wtorek, 29 czerwiec 2010 17:36

Feudalizm postkomunistyczny - albo jak hartowała się trzecia RP

Napisane przez

Peerelowski obszarnik Henryk Stokłosa jako jedyny pokonał w pamiętnym czerwcu 1989 r. "Solidarność"; połowa zatrudnionych w województwie pilskim była bowiem w tej czy innej formie na jego łasce. Jednak ten fakt, niestety, nie wzbudził należytego zainteresowania socjologów i politologów. Tymczasem był zwiastunem nadchodzącej "epoki" - czy, mówiąc bardziej dokładnie, redystrybucji władzy w kształtującym się nowym ustroju.

 

Dla każdego uważnego obserwatora widoczna jest w naszym państwie tak zasadnicza cecha feudalizmu, jak dziedziczenie ? przede wszystkim popłatnych ? zawodów, bez związku z uzdolnieniami: dzieci aktorów, reżyserów czy dyspozycyjnych "intelektualistów" mają zagwarantowane miejsce w tych branżach; nieważne jak koszmarne knoty produkują. Ale dotyczy to także pozycji społecznej niezależnie od zawodu. Pewna pielęgniarka przez dwie kadencje zajmowała się w ważnej warszawskiej dzielnicy sprawami kultury ? tylko dlatego, że jej matka była znaną rzeźbiarką (bardzo zaprzyjaźnioną z dawną władzą).

Kategorią dziedziczenia przywilejów posłużyła się też w swej analizie socjologicznej prof. Anna Pawełczyńska ("Głowy hydry", 2004):
Obecnie wielu potomków "dynastii" kapepowskiej umocniło się na wyższych szczeblach władzy państwowej oraz weszło w skład górnej warstwy kapitalistów, zawłaszczając szczególnie sektor bankowy, a także środki masowego przekazu. Przedstawiciele tej grupy włączyli się do elity finansowej i elity władzy bezpośrednio z PZPR, dzięki "grubej kresce" ? bądź też pośrednio, poprzez udział w opozycji rewizjonistycznej, której większość działała również w "Solidarności".
Formacja ta nie przejęła po swoich komunistycznych przodkach ideologii równościowej, kontynuuje natomiast takie ich działania, które rozbijają podstawy więzi społecznych.
Jest to, podkreślmy, warstwa zwana we Francji "szlachtą dworską" ? czyli otrzymującą pensje od króla i starającą się przebywać jak najbliżej niego i jego aktualnych faworytów. Szlachcic zwykły miał, jak wiemy z przysłowia, swoją "zagrodę" ? szlachcic dworski ma "układy" i "dojścia". Po co ryzykować na wolnym rynku jako przedsiębiorca, w dodatku użerając się z urzędami i związkami zawodowymi, skoro można jako prezes przedsiębiorstwa z udziałem Skarbu Państwa zarobić nawet 90 tys. zł miesięcznie?
Nowej szlachcie nie zależy więc specjalnie na wolnym rynku: to zło konieczne, które na szczęście można odsuwać w przyszłość. Przewidział to Friedrich von Hayek, którego polscy przyjaciele Włodzimierza Bukowskiego poprosili za pośrednictwem tego ostatniego o podsumowanie roku 1989. Hayek ? sławny dzięki swemu opisowi socjalizmu pt. "Droga do niewolnictwa" ? napisał:
Próba stworzenia demokracji bez restytucji fundamentów własnościowych, które zniósł akt nacjonalizacji, musi skończyć się niepowodzeniem. Restytucja w skali masowej zasady własności prywatnej ma znaczenie nie tylko gospodarcze, ale i kulturowe. Program reprywatyzacji jest szeroko zakrojoną akcją upodmiotowienia społeczeństwa. (...) W systemie bez własności wytwarza się próżnia, w którą nieuchronnie wchodzi biurokracja państwowa... Śmieszne są te programy opozycyjne, które deklarują likwidację nomenklatury bez restytucji własności ? likwidując bowiem nomenklaturę komunistów trzeba by wówczas natychmiast powołać do życia jakąś nową. I w samej rzeczy: powstała i panuje.
"PLUS MINUS" zamieścił 19 IV 1998 roku artykuł Jerzego Górskiego będący wnikliwą analizą barier, jakie pojawiły się w Polsce na drodze do powstania klasy średniej. Stwierdził on, że grupy o podobnych dochodach zamykają się w swoim kręgu ? i tym samym utwierdzają podziały społeczne, które przekształcają się w podziały klasowe.
W połowie lat 90. III RP ostatecznie ukształtowała się jako państwo szlachecko-oligarchiczne. Prof. Anna Pawełczyńska opisała je od strony socjologiczno-moralnej: Zamiast polskiej inteligencji, warstwy specyficznej i unikalnej w skali Europy, warstwy, którą charakteryzowała bezinteresowność, gotowość do wyrzeczeń i świadczeń na rzecz innych ludzi, postawa opiekuńcza wobec słabszych ? uformowała się warstwa pazernych egoistów. (...) A więc degradacja elity nastąpiła na poziomie hierarchii wartości, w wyniku całkowitej rezygnacji z wartości wyższych, niezbędnych dla normalnego funkcjonowania społeczeństwa.
Jeśli zastanowimy się nad zachowaniami i stylem życia znaczącej części współczesnej elity finansowo-politycznej, wydaje się, że można zauważyć jej podobieństwo do dawnej warstwy lumpenproletariackiej. (...) Współczesna lumpen-elita stanowi przeciwieństwo tradycyjnej elity na zasadzie stosunku do wartości.
Fasadowość naszej "głasnosti" najlepiej chyba ilustruje wprowadzona pod koniec lat 90. ustawa "antykorupcyjna" ? wedle której oświadczenia o stanie majątkowym osób pełniących funkcje publiczne były tajne.
Natomiast najtrafniejszy opis sytuacji prawno-gospodarczej dał W. Walendziak w miesięczniku "Nowe Państwo" z 2 VII 1999:
Jak wielka może być skala "podatku korupcyjnego", pokazał przykład Włoch. Po przeprowadzeniu akcji "czyste ręce" koszty funkcjonowania lokalnych kolei, zakładów oczyszczania miasta czy budowy portów lotniczych zredukowano o ponad połowę. Po tym przełomie Włochy w krótkim czasie dobiły do czołówki europejskich potentatów gospodarczych.
W Polsce świetną ilustracją jest porównanie wyników gospodarczych wydzielonej i przygotowanej do prywatyzacji kopalni w Bogdance oraz dowolnej spółki węglowej ze Śląska. Do myślenia daje determinacja, z jaką próbowano zablokować prywatyzację Bogdanki.
Nie ukrywano przy tym obaw przed sytuacją, kiedy będzie można porównać koszty rzeczywiste i te produkowane przez chorą strukturę państwowego kartelu.
Zastanawiające jest, że do ani jednej spółki węglowej nie udało się wprowadzić ludzi spoza tej branży. Za to do tak zwanych nowych zarządów zgodnie dobierano starych "fachowców", imponujących sprawnym "produkowaniem" strat i heroicznym oporem przed poddaniem się jakiejkolwiek reformie.
Badania oparte na anonimowych ankietach przedsiębiorców, prowadzone przez Transparency International i Bank Światowy, ukazują Polskę jako najbardziej skorumpowany kraj regionu. Dlatego też duże firmy amerykańskie rezygnują z działalności, gdyż prawo w ich kraju zabrania im dawania prowizji dla przedstawicieli władzy. (...)
Reforma administracyjna mogła być sztandarową, zwieńczoną pełnym sukcesem akcją koalicji. Ale zamiast "oddania władzy ludziom", ludzie coraz częściej słyszą o kłopotach nowo utworzonych samorządów. Kłopoty zaś pojawiły się samoczynnie, bo w imię "polityki realnej" pozostawiono nietknięte te właśnie fundusze i agencje, których środki miały być głównym źródłem siły samorządów. (...)
Jest to państwo kapitalizmu politycznego, a nie państwo prawa.
Jakie to państwo? To państwo, w którym można trafić do więzienia za obronę żony i córki przed bandytami. Państwo, które wymierza Andrzejowi Lepperowi 6 zł kary za blokadę przejścia granicznego. W którym pozwala się mafii za pieniądze podatników otworzyć terminal na granicy.
(?)
Piotr Skórzynski

Wyświetlony 5158 razy
Więcej w tej kategorii: « Strzeżmy ich! Węgierska przestroga »
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.