czwartek, 30 wrzesień 2010 07:42

Koniec lewicy?

Napisane przez

III Rzeczpospolita zapewniła postkomunistycznej lewicy niezasłużenie długi żywot pośmiertny. W pierwszych wolnych, demokratycznych wyborach 4 czerwca 1989 roku społeczeństwo wyraźnie odrzuciło dotychczasową komunistyczną władzę. Ten wybór został jednak odrzucony przez postkomunistów, czego można się było spodziewać, ale został też zlekceważony przez część opozycji, która miała być demokratyczna i która dzięki tym wyborom doszła przecież do władzy.

Był to pierwszy poważny błąd III RP, po którym trudno było oczekiwać nadmiernej wiary w demokrację i nowe elity polityczne. Zamiast tego wybrano na prezydenta gen. Jaruzelskiego, a partii komunistycznej dano swobodę zatarcia śladów po swym procederze. Układ Okrągłego Stołu pozwolił owej lewicy przetrwać, przemalować szyldy i wizerunki, przerobić się na odnowioną partię niby socjaldemokratyczną, w końcu nieźle uwłaszczyć się i powrócić do władzy. To część opozycji, która również doszła wówczas do władzy i dzieliła ją z postkomunistami, jest współodpowiedzialna za rujnujące kraj dalsze rządy lewicy. Pamiętamy przecież, jak media owej opozycji broniły postkomunistów przed rozrachunkami jak przed linczem, jak straszyły wojną domową i polowaniami na czarownice, a zwolenników najłagodniejszej nawet, symbolicznej dekomunizacji nazywały nienawistnikami i oszołomami. Pozwolono wtedy na zniszczenie archiwów i zatarcie śladów zbrodniczej działalności służb komunistycznego państwa od początków PRL.
Czy można jednak w ogóle mówić o lewicy po komunizmie? Pominę już orientację według podziałów politycznych "lewica-prawica", które niewiele już znaczą, bo kategorie te zmieniły swe znaczenie tak, że są często własnym przeciwieństwem, odwrotnością tego, co niedawno głosiły. Po komunizmie, zwłaszcza u nas, powinno się właściwie mówić "pseudolewica", bo jest ona obciążona "dziedzicznie" systemem totalitarnym, który wyniszczył jej pierwotne, nawet pozytywne, treści, a zmiana szyldów i nazw nie wystarczy. Nie jest to już partia "postępowa", dążąca do "sprawiedliwości społecznej" i wyrównywania nadmiernych różnic i szans poszczególnych grup społecznych. Przeciwnie, lewica postkomunistyczna stała się partią najbardziej zachowawczą, konserwatywną, a w języku ortodoksyjnych komunistów, który warto przypomnieć przy tej okazji, "wsteczną i reakcyjną", bo za odmienioną fasadą dążącą do zachowania władzy i wpływów, teraz zaś również coraz pokaźniejszych majątków. Pozostała frazeologia "wrażliwości społecznej", szumnie podnoszona przed kolejnymi wyborami, skierowana do wciąż naiwnych wyborców, która do niczego nie zobowiązuje, bo jest już tylko jawną i cyniczną grą o władzę z jej przywilejami i bezkarnością. Ruina państwa, korupcja władzy i zapaść społeczna są najbardziej widocznym skutkiem rządów tzw. lewicy w ostatnim czasie. Trzeba było kilkunastu lat kosztownych eksperymentów z tolerancją wobec postkomunistów, by dojść do tego, co było jasne od początku, do konieczności radykalnej zmiany po PRL, takiej, o jakiej zdecydowali obywatele w demokratycznych wyborach 4 czerwca 1989 roku.
W obecnej sytuacji, gdy post-PRLowskiej lewicy grozi zejście ze sceny politycznej, próbuje ona starych sztuczek, nowej retoryki, mimikry, przemalowania szyldów na europejską socjaldemokrację i nowe trendy ideologiczne. Nowy "klon" SLD ? partia SDPL to właśnie hybryda liberalnej lewicy, już bez "wrażliwości społecznej", bo z pełną akceptacją zasad nowego kapitalizmu i z oklepanymi już standardami "poprawności politycznej", tolerancji, walki z szowinizmem, ksenofobią, antysemityzmem, przeszczepionymi z liberalnej lewicy zachodniej. Nowa polska lewica chce się odciąć od korupcjogennej pępowiny SLD, ale nie chce przecież zrezygnować z władzy.
Uczciwa partia lewicowa, która próbowałaby zaradzić rzeczywistym, a nie iluzorycznym lub importowanym z Zachodu, problemom społecznym, jakich nie brak w Polsce po komunizmie, byłaby, oczywiście, potrzebna. Musiałaby się jednak zająć sprawami bardziej "przyziemnymi": bezrobociem, zubożeniem większości społeczeństwa i "dziedziczeniem biedy", podupadającą prowincją i patologiami społecznymi, a także negatywnymi skutkami integracji europejskiej, które wkrótce nastąpią, zwłaszcza na wsi i w małych miastach. Ale SDPL woli raczej kierować się standardami zachodnioeuropejskimi, które u nas są ideologią zastępczą, pozorną i drugorzędną. Nowa lewica skończy podobnie jak zachodnia ? na powtarzanych do znudzenia hasłach tolerancji dla aborcji, wolności dla kobiet, z prostytucją włącznie, równości dla marginesu seksualnego i ekologii, czyli, zdaje się, praw dla zwierząt na równi z ludźmi, a więc i praw człowieka.
Naszym problemem jest nie aborcja, lecz demografia i starzejące się społeczeństwo, które nie będzie mogło udźwignąć narzuconych standardów, nie mówiąc już o fizycznym przetrwaniu. Problemem jest nie zabezpieczanie wszelkich swobód i fikcyjnych równości, lecz degradacja i zubożenie dużej części społeczeństwa, rozpad więzi rodzinnych i, co za tym idzie, groźba patologii następnych pokoleń, psychologiczna zapaść w wielu grupach w warunkach totalnej konkurencji i niezbędnej przebudowy kraju, a zarazem w opresyjnych i korupcyjnych warunkach działania obecnego państwa. To są prawdziwe problemy, z którymi musi zmierzyć się lewica, jeśli chce być partią dla ludzi, a nie dla polityków, ideologów i rozmaitych działaczy, którzy chcą rządzić innymi ludźmi. Zapowiadany przez nią program to znów import i kalka z krajów, które mają swoje, dla nas jednak sztuczne i wyspekulowane problemy. Taka partia lewicowa nie wyraża autentycznych potrzeb społecznych, lecz znów jest partią władzy, posiadania i utrzymywania władzy, jak poprzednio SLD i jej poprzedniczki PZPR i PPR, narzucające społeczeństwu swój ideologiczny program.
Partia ta chce najwyraźniej nawiązać do lewicowych partii europejskich przed naszym wejściem do UE, ale jest swego rodzaju karykaturalnym "klonem" zachodnim, niedostosowanym do naszych warunków. Lewica zachodnia zresztą również pogubiła się po upadku komunizmu radzieckiego i przeszła na stronę liberalnego populizmu, robiąc ideologię wziętą z jakiejś mieszaniny haseł ekologii, feminizmu i wszelakiego seksualizmu. Dla wyznawców dawniejszej lewicy, pamiętającej jeszcze jej prospołeczne ideały, musi to być jakieś groteskowe wynaturzenie, obliczone na poparcie ludzi coraz bardziej nieświadomych rzeczy, niedojrzałych i wykorzenionych.

(?)
Marek Klecel

Wyświetlony 6706 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.