poniedziałek, 21 czerwiec 2010 16:38

Impresje amerykańskie

Napisane przez

Kontynuujemy prezentację sedewakantystów – nurtu kościelnego, który odmawia prawomocności spełniania urzędu przez papieży wybranych po Soborze Watykańskim II. Niezależnie od własnej opinii na ten temat, sądzimy, że warto poznać argumenty i historię "zbuntowanej" części Kościoła.

 

Dzięki zaproszeniu na święcenia kapłańskie ks. Mikołaja Desposito z Argentyny, mogłem po raz pierwszy w życiu postawić stopę na północnoamerykańskiej ziemi i zapoznać się ze wspólnotami tradycyjnych katolików w kilku amerykańskich miejscowościach.

Gdy 14 listopada, w święto św. Jozafata, wylądowałem w Detroit, byłem zaskoczony ogromnym podobieństwem tamtejszego krajobrazu i klimatu do naszego. Podobieństwa można się było dopatrzyć również w sporej liczbie kościołów, jakie widziałem w trakcie jazdy samochodem przez Detroit i jego przedmieścia. Wybudowane były w zdecydowanej większości w stylu zgrabnego neogotyku, który może się podobać, aczkolwiek po pewnym czasie zaczyna nużyć. Monotonia i jednolitość to chyba największe mankamenty Ameryki. Oczywiście, były też spore różnice. Przede wszystkim, niezwykłym dla Polaka widokiem są liczne masońskie "świątynie", rozpoznawalne już z dala dzięki specyficznym kształtom i dobrze widocznym szyldom.
Z lotniska McNamara pojechałem do kościoła Matki Bożej Królowej Męczenników w Fraser, gdzie nazajutrz odbyła się ceremonia święceń. Kościół (oczywiście o neogotyckiej bryle) został urządzony przez biskupa Sanborna w specyficznym eklektycznym stylu, ale z przewagą bodaj klasycyzmu. Po zwiedzeniu tej przepięknej, wyposażonej ze smakiem świątyni, udałem się na nocleg do gościnnych państwa Gaynerów, którzy ku mojemu miłemu zaskoczeniu okazali się ? mimo nazwiska ? Polakami z pochodzenia. Tego typu niespodzianek czekało mnie jeszcze sporo ? Detroit wraz z całym stanem Michigan było miejscem szczególnie intensywnego polskiego osadnictwa.
Środa, 15 listopada to dzień wspaniałej uroczystości święceń kapłańskich. Pontyfikalną Mszę świętą odprawił JE ks. bp Donald Jeremiasz Sanborn. Jako diakon służył mu ks. Karol Ercoli, a jako subdiakon ks. Pius Espina, obydwaj z Argentyny. Uroczystość uświetnił polifonicznym śpiewem miejscowy chór, a kazanie wygłosił sam ks. biskup. Po święceniach odbył się okolicznościowy bankiet w restauracji należącej do pewnej polskiej rodziny. W dniu następnym neoprezbiter odprawił swą pierwszą uroczystą Mszę świętą, a kazanie wygłosił bp Daniel Dolan.
Następne dni przeznaczyłem na zwiedzanie Detroit wraz z okolicą. To niegdyś bardzo polskie miasto mocno podupadło ostatnimi laty, wraz z kryzysem przemysłu samochodowego w USA (którego Detroit było stolicą). Nałożyły się na to procesy migracyjne, w wyniku których Polacy (podobnie jak inni Biali) opuścili miasto i przenieśli się na przedmieścia oraz do innych stanów. Detroit stało się miastem w przeważającej mierze murzyńskim i azjatyckim. Co gorsza, większość emigrantów z Indii i Bangladeszu wyznaje islam. W starej polskiej dzielnicy Hamtramck, obok sklepów z polskimi towarami, muzułmanie pootwierali w ciągu ostatnich kilkunastu lat swoje własne. Obok swojsko brzmiących nazw pojawiły się hinduskie, a napisy w alfabetach indyjskim i arabskim można spotkać na każdym kroku. Wraz z odpływem Polaków opustoszały dawne katolickie kościoły. Jeden z nich ? pw. M.B. Nieustającej Pomocy – został nawet odsprzedany przez "posoborowego kardynała" Maidę mahometanom, z przeznaczeniem na meczet! Inne jeszcze stoją osamotnione wśród coraz bardziej wrogiej okolicy, jako pomniki dawnej katolickiej cywilizacji. Świadczą one o wielkiej wierze i ofiarności naszych rodaków, którzy je wybudowali ze swoich skromnych pensji fabrycznych robotników. Te wspaniałe katolickie i polskie świątynie to m.in.: kościół św. Jozafata, Najsłodszego Serca Maryi, św. Władysława, św. Alberta i inne.
Już poza rogatkami Detroit leży potężny kompleks budynków polonijnego seminarium pw. św. Cyryla i Metodego w Orchard Lake. Seminarium powstało w 1885 roku, by kształcić na kapłanów synów polskich emigrantów, którzy mieli objąć duszpasterską opieką swoich rodaków w całej okolicy (również Chicago i Milwaukee leżą w bliskiej odległości). Położone w malowniczej pagórkowatej okolicy nad jeziorem, noszącym nie bez powodu nazwę ogrodu (Orchard), seminarium wykształciło w swej historii całe zastępy katolickich kapłanów. Dziś jednak, ażeby przetrwać, wyprzedaje kolejno swój majątek, a swoje mury wypełnia alumnami sprowadzonymi z Polski, dalekimi zarówno od ortodoksji, jak i od chrześcijańskiej ascezy.
Po kilkudniowym pobycie w stanie Michigan, wśród niezwykle gościnnych wiernych, wyruszyliśmy samochodami dalej na południe, do Cincinnati, miasta położonego na południowym krańcu stanu Ohio, gdzie znajduje się kolejna wielka parafia sedewakantystów pw. św. Gertrudy Wielkiej. Wielogodzinna podróż przez ogromne terytorium, pozwoliła mi przyjrzeć się krajobrazowi tej części USA, który, podobnie jak Michigan, nie różni się zbytnio od Polski. Podróżowanie samochodem przez bezkres obszaru Stanów Zjednoczonych pozwala zrozumieć nieco amerykański styl życia, na który składa się głównie bezustanna podróż. Autostrady amerykańskie są dobrze utrzymane, ale brud na poboczach jest iście... polski. Również podobnie jak w Polsce, na poboczach walają się ścierwa potrąconych zwierząt, tylko że tam przeważnie jest to dziczyzna.
W sobotni wieczór 18 listopada dotarliśmy wreszcie do kościoła św. Gertrudy. Świątynia jest pięknie urządzona i stoi w niej wiele figur świętych, powyrzucanych z kościołów likwidowanych po Vaticanum II. Również i polscy święci są tam obecni. Po lewej stronie ołtarza jest statua św. Kazimierza, a po jego prawej stronie stoi posąg św. Jadwigi śląskiej. Również po prawej stronie, ale już nie w ołtarzu, stoi figura św. Jacka Odrowąża. Kościół otoczony jest wieloma budynkami parafii, w których pomieszczone są: szkoła, sala bawialna ze stołówką i kuchnią oraz pomieszczenia gospodarczo-socjalne. Głównym duszpasterzem kościoła jest bp Dolan, któremu pomagają księża Cekada i Saavedra. W niedzielę, 19 listopada zostały odprawione cztery Msze święte. Uroczystą sumę o godz. 9.00 jako "poprymicję" odprawił ks. Desposito, ja zaś odprawiłem Mszę o godz. 11.30. W czasie kazania naszkicowałem pokrótce sytuację religijną w Polsce, co wzbudziło ogromne zainteresowanie wśród tamtejszych katolików. Po Mszy był oczywiście poczęstunek, w czasie którego było wiele okazji do ciekawych rozmów z amerykańskimi tradycjonalistami. Niestety, już w poniedziałek rano następnego dnia musieliśmy wyruszyć dalej na południe. Podróż do stolicy stanu Georgia ? Atlanty zajęła nam cały dzień. Na szczęście podróż była już teraz dużo ciekawsza, a to ze względu na bardziej interesujący i często zmieniający się krajobraz oraz pogodę. Przejeżdżając przez Appalachy mogłem się sycić do woli wspaniałymi widokami dzikiej przyrody i majestatycznych gór. W górach musieliśmy stawić czoła śnieżnej nawałnicy, która poważnie opóźniła naszą podróż. Lecz gdy tylko opuściliśmy góry, powitało nas swoim ciepłem stare amerykańskie Południe. Stan Tennesse zachował bardzo wiele ze swego południowego uroku. Wreszcie monotonię i szarzyznę Północy zastąpiła różnorodność i bogactwo dawnych krajów konfederackich. Po całodniowej podróży dotarliśmy w końcu do naszego celu ? Atlanty. Mogłem na własne oczy ujrzeć to piękne, historyczne i bohaterskie miasto. Ale, niestety, znowu następnego dnia musieliśmy wyruszyć jeszcze dalej na południe, do celu naszej podróży ? na Florydę.
(?)
Ks. Rafał Trytek

Wyświetlony 5396 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.