piątek, 20 sierpień 2010 12:30

Aborcja, raport mniejszości

Napisał

Ronald Reagan zwrócił kiedyś ironicznie uwagę na szczególny zbieg okoliczności, że o aborcji dyskutują jedynie ci, którzy już się urodzili. Mimo że słowa Reagana mogą na pierwszy rzut oka wydać się banalne, jest w nich rzeczywiście prowokujący sens, bo naprawdę żywa dyskusja o aborcji zaczęła się właściwie dopiero w drugiej połowie XX w.

 

Choć można mieć różne zdania na temat przyczyn tego stanu rzeczy, faktem jest, że trudno chyba w dzisiejszych czasach znaleźć temat (może oprócz polityki, w którą jednak z przesytu atmosferą wyborczą postaramy się nie wchodzić) wzbudzający równie duże emocje i rodzący równie liczne podziały, co aborcja. Są, oczywiście, dwie główne grupy: jej "prawicowych" przeciwników i "lewicowych" zwolenników, ale wśród zwolenników są także "umiarkowani zwolennicy", a wśród przeciwników ? "umiarkowani przeciwnicy", nie mówiąc już o tych, którzy spierają się o zasadność samej nazwy zabiegu czy też o tych, którzy zgadzają się zasadniczo z wnioskami jednej lub drugiej grupy, lecz proponują zdecydowanie inną linię argumentacji.

Być może, właśnie te liczne podziały i emocje związane z problemem aborcji są przyczyną tego, że dwie główne strony sporu w zasadzie nie prowadzą systematycznej wymiany argumentów, a gdy już próbują, to na jaw wychodzi powierzchowność ujęcia tematu, niekonsekwencja, a nawet sprzeczności logiczne. Z jednej strony słyszymy argument lewicy o tym, że kobieta ma "prawo wyboru" i powinna móc decydować o swoim ciele. Z drugiej zaś padają głosy przedstawicieli prawicy twierdzących, że każdy człowiek ma prawo do życia i w związku z tym nie wolno zezwalać kobiecie na aborcję. Obydwa argumenty są w pewnej mierze prawdziwe, ale coś jednak musi być z nimi nie tak, skoro nie prowadzą do tej samej konkluzji.

Błąd "prawicowego" myślenia
Twierdzenie, że człowiek ma "prawo do życia", rzeczywiście świetnie nadawałoby się na argument przeciwko aborcji, gdyby tylko można je było stosować uniwersalnie do każdej sytuacji. Tak jednak wcale nie jest, a sformułowanie to jest w ogóle dość nieszczęśliwe i niepotrzebnie prowadzi do licznych nieporozumień. Chociaż jesteśmy na ogół przekonani, że nasze prawo do życia jest czymś niepodważalnym i nikomu nie wolno go nam odebrać, to jednak polega ono raczej na niezbywalnej nienaruszalności naszej osoby i wolności od fizycznej agresji ze strony innych, niż ? jak chcieliby prawicowcy ? na przywileju trwania przy życiu, który ma być za wszelką cenę respektowany, bez względu na sytuację. Łatwo to zresztą zrozumieć na przykładzie. Powiedzmy, że pan A zapada nagle na poważną chorobę nerek i lekarze zgodnie orzekają, że umrze bez natychmiastowego przeszczepu. Potencjalnym dawcą nerki jest pan B, który jednak wcale nie zamierza dzielić się swoimi organami z panem A, przechodzić kłopotliwego zabiegu i zwalniać się z pracy, bo wyjeżdża akurat na urlop z żoną. Można powiedzieć, że pan B jest wyjątkowo nieczułym i zapatrzonym w siebie człowiekiem, ale czy pogwałcił jakiekolwiek prawa pana A, a w szczególności to najbardziej fundamentalne ? do życia?
Naturalnie nie, ponieważ prawo do życia, czy ściślej do nienaruszalności osoby, pana A nie może do niczego zmuszać innych ludzi, a w tym przypadku akurat pana B. Prawo pana A do życia polega na tym, że nikt nie może mu tego życia odebrać (abstrahując, oczywiście, od problemów kar i przestępstw), ale nie na tym, że wolno mu zmuszać innych do jego podtrzymywania. Prawo do podtrzymywanie życia pociągałoby zresztą za sobą nie tylko prawo do cudzych organów, ale i do sfinansowania koniecznych operacji lub wypłacenia płacy minimalnej, która umożliwiałaby przeżycie, a przecież, jeśli płaca ma być "wypłacona", to znaczy, że ktoś musi ją wypłacić. W tej sytuacji prawo własności jednej osoby oznaczałoby pogwałcenie tego samego prawa innej osoby. Podobnie nie można też zmuszać ludzi do udzielania pierwszej pomocy, wzywania karetki pogotowia, ratowania tonących czy jakiejkolwiek pomocy innym. Prawo do życia każdego człowieka oznacza tylko i wyłącznie prawo do wolności od agresji i fizycznego naruszania integralności jego osoby. A zatem jest to zdecydowanie negatywne, a nie pozytywne, zobowiązanie w stosunku do innych ludzi. Stwierdza ono wyraźnie: "Nie wolno ci pozbawić drugiej osoby życia", a nie: "Musisz za wszelką cenę utrzymać innych ludzi przy życiu". W tradycji praw naturalnych prawa własności mają charakter zobowiązań negatywnych, rozgraniczających pola działania różnych ludzi tak, aby mogły być zachowane prawa własności wszystkich, co z kolei pozwala jedynie na takie posługiwanie się swoją własnością i ciałem, które w fizyczny sposób nie naruszy integralności własności lub ciała drugiego człowieka.
Widać zatem oczywistą różnicę między stwierdzeniem "nie morduj", a "oddaj swoją własność za życie innych". Ten drugi nakaz jest zobowiązaniem pozytywnym i polega nie na poszanowaniu (władaj tak swoimi zasobami, aby nie zniszczyć cudzych), lecz na pogwałceniu prawa własności (masz używać swojej własności w taki a taki sposób). Wynika stąd, że stwierdzenie, iż życie należy chronić, nie jest odpowiednim argumentem przeciwko aborcji, gdyż opiera się na kompletnym zlekceważeniu naturalnego prawa własności. Zobowiązanie pozytywne, takie jak nakaz ochrony życia jest sprzeczne z samą ideą prawa własności, która stoi rzekomo u jego podstaw.
Kradzież jest nieetyczna i niemoralna, bez względu na to, czemu służy. Cel nie usprawiedliwia tu środków. Podobnie jak nieetyczne i niemoralne jest zmuszanie jednego człowieka do niewolniczej pracy na rzecz drugiego, tak samo nieetyczne i niemoralne jest zmuszanie kogoś, aby oddał swoje organy ? lub jakąkolwiek inną własność ? dla ratowania kogoś innego, kto bez tej pomocy, być może, umrze. Jeśli Kasia cierpi na śmiertelną chorobę i potrzebuje kilka milionów dolarów na operację ratującą jej życie, to nie istnieje żadne "prawo do życia", które uzasadniałoby okradanie innych ludzi w celu zgromadzenia pieniędzy na ten kosztowny zabieg. Owszem, pomaganie innym ludziom jest niezwykle szczytną ideą, a skok do wody po tonącego jest wyczynem wręcz heroicznym. Jednakże jest nim właśnie dlatego, że osoba ratująca wybiera, jak zareaguje i podejmuje świadomą i dobrowolną decyzję o pomocy drugiej osobie. Heroizm, szlachetność i dobroć nieodłącznie wiążą się z dobrowolnością.
Wracając do problemu aborcji, widzimy, że prawicowa argumentacja jest kompletnie chybiona i opiera się na zasadzie, która jest nie tylko fałszywa, ale i niekonsekwentnie stosowana przez samych jej stronników. Choć wielu "prawicowców" z pewnością chętnie przystałoby na zakaz wykonywania aborcji na gruncie "prawa" do życia i obowiązku jego ochrony, to jednak niewielu podpisałoby się pod ? wynikającym z ochrony życia ? nakazem takiego a nie innego stylu życia, sposobu spędzania czasu (niepalenie, odpowiednia dieta itp.) czy nieograniczonej redystrybucji, lub w istocie kolektywizacji, majątku.
W podobnym duchu argumentują zresztą zwolennicy proaborcyjnego systemu prawnego. Nie poprzestają oni jednak na krytyce prawicowego podejścia, ale idą o krok dalej, usprawiedliwiając aborcję. Życie naturalnie jest wartością ? zdają się mówić ? jednak nie można stawiać go ponad wszystkim, w szczególności nad prawami do życia i komfortu innych. Zmuszenie kobiety w ciąży do tego, aby urodziła swoje dziecko, jest zobowiązaniem pozytywnym, które nakazuje jej wykorzystanie własnego ciała w taki sposób, aby zapewnić komuś życie. Stąd prosty wniosek, że aborcja jest słusznym prawem każdej matki. Jakkolwiek pozytywne zobowiązania są rzeczywiście nie do pogodzenia z naturą praw własności, to jednak lewicowe podejście opiera się na pewnym niedomówieniu, a przede wszystkim na rażącej niekonsekwencji.

Mój brzuch należy do mnie
Sztandarowy argument lewicy sprowadza się, o dziwo, do argumentu na temat wolności i swobody wyboru. Ciało kobiety, jak zgodnym chórem twierdzą feministki, socjaliści i lewicowcy wszelkiej maści, należy do niej samej, więc ma ona prawo decydować, czy w ogóle chce zajść w ciążę, a jeśli tak, to również o tym, na jak długo. Podobnie jak każdy może zaprosić do siebie gości i w pewnym momencie ich z domu wyprosić, analogicznie kobieta, która zaszła w ciążę, może po prostu w pewnym momencie stwierdzić, że nie chce dłużej nosić dziecka, które urodziłaby kilka miesięcy później. Zmuszenie jej do tego jest pozytywnym zobowiązaniem, a więc naruszeniem jej wolności i prawa do decydowania o własnym ciele.
(?)
Mateusz Machaj
Juliusz Jabłecki

Wyświetlony 5199 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.