czwartek, 29 kwiecień 2010 18:31

Polskie tropy w Ameryce (XII) Kalifornijski falanster hrabiego Chłapowskiego

Napisane przez

Jednym z najdziwniejszych, a zarazem paradoksalnych przypadków polskiej emigracji za Ocean w XIX stuleciu, stał się wyjazd grupy warszawskich idealistów do Kalifornii w celu wcielenia tam w życie założeń utopijnego "falansteru". Sprawa z pewnością utonęłaby w pomrokach dziejów, gdyż inicjatywa szybko zakończyła się łatwym do przewidzenia fiaskiem, gdyby nie fakt, że łączyły się z nią nie byle jakie nazwiska - Heleny Modrzejewskiej, Henryka Sienkiewicza, Juliana Sypniewskiego czy Lucjana Paprockiego - a firmował to wszystko (czytaj - finansował) nie kto inny, jak ślubny małżonek słynnej artystki, hrabia Karol Chłapowski. Dlaczego grono to zapałało nagłym entuzjazmem do socjalistycznych teorii Charlesa Fouriera, ogłoszonych we Francji pół wieku wcześniej, bo w r. 1808, pozostaje wciąż tajemnicą. Pomysły Fouriera znajdowały tu i ówdzie fanatyków, gotowych służyć za króliki doświadczalne "nowego społeczeństwa"(także w Ameryce, gdzie zarówno w Brook Farm pod Bostonem, jeszcze w latach 40., podobnie jak w okolicach Dallas w Teksasie, powstały idealne komuny, w których członkowie mieli realizować się zarówno w twardej pracy fizycznej na roli, jak i w ożywionych debatach intelektualno-artystycznych). Wiadomo też, że dotarły na ziemie polskie (książę Adam Gurowski, postać barwna w Królestwie, a potem także w Ameryce, chełpił się faktem wysłuchania wykładów Saint-Simona i Fouriera i dość otwarcie popularyzował ich utopijne wizje zreformowania porządku społecznego, a zarazem wskazania ratunku dla indywidualistów szukających sensu życia wśród innych).

Nie ulega natomiast wątpliwości, że każdy z osobna ?z grona kandydatów do życia w falansterze Chłapowskiego? rozglądał się wówczas dość nerwowo za zmianą miejsca i otoczenia, jak bowiem prof. Julian Krzyżanowski tłumaczył przypadek Sienkiewicza, w atmosferze Warszawy lat siedemdziesiątych byłby się on udusił i zamienił w wyrobnika prasowego. Podobnie nie ukrywała osobistej desperacji Helena Modrzejewska, notując, że marzy tylko o tym, aby jak najdalej i jak najszybciej uciec od otaczających ją złośliwych duchów, jakie w Kongresówce na co dzień uprzykrzały jej życie. W jej to salonie, zapewne jeszcze zimą roku 1875, zapadła decyzja, że zebrani tam przyjaciele domu Chłapowskich kupią bilet na statek do Ameryki i podejmą wyzwanie prostego życia na łonie natury ?pod błękitnym niebem Kalifornii?. Sienkiewicz, którego wydawca ?Gazety Polskiej? nie tylko poblogosławił na długą drogę, w gorączkowym oczekiwaniu na jego korespondencje z modnej Ameryki, ale jeszcze wsparł sporą pożyczką na wydatki związane z podróżą, został wysłany pierwszy, jako ?zwiadowca i menadżer?. Po długiej podróży niemieckim parowcem ?Germanicus?, z początkiem 1876 r. wylądował w Nowym Jorku i po dość długiej podróży koleją przez amerykański kontynent, znalazł się w okolicach Anaheim Landing, pod Los Angeles (gdzie dziś znajduje się słynny Disney World). Z końcem marca Sienkiewicz posiadał już domostwo, które miało stać się wstępną bazą dla ?komuny?, miejscem dla całej reszty towarzyszy, która powinna w ślad za nim wyruszyć.

Modrzejewska najwyraźniej nie spieszyła się aż tak bardzo z opuszczeniem Warszawy, bo w daleką podróż przez Ocean udała się dopiero w lecie 1876, po wzięciu dłuższego urlopu scenicznego (w praktyce rozciągnął się on na następne lat trzydzieści!). Kiedy w końcu 20 sierpnia tego roku opuściła pokład niemieckiego statku ?Donau?, oznajmiła najpierw zamiar odpoczynku w Nowym Jorku po trudach peregrynacji, po drodze zaś odwiedzenia jeszcze światowej wystawy w Filadelfii. Dalsza marszruta świadczyła już o ekstrawagancji: towarzystwo zdecydowało się pojechać do Panamy (!), a stamtąd popłynąć statkiem do San Francisco! ?Wstąpiła do piekieł, po drodze jej było?. Rzecz w tym, że Modrzejewska nie ujawniała wciąż głośno własnego sekretnego planu, związanego z tą podróżą. Dziś wszystko jest dość jasne: w San Francisco działały ustabilizowane sceny teatralne i było to kwitnące miasto. Helena udała się do California Theatre, gdzie zawarła wiele zawodowych znajomości, obiecując pozostać w kontakcie.
W końcu, a był to już późny październik, obrała kurs na ?falanster? w Anaheim, gdzie wciąż czekał Henryk Sienkiewicz.
Okazało się, że tylko nieliczni entuzjaści idei wspólnego życia w dalekiej Kalifornii potraktowali swoje obietnice serio. Poza Modrzejewską i jej mężem w Anaheim zjawił się tylko jego towarzysz z okresu wspólnego więzienia w berlińskim Moabicie, Julian Sypniewski (który zabrał ze sobą żonę i dwoje dzieci), a także rysownik-karykaturzysta Lucjan Paprocki, nie licząc niańki, niejakiej Ani. Chłapowski podjął decyzję zakupu niedużej farmy z drzewami pomarańczowymi i szczepami winogron, panowie sprawili sobie konie, mustangi. Trzeba było także zmienić stroje, farmerzy wokół nosili się jak parobkowie, nie wypadało od nich odstawać.
Helena zajęła się gotowaniem posiłków i praniem wiecznie zakurzonej odzieży, pani Sypniewska słała łóżka i sprzątała, ale nie było już chętnych do dojenia krów ani podbierania jajek, nie mówiąc o pracy w sadzie i w winnicy. Wokół rozciągała się głusza i zupełnie nie można było znaleźć pracowników fizycznych do wynajęcia. Przybysze ratowali się polowaniami na króliki, ale do czasu, inna bowiem zwierzyna nie trafiała się w okolicy. Eksperyment zbiorowy, barwnie malowany w Warszawie, szybko osiągnął na miejscu fazę kryzysową. Indywidualnie wszakże sprawy nie wyglądały aż tak źle. Henryk Sienkiewicz cieszył się w kalifornijskiej samotni jak najlepszym samopoczuciem i zasmakował w życiu trapera, pozbawionym wygód. ?Litwos? był zresztą od samego początku tym, który najbardziej zdecydowanie opowiadał się za wyjazdem z Warszawy i emigracją do dżungli dziewiczego kraju, za którą brał Amerykę. Po przyjeździe do Anaheim przekonał się w dodatku, że pracuje mu się tu znacznie efektywniej i lepiej niż w kraju (chodziło wszakże o pisanie, nie o kopanie grządek w ogrodzie, bo przed tym rychło zdecydował się, pod każdym pozorem, opędzać).
Chwalił się potem w korespondencji do warszawskich przyjaciół, że w tylko trakcie kilkumiesięcznego czekania na Chłapowskich, zdołał na nowym miejscu kropnąć pięć korespodencji, po sześć arkuszy każda, wykończyć dramat ?Na przebój? (w pięciu aktach!), a także napisać od początku do końca nowele ?Selim Mirza? i ?Szkice węglem?. Rzeczywiście daleki kraj i życie w samotności sprzyjały zdecydowanie jego wenie twórczej. Tak mi tu dobrze, tak zdrowo, tak kanibalsko błogo! ? wyznawał. ? Rozkochałem się tu w ludziach, w naturze i w tym życiu zdrowym, potężnym, a tak wolnym, że nieraz mi się zdaje, że jestem ptakiem. Niespokojna natura pisarza skłoniła go rychło do podjęcia licznych wędrówek i podróży po Ameryce, polowań i poszukiwania przygód, na jakie zdecydowanie liczył ? i teraz nie doznał zawodu. Najpierw przemierzył Kalifornię od południowego do północnego jej końca, od rzeki Klamath po daleką Gile. Potem polował na bawoły w stepach Wyomingu, wypuścił się też na pustynię Mohave, zwiedzał słynne kopalnie srebra w Virginia City w stanie Nevada. W powrotnej drodze do Polski nie tylko zatrzymał się w Chicago, stanął także w Buffalo, by zobaczyć na własne oczy legendarną Niagarę, na koniec nasycił się wrażeniami z Nowego Jorku, zanim wspiął się znów na pokład niemieckiego parostatku, który po pełnych dwóch latach pobytu w Ameryce miał go zawieźć do Europy i stron rodzinnych.
(?)
Wojciech A. Wierzewski

Wyświetlony 2797 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.