niedziela, 30 maj 2010 09:47

Polskie tropy w Ameryce (6) Kościuszko w amerykańskiej misji dyplomatycznej w Paryżu?

Napisane przez

Tadeusz Kościuszko miał działać na rzecz amerykańskiej dyplomacji? Okazuje się, jak mało wciąż wiemy o życiu i działalności bohaterów narodowych "dwóch kontynentów", skoro zaskakują nas fakty z ostatniego okresu życia Kościuszki, w którym istotnie odgrywał znaczącą rolę w świecie europejskiej polityki. Prawda jest tymczasem taka, że nasz generał wysłany został w 1799 r. przez wiceprezydenta Stanów Zjednoczonych Thomasa Jeffersona do Francji, jako tajny rządowy negocjator, aby ożywić na nowo nadwerężone cokolwiek po rewolucji stosunki obu krajów i przygotować lepszy grunt dla przeprowadzenia tak ważnej teraz dla Ameryki operacji uzyskania praw do olbrzymich terytoriów środkowego Zachodu, pozostających wtedy formalnie w rękach Francuzów. Transakcji, która przeszła do historii pod nazwą "kupna terytorium Luizjany", stanowiła jedno z najfortunniejszych posunięć młodych Stanów Zjednoczonych. Za "jedyne" 15 milionów dolarów w złocie Amerykanie nabyli w 1803 r. prawa nie tylko do Nowego Orleanu i okolic, ale przede wszystkim do otwarcia dla dalszego osadnictwa terenów na zachód od rzeki Missisippi, po pasmo Gór Skalistych, podobnie jak przestrzeni od Zatoki Meksykańskiej po krainę Wielkich Jezior na północy. Potem rzeczywiście "wozy ruszyć mogły na Zachód"!

Kościuszko drugi raz w Ameryce

Oczywiście, ?wszyscy wiemy niemal wszystko? o udziale Tadeusza Kościuszki w wojnie rewolucyjnej o niepodległość Stanów. Tak się przynajmniej wielu zdaje. To, co się wydarzyło ponad 20 lat wcześniej od interesującej nas chwili, należy w końcu do podręcznikowej historii. Wtedy to wychowanek warszawskiego Korpusu Kadetów wyruszył na drugą półkulę, jesienią 1776 r., kiedy wojna z Wielką Brytnią nabierała na sile. Jako dyplomowany inżynier wojskowy, został tam bezsprzecznie doceniony i miał od początku ręce pełne roboty: budował najpierw fortyfikacje pod Baltimore, aby wstrzymać marsz armii kolonizatorów, potem pod Saratogą, w 1778 r., gdzie jego pomysły i rozwiązania znalazły wysokie uznanie u gen. Horatio Gatesa, a w ślad za tym samego George?a Washingtona. Umocnienia pod West Point i na rzece Hudson sparaliżowały wręcz inwazję Brytyjczyków, co stanowiło dalszy krok Kościuszki do rozgłosu, a przecież był to dopiero początek kampanii, w której nasz generał doczekał się renomy najużyteczniejszego i najsympatyczniejszego w kręgach wojskowych. Komplement, jakim nie obdarzono nigdy dzielnego i tak starającego się, by okazać się przydatnym, Kazimierza Pułaskiego...
Przez całe siedem lat wojował Kościuszko w Ameryce, niemal do końca pierwszej kampanii, która doprowadziła do zawarcia pokoju z Wielką Brytanią w r. 1786. Nasz generał wyjechał do Francji w lipcu 1784, nie doczekawszy się wypłaty zaległego żołdu, i wrócił do Polski, w swoje strony, do Siechnowicz, gdzie sława zdobyta za oceanem niewiele pomogła mu jednak w staraniach o rękę panny Tekli Żurawskiej (rodzina podała mu ?czarną polewkę?, znak odmowy), tak jak i w znalezieniu odpowiedniego stanowiska w krajowej wojskowości. Dopiero w 1789 r. przyznano mu epolety generała majora w armii Rzeczypospolitej, kierując go najpierw do Wielkopolski, a następnie na Kresy. Wypadki, jakie nastąpiły po Sejmie Czteroletnim, a zwłaszcza po uchwaleniu Konstytucji 3-Majowej, czyli wybuch otwartej wojny z Rosją, wywindowały go na czoło legendarnej Insurekcji, która po kwietniowej przysiędze, złożonej na krakowskim rynku, stała się jego życiowym tytułem do chwały.
Po triumfalnych Racławicach wiosną 1794 r. przyszła jednak klęska pod Maciejowicami jesienią tegoż roku, gdzie ciężko raniony spisą przez Kozaków, ledwie uszedł z życiem i okaleczony znalazł się na następne lata w carskim wiezieniu, jako ważny ?buntowszczyk?, pod bacznym okiem Katarzyny Wielkiej. Caryca jednak wkrótce zmarła, a nowy car, Paweł I starał się pokazać Europie, że jest wielkim liberałem. Odwiedził osobiście w więzieniu Kościuszkę i powiedział mu, że jest wolny. Naczelnik zażądał jednak wolności dla 12 000 swoich kompanów i towarzyszy broni, car się temu nie sprzeciwił, uwarunkował to tylko zobowiązaniem na piśmie, że ani on, ani zwolnieni Polacy nie podejmą przeciwko niemu walki. Tak więc otwarły się na koniec szeroko bramy więzienia i możliwe stało się rozpoczęcie życia na nowo. Wtedy Kościuszko pomyślał o ponownym wyjeździe do Ameryki.
W styczniu 1797 r. Kościuszko wraz ze swoimi bliskimi adiutantami, J.U. Niemcewiczem oraz Libiszewskim, wsiedli na statek do Sztokholmu, pierwszego etapu podjętej przez niego podróży na Zachód. W maju zjawił się w Londynie, gdzie witano go wręcz entuzjastycznie, rosyjski poseł, hr. Woroncow, zorganizował zaś ostentacyjnie konsylium lekarskie w trosce o stan zdrowia Naczelnika. Co więcej, historycy wspominają o sporej sumie, 12 tys. rosyjskich rubli, w jaką car postanowił wyposażyć Kościuszkę ?na drogę?, którą nasz generał wzdrygał się przyjąć i użyć (choć czytamy dalej, że kiedy Kościuszko otrzymał mocno spóźnione wynagrodzenie od rządu amerykańskiego, pierwszym odruchem było odesłanie carowi pieniędzy, których ewidentnie musiał w międzyczasie potrzebować i używać). W każdym razie w czerwcu 1797 r. statek ?Adrianna? wiózł już Naczelnika i jego przyjaciół przez ocean w stronę Ameryki. Podróż okazała się wszakże bardzo długa i uciążliwa. Trwała blisko trzy miesiące. Wycieńczony nią i mocno osłabiony znów na zdrowiu Kościuszko musiał zostać na krześle spuszczony ze statku na ląd, bo nie mógł samodzielnie chodzić.
Filadelfia, gdzie wylądował, powitała swego bohatera wojny rewolucyjnej naprawdę godnie: zagrzmiał salut z 13 armat, ludność w entuzjazmie wyprzęgła konie z karety i sama ciągnęła powóz do miejsca, gdzie miał zatrzymać się generał. Niestety, wybuchła wówczas w mieście epidemia żółtej febry, która pokrzyżowała wszystkie pierwotne plany i oczekiwania. Kościuszko musiał skorzystać z zaproszenia gen. White?a, aby móc wyjechać jak najrychlej z opustoszałego i niebezpiecznego dla jego zdrowia miasta. W ślad za tym pojawiło się zaproszenie do Nowego Jorku dla Kościuszki i towarzyszącego mu grona kompanów ze strony gen. Horatio Gatesa. Jak łatwo się domyślić, przez cały ten czas trwały polityczne gry podjazdowe pomiędzy konkurującymi frakcjami, które usiłowały wykorzystać przyjazd polskiego generała dla swoich planów i interesów.
Na szczęście, wiosną 1798 r. nadeszły w końcu wypatrywane przez Kościuszkę, należne mu z dawna pieniądze, całe 22 tys. dolarów za lata poprzedniej służby dla rewolucyjnej armii. Pozwoliło mu to na podjecie paru ważnych decyzji. Poza zwrotem pieniędzy dla rosyjskiego cara, kwestią, jaka musiała mu rzeczywiście doskwierać, Kościuszko postanowił rzucić na papier swój testament, aby publicznie dać dobry przykład, przeznaczając znaczną część spadku na szlachetne cele: m.in. wyzwolenie i edukację czarnych obywateli Stanów Zjednoczonych, z którymi zetknął się wcześniej i poznał ich los. Naczelnik najwyraźniej pozostawał pod wpływem idei Bena Franklina, który pod koniec swego życia, a więc zaledwie parę lat wcześniej, podjął intensywną kampanię publiczną na rzecz zniesienia niewolnictwa i emancypowania Murzynów. Kościuszko przyłączył się teraz solidarnie do jego wezwań. Natomiast cała kwestia legendarnego testamentu Tadeusza Kościuszki i jego rzeczywistej egzekucji to rozległy i zawiły temat. Nasz Naczelnik pozostawił bowiem po sobie nie jeden dokument, a kilka, pisanych w późniejszym okresie życia. Zmierzały one w odmienne strony, co gorzej, nie zabezpieczały dostatecznych materialnych środków na ich realizację. Spory i walki o wykonanie testamentu Tadeusza Kościuszki wykraczają zatem daleko poza wątek, który nas tutaj najbardziej interesuje. Tym bardziej że przed 52-letnim wówczas generałem pozostawało dalsze 20 lat intensywnego życia, nie mówiąc o zdumiewających zwrotach, jakie gotowała mu wielka polityka nowego, XIX wieku, w którym miał teraz żyć.

 

W tajnej misji do Paryża

Dochodzimy do zgoła sensacyjnego wątku, mało znanej karty życia Tadeusza Kościuszki, która zarazem stanowiła ważny rozdział dziejów młodych Stanów Zjednoczonych. Otóż drugi przyjazd na amerykański brzeg naszego generała stanowił nie tylko sposobność do odnowienia dawnych towarzyskich i przyjacielskich kontaktów z ludźmi i politykami, których zdarzyło mu się poznać w trakcie rewolucyjnej wojny o niepodległość Stanów Zjednoczonych. Wolność była bardzo świeża, jej umocnienie i ustabilizowanie stanowiło ambicję grona Ojców Założycieli, którzy stworzyli podstawowe dokumenty nowego państwa, a teraz zaczęli sprawować w nim rządy. Dotyczyło to Thomasa Jeffersona, jednego z głównych inspiratorów historycznej Deklaracji Niepodległości, a także nowej amerykańskiej Konstytucji, nieprzeciętnego polityka i wizjonera, który został teraz wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych. Stanowisko prezydenta piastował John Adams, który przyjął zresztą w swoim domu Kościuszkę i Niemcewicza. Jefferson był sekretarzem stanu podczas prezydentury George?a Washingtona, wcześniej, w latach wojny, kierował dyplomatycznym centrum w Paryżu, które niejako koordynowało drugi front na rzecz amerykańskiej rewolucji. Stamtąd kierowano obcokrajowców gotowych walczyć dla nowej idei (w tym Pułaskiego i Kościuszkę!), tam organizowano pomoc finansową i militarną niezbędną dla pokonania Brytyjczyków. Znajomość i najwyraźniej przyjaźń musiała być zażyła, skoro Kościuszko przywiózł Jeffersonowi w darze futro z niedźwiedzia!
Teraz Jefferson był postacią nr 2 w amerykańskiej polityce, ale szykował się do prezydentury, w następnych wyborach, co rzeczywiście miało się mu udać, w r. 1801. Póki co, bardzo rzeczowo traktował prerogatywy amerykańskiej Konstytucji, która oferowała wiceprezydentowi prawo do kształtowania polityki zagranicznej. Widział w tym doskonałą trampolinę dla swojej dalszej kariery, właśnie jako prezydenta Stanów, poprzez inicjowanie dalekosiężnych planów i rozstrzygnięcia, jakie mogłyby pozwolić stawianie milowych kroków młodej republice. Pamiętajmy, że pierwotne terytorium 13 Stanów, jakie prowadziły i wygrały wojnę rewolucyjną, stanowiło b. małą cząstkę kontynentu, skupione zaledwie w jego północno-wschodnim zakątku. Ameryka potrzebowała dla dalszego rozwoju rozległych terytoriów na zachodzie i na południu. Od lat pionierzy wdzierali się na ?dzikie tereny? dzisiejszego Kentucky, Tennessee, Ohio czy Indiany, dochodząc do linii wielkiej rzeki Mississipi, za którą rozpościerały się dopiero niekończące się równiny, stanowiące początkowo krainę tubylców, a potem sferę formalnych, kolonialnych wpływów francuskich. Potrzebne były teraz strategiczne ruchy otwierające przestrzeń dla dalszej emigracji na Zachód, aż do brzegów Oceanu Spokojnego. Tymczasem w łonie wpływowych polityków w Waszyngtonie zmagały się sprzeczne tendencje, optujące za krańcowo odmiennymi europejskimi ośrodkami wpływów i oparcia. Frakcja probrytyjska, czyli federaliści, zmierzała do wywołania konfliktu z rewolucyjną Francją, wręcz rozpoczęcia z nią otwartej wojny, z kolei republikanie, ugrupowanie profrancuskie, z którymi utożsamiał się Jefferson, byli za umocnieniem dawnego sojuszu i aliansu, tym bardziej wobec zmian, jakie dokonywały się teraz w Europie.
(?)
Wojciech A. Wierzewski

Wyświetlony 5392 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.