palestyny, gdzie mieli współtworzyć nowe żydowskie państwo. Z drugiej strony Żydzi mieli w ten sposób argument za utworzeniem Izraela ? musiał on powstać, by Żydów całkiem nie wybito w Europie Środkowo-Wschodniej! Nieco później przeżywaliśmy kolejny wybuch polonofobii (za którą, niestety, nikt winnych nie ściga), już ze strony osoby, która jest głównym bohaterem niniejszego artykułu. Cofając się o kilka lat, możemy sobie łatwo przypomnieć entuzjazm, z jakim w określonych kręgach spotkała się książka ?Sąsiedzi?. Tezy zawarte w tej publikacji zostały potraktowane prawie jak objawienie, z którym nie wolno dyskutować pod karą ?ekskomuniki?, jaką w lewicowo-liberalnych kręgach jest oskarżenie o kołtuństwo, szowinizm oraz, oczywiście, największą zbrodnię ?cywilizowanego świata?, ?europejskiego salonu?, jaką jest ?antysemityzm?. Pamiętamy doskonale owe ekspiatorskie ?pielgrzymki? do ?sanktuarium? w Jedwabnem, jakie urządzali oficjele, z prezydentem Kwaśniewskim na czele. W przypadku tego ostatniego jest to nawet zrozumiałe ze względu na jego życiorys polityczno-ideowy. Będąc spadkobiercą fenomenu, który może nieco upraszczająco, ale jednak raczej słusznie nazywano ?żydokomuną?, miał prezio wręcz ideologiczny interes w opluwaniu Polaków. Ta partyjna tradycja przetrwała od czasów powojennego ?bohaterstwa? w walce z ?bandami AK?, aż do kłamania na temat Polaków w Jedwabnem. Być może, gorliwość, z jaką w imieniu narodu Kwaśniewski przepraszał Żydów za rzekomo polskie zbrodnie, wynikała również z faktu jego ?europeizacji?. Zrzucenie winy na Polaków było bowiem wręcz entuzjastycznie przyjęte w Niemczech, i to zarówno w kręgach lewicowych, szczęśliwych z powodu możliwości dokopania wstecznym, reakcyjnym Polakom, jak i w kręgach prawicowych, które skwapliwie skorzystały z okazji podzielenia się winą z Polakami. Doświadczyłem tego osobiście jako alumn seminarium Bractwa świętego Piusa X w niemieckim Zaitzkofen, gdzie pewien wykładowca wypytywał mnie o całą sprawę, konstatując ironicznym uśmieszkiem moją próbę naświetlenia tej sytuacji, bo przecież z góry wiedział, że Polacy to i tak antysemici i germanożercy. Nie przeszkodziło to innemu profesorowi w zadaniu mi pytania, czy Polacy to Aryjczycy, pomimo iż języki słowiańskie, jak wiadomo, należą obok bałtyjskich do najstarszych w grupie indoeuropejskiej. Ba, ostatnie badania genetyczne wykazały, że aż 60 procent Polaków ma w genach marker R1A1, czyli ten, który z południoworuskich stepów rozprzestrzenił się po całej Eurazji wraz z kolejnymi falami podbojów indoeuropejskich. Jesteśmy tedy jednym z ?najczystszych? ludów aryjskich w Europie. Ale niestety, jak widać, hitlerowska propaganda utożsamiająca fałszywie Indoeuropejczyków z rasą nordycką, a tą z kolei z Germanami, jest w Niemczech wciąż żywa...

(...)

Wyświetlony 2121 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.