niedziela, 01 sierpień 2010 19:57

Pomarańczowa kurtyna

Napisane przez

Rosyjska pętla gazowa zaciska się coraz mocniej wokół szyi całej Europy Środkowo-Wschodniej. Stosunki z Polską są chyba najgorsze od 1989, a Lech Kaczyński jeszcze przed oficjalnym objęciem urzędu zapowiedział, że nie złoży wizyty w Moskwie, dopóki do Warszawy nie pofatyguje się prezydent Putin. Efekt nie był trudny do przewidzenia. Już relacje pomiędzy Aleksandrem Kwaśniewskim oraz innymi polskimi postkomunistami a byłym oficerem KGB Władimirem Putinem nie należały do najlepszych. Obecnie nowym polskim władzom trudno więc rozmawiać z Rosją o czymkolwiek. Pojawia się pytanie: czy istnieją jakieś alternatywne recepty na polską politykę wschodnią oraz czy polskie władze i dyplomacja sprostają tym nowym wyzwaniom?

W co gra Rosja?
Aby zrozumieć jak poważna jest sytuacja, w której się znaleźliśmy, przytoczmy słowa Konstantina Korsaczowa, przewodniczącego komisji spraw zagranicznych Dumy, który zapytany o to, co rozumie przez "radykalne reakcje" na polskie posunięcia, z rozbrajającą szczerością wypalił: "Armii do was nie wyślemy". Dobre i to, zważywszy, że ostatnio między Polską a Rosją zdarzyło się już prawie wszystko inne, co tylko bez użycia broni palnej wydarzyć się mogło.
Zacznijmy od prostego wyliczenia tradycyjnych historycznych niesnasek i dyplomatycznych prztyczków: Polaków nie zaliczono więc w poczet aliantów w II wojnie światowej, nie zaproszono do Kaliningradu na obchody 750-lecia miasta, a zbrodnia katyńska nie została nazwana ludobójstwem, w przeciwieństwie do polskiej akcji "Wisła". Za to pakt Ribbentrop-Mołotow po staremu Kreml określił mianem: "obrony swoich zachodnich granic". Nie ma się zresztą czemu dziwić, skoro w oczach wielu rosyjskich dygnitarzy Polacy wydają się znacznie bardziej przerażający od hitlerowców. Czwarty listopada ogłoszono nawet w związku z tym nowym rosyjskim świętem narodowym upamiętniającym 393. rocznicę wypędzenia z Moskwy Polskich interwentów. Oto jak metropolita smoleński i kaliningradzki Cyryl wypowiedział się o tej uroczystości: "W pewnym sensie tamte wydarzenia były dla Rosji straszniejsze niż Wielka wojna Ojczyźniania (1941-45) (...) Wszak Niemcom nie udało się wejść do Moskwy, a Hitler nie zasiadł w fotelu Stalina". Co do innych incydentów to mieliśmy już nawet do czynienia z napadami na pracowników polskiej ambasady, zaraz po pobiciu przez warszawskich chuliganów dzieci dyplomatów rosyjskich.
Jednak najmocniej łapa "niedźwiedzia" uderzyła w Polską gospodarkę. Rosja w ciągu ostatnich dwu miesięcy zakazała importu polskich płodów rolnych, niektórych przetworów spożywczych, mięsa, a nawet drewna i mebli. Przede wszystkim jednak rozpoczęto budowę gazociągu północnego, który po dnie Bałtyku ma transportować rosyjski gaz do Niemiec. Koszt budowy naziemnej nitki, przechodzącej przez terytorium Polski byłby trzykrotnie niższy, nie wspominając nawet o astronomicznych kosztach eksploatacji instalacji podwodnej. Jednak choć absolutnie nieopłacalna z ekonomicznego punktu widzenia, nowa rosyjska inwestycja umożliwiłaby odcięcie dopływu gazu do Polski bez potrzeby ograniczenia dostaw do Europy zachodniej. Byłoby to więc wymarzone wprost narzędzie do wywierania na "nadwiślański kraj" politycznej presji. Oczywiście, aby skutecznie "rozwiać" wszelkie wątpliwości co do swoich intencji, Gazprom już teraz zapowiedział podwyżki cen gazu dla Polski i Ukrainy. Co więcej, jeszcze za rządów Hanny Suchockiej potężny rosyjski koncern za pośrednictwem spółki Gas Trading podjął próbę przejęcia kontroli nad spółką EuroPolGaz, a tym samym nad polskim odcinkiem gazociągu jamalskiego. Takie posunięcie sprawiłoby, że Polska już wtedy straciłaby kontrolę nad przesyłem gazu przez swoje terytorium.
Gdyby wszystkie wymienione wyżej zdarzenia rozpatrywał jakiś urodzony jeszcze w XIX wieku, a wychowany w duchu bismarckowskiej Realpolitik dyplomata, niechybnie stwierdziłby, że są to istotnie kroki zwiastujące rychłe działania militarne. Na szczęcie mamy już wiek XXI, Polska jest członkiem NATO, a w dobie broni masowego rażenia mapa Europy raczej nie stanie się planszą do nowych gier wojennych. Mimo to rosyjscy politycy zdają się nadal myśleć po bismarckowsku, przynajmniej w kwestiach gospodarczych. W takich zaś konfliktach na wymierną pomoc ze strony Unii Europejskiej czy Ameryki Polska nie powinna przesadnie liczyć. Stosunki pomiędzy Rosją a Francją i Niemcami wydają się wszak na razie aż nazbyt bliskie, wpływ zaś Waszyngtonu na decyzje Moskwy jest niewielki z powodu stosunkowo małej wymiany handlowej pomiędzy obydwoma krajami.
Czy jednak oznacza to, że w konfrontacji z sąsiadem tak wpływowym, że mógł sobie pozwolić nawet na "wynajęcie" byłego niemieckiego kanclerza, jesteśmy na z góry straconej pozycji? Niekoniecznie. W monolicie rosyjskiej polityki międzynarodowej istnieje bowiem wiele luk, które Polska może i musi wykorzystać. Po pierwsze, Rosja nie jest już tak potężnym imperium, za jakie sama chciałaby uchodzić. Wprost przeciwnie, to kraj trapiony licznymi problemami gospodarczymi i społecznymi i wbrew pozorom bardzo podatny na wszelkie zawirowania w tych kwestiach. Po drugie, Rosja nie ma też, w tej chwili, zbyt wielu przyjaciół na arenie międzynarodowej, gdyż nie umie budować stosunków wielostronnych, a jedynie ubijać interesy z krajami Europu Zachodniej, Chinami czy Indiami. Mniejsi sąsiedzi Federacji są zaś albo żarliwymi rusofobami, albo nieudolnie rządzonymi przez skorumpowaną władzę państewkami wasalnymi. Do owych wasali zaliczyć należy oczywiście Białoruś, Kazachstan, Kirgizję, Uzbekistan i Tadżykistan. Nota bene, wpływowy kremlowski politolog Michaił Leontiew, wysunął niedawno koncepcję połączenia Rosji z Kazachstanem, co miałoby służyć zwróceniu jej "utraconej przestrzeni postsowieckiej". W odzyskiwaniu tej przestrzeni z pewnością natomiast pomagać Kremlowi nie będą: Litwa, Łotwa, Estonia, Polska, Ukraina, Mołdawia i Gruzja. Istnieją też pewne zadawnione spory z Finlandią, Afganistanem i Japonią, trzeba więc przyznać, że ogólnie niewiele jest krajów tak "kochanych" przez swoich bezpośrednich sąsiadów jak Rosja.
(?)
Michał Kuź
Wyświetlony 5591 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.