wtorek, 27 kwiecień 2010 16:56

Permanentna wojna

Napisał

Jeśli chodzi o charakterystykę aktualnego stanu naszego społeczeństwa, publicyści, których cenię i których oceny podzielam, w opinii niejednego popadają w przesadę. Ich analizy nierzadko spotykają się z reakcją oscylującą pomiędzy pobłażliwym bagatelizowaniem a zwykła kpiną. Reakcja ta sprowadza się do zapewnień, wypowiadanych z uśmiechem pełnym wyższości, że świat wcale nie wygląda tak, jak oni go opisują. Tam, gdzie oni widzą objawy degeneracji, zachodzą procesy, które nikogo dziś nie dziwią. Wskazują w kółko na różnorodne zagrożenia rzeczy, jakie zwykłego człowieka nic dziś nie obchodzą. Poświęcają wiele uwagi konfliktom pomiędzy jakimiś bytami wymykającymi się jego pojmowaniu. Kładą nacisk na podziały niewidoczne dla nikogo normalnego. Słowem, nie mają chyba nic lepszego do roboty, niż zrzędzić  - jak wszyscy defetyści.

W rzeczywistości społeczeństwo prezentuje się zupełnie inaczej, niż oni utrzymują. W zdecydowanej większości składa się ze zwyczajnych ludzi prowadzących zwyczajne życie. Jeśli coś ich troska, to żeby, móc pracować i konsumować oraz żeby im w tym nie przeszkadzano. Poza tym pragną głównie mieć święty spokój i trochę czasu na preferowane rozrywki. Nie lubią filozofować ani rozpamiętywać dziejowych zaszłości. A już na pewno nie interesują ich kwestie ustrojowe, idee, symbole i tym podobne czary-mary z książek, których nikt normalny nie czyta. Mają jakieś tam przekonania, ale niekoniecznie chcą o nich dyskutować. I po co na siłę wzniecać spory i szukać linii frontów tam, gdzie toczy się codzienne ludzkie życie. A w ogóle to każdy normalny człowiek powinien myśleć pozytywnie.

Jeśli jednak powyższe stwierdzenia odpowiadają prawdzie, dlaczego wszelkie współczesne sanhedryny i areopagi każą owym ludziom, których nie obchodzą Ważne Sprawy, nieustannie zajmować stanowisko w Ważnych Sprawach? Dlaczego rwą włosy z bród, lamentują i wróżą katastrofę, kiedy ludzie się do tego nie garną? Po co komu sfingowane rządy ludu, niezdolnego do rządzenia? Z drugiej zaś strony, jak można głosić, że najważniejszy jest kompromis, i jednocześnie kazać ludziom rozstrzygać o Ważnych Sprawach, skoro one ich dzielą i konfliktują? A przecież w dzisiejszych czasach ze wszystkimi prowadzi się nie konflikt, tylko partnerski dialog czy coś w tym rodzaju. Ale wezwanie do partnerskiego dialogu ma daleko idące konsekwencje: trzeba podjąć dyskusję ? równoprawną ? i pójść na kompromis z każdym roszczeniem jedynie dlatego, że zostało przez kogoś wysunięte. Nie można odrzucić niczyich pretensji, nawet najbardziej bezczelnych i absurdalnych. Trzeba uznać, że dany fakt ma prawo istnieć tylko dlatego, że istnieje. Powiedzieć: jeśli ktoś chce coś robić, ma do tego prawo ? bo chce i chęć tę realizuje. Normy wywodzi się więc z faktów; kiedy zmieniają się fakty (społeczne), automatycznie ulegają zmianie normy (społeczne), czyli wszystkie normy okazują się relatywne. Co jest normalne, a co nienormalne, zależy od naszej zachcianki. By udowodnić, że pewne zachowanie jest normalne, wystarczy stwierdzić, że jest praktykowane, a im więcej się go wokół praktykuje, tym bardziej wypada je uznać za normalne. (?Przecież to jest dozwolone w większości krajów? ? demokratyczny sofizmat oparty na przekonaniu, że większość musi mieć rację).

(...)

Wyświetlony 2250 razy
Więcej w tej kategorii: « To, co nas otacza Umrzeć ze śmiechu »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.