czwartek, 30 wrzesień 2010 09:47

W poszukiwaniu zwycięzcy arabskiej awantury

Napisane przez

Medialną dyskusję poświęconą rocznicy wybuchu i oficjalnego zakończenia wojny w Iraku można by streścić jednym zdaniem ? w Mezopotamii otworzono puszkę Pandory, a potykając się o rozbite wagoniki madryckich pociągów my, mieszkańcy zachodniego świata, z niepokojem wyglądamy jutra. Jednakże iraccy Kurdowie nie podzielają naszych obaw. Dla nich lepiej być nie mogło, a w końcu to właśnie oni ? wraz z tamtejszymi szyitami ? wypełzli z owej puszki.

Kurdowie stanowią cypel irańskiego, a szerzej rzecz ujmując ? indoeuropejskiego półwyspu, który wcina się w morze ludów semickich i tureckich. Z sąsiadami poza miejscem zamieszkania łączy ich wyznawana religia ? podobnie jak Turcy czy Arabowie w przeważającej mierze są sunnitami. Zamieszkują w większości południowo-wschodnie tereny Turcji, północną Syrię, zachodni Iran i północny Irak, prócz tego liczna diaspora osiedliła się na zachodzie Turcji (w Stambule), a również w Niemczech, Szwecji i na Kaukazie Południowym. Ogólnie liczbę Kurdów ocenia się na 30 mln, stąd wielokrotnie można usłyszeć, że Kurdowie są "największym narodem pozbawionym własnego państwa".
Podzielony pomiędzy sąsiadów kraj wywołuje, szczególnie w Polsce, jednoznaczne skojarzenie z rozbiorami. I tu, i tam "zaborcy" eksperymentowali w ramach rozwiązywania "problemu ludności autochtonicznej". Lecz gdyby pokusić się o inną historyczną analogię, to metaforą Kurdystanu byłaby raczej Italia w przededniu marszu "tysiąca czerwonych koszul". A skoro tak, to gdzież zatem miałby znajdować się ów "kurdyjski Piemont"? W opinii analityków i komentatorów ulokowany jest on między Sulejmaniją, Kirkukiem, Mosulem a Irbilem ? na północy Iraku.

Kurdyjskie parapaństwo
Właśnie tam, czyli według terminologii kurdyjskiej w Kurdystanie Południowym, od czasu pierwszej wojny w Zatoce (1991 r.) powstało de facto niezależne od Bagdadu "państwo", na terenie którego władzę sprawują dwie konkurujące ze sobą organizacje zbudowane na tradycyjnej strukturze rodowej: Demokratyczna Partia Kurdystanu Masuda Barzaniego i Patriotyczna Unia Kurdystanu Dżalala Talabaniego.
Choć nie uznawany za podmiot prawa międzynarodowego, to jednak Kurdystan Południowy może poszczycić się wszelkimi atrybutami "prawdziwego" państwa: ma własne władze, ma parlament, a także siły zbrojne (peszmergowie ? milicja partyjna). Zadbano również o akcesoria z warstwy symbolicznej, konieczne do samoidentyfikacji ? nad wszelkimi urzędami powiewa zielono-biało-czerwony sztandar (nb. barwy używane przez inne ludy irańskie, por. flaga Iranu i Tadżykistanu) ze słońcem w środku. Nadto kurdyjskie parapaństwo szykuje się do stworzenia własnej floty powietrznej Air Kurdistan, by połączyć macierz z rozsianą po Europie diasporą.
Zapomniani beneficjenci wojny Busha-seniora pozostawali w ukryciu za 36 równoleżnikiem do czasu, gdy nieoczekiwanie przypomniały sobie o nich Stany Zjednoczone, gotujące się do interwencji zbrojnej przeciwko Saddamowi Husajnowi. Powód był banalny: Turcja ? ów tradycyjny sojusznik USA w regionie ? nie spełniła pokładanych w niej nadziei, więcej nawet ? parlament w Ankarze niemal w wigilię ataku sprzeciwił się stacjonowaniu we wschodniej Anatolii wojsk amerykańskich.
Na poufne rozmowy z Amerykanami zaczęto zatem zapraszać liderów PUK i PDK, których bojówki ramię w ramię wspomagały później sprzymierzonych na północnym froncie. Po obaleniu władz w Bagdadzie pięciu Kurdów weszło do 25-osobowej Rady Zarządzającej, w której teka ministra spraw zagranicznych przypadła Kurdowi Hosziarowi Zebariemu. Peszmeregowie brali udział w poszukiwaniach i schwytaniu ukrywającego się Saddama (o czym pierwszy obwieścił światu Talabani). Ponadto Kurdystan Południowy zdawał się być w porównaniu z pozostałymi sektorami okupacyjnymi Iraku, oazą pokoju i stabilności. Nie można wreszcie zapominać o bogatych w ropę okolicach Kirkuku. Summa summarum Kurdowie "wypełzli" na arenę międzynarodową; a podczas rozmów o przyszłości postsaddamowskiego dziedzictwa zaczęła się pojawiać koncepcja państwa federacyjnego z autonomicznym, a niekiedy wręcz z niepodległym, Kurdystanem. Wizja taka przyjmowana jest z dużym zaniepokojeniem w państwach ościennych, a szczególnie w Turcji.
Problem kurdyjski nie jest dla Turcji niczym nowym, jednakże wprowadzony przez Mustafę Kemala Atatürka system państwowego nacjonalizmu ignorował a priori istnienie mniejszości narodowych, uważając wszystkich obywateli za Turków, niezależnie od ich pochodzenia etnicznego. Wszelkie wzmianki na temat mniejszości narodowych były uważane za zagrożenie dla spójności państwa (mieszanka narodowościowa państwa Osmanów była w pewnym sensie przyczyną jego upadku), a w południowo-wschodniej Anatolii mieszka spora (12-15 mln) i aktywna mniejszość kurdyjska.

Casus PKK
Ankara przez lata miała problemy z terrorem marksistowskiej Robotniczej Partii Kurdystanu PKK. W ciągu ostatnich dwudziestu lat podczas walk i zamachów zginęło 36 tys. osób, trudno zaś oszacować liczbę masowej emigracji. Ucieczka z terenu walk pogłębiła kryzys ekonomiczny w prowincji, od lat należącej do najbardziej zacofanych i niedoinwestowanych części kraju.
W 1999 r. lider partii Abdullah Öcalan został pojmany i osadzony w więzieniu (jego aresztowanie było możliwe dzięki skutecznemu naciskowi na Syrię, która początkowo udzieliła mu schronienia, a w przeszłości szkoliła marksistowskich rebeliantów). Następująca zaraz po tym kontrofensywa armii tureckiej we wschodniej Anatolii, a także ogłoszenie przez PKK jednostronnego rozejmu uspokoiło sytuację w tej części kraju. Pozbawiona przywódcy partia uległa zdecydowanemu osłabieniu i utraciła dawną siłę oddziaływania. Od 2002 r. dwukrotnie już zmieniała nazwę: najpierw na Kongres Wolności i Demokracji Kurdystanu KADEK, a pod koniec października 2003 r na Kongra-Gel (Ludowy Kongres Kurdystanu); organizacje te odcięły się od marksistowskiej przeszłości i działalności terrorystycznej, a postulat niepodległego państwa zastąpiły koncepcjami federalistycznymi.
Jednak jeszcze przed powołaniem Kongra-Gel parlament turecki przyjął ustawę amnestyjną "o społecznej integracji" (zwaną "ustawą skruchy"), której głównym celem było wywabienie ukrywających się w górach na pograniczu irackim ok. 5 tys. rebeliantów b. PKK, zbiegłych tam podczas pierwszej wojny w Zatoce (od tego czasu na terenie północnego Iraku w rejonie przygranicznym do dziś stacjonuje ok. 2 tys. tureckich żołnierzy). Beneficjentami amnestii ? z której wyłączono liderów Kongresu ? zostali ci, którzy wyrażą życzenie powrotu "na łono społeczeństwa", bijąc się przy tym w piersi, tj. złożą broń i zadeklarują współpracę z władzami. Celem ustawy, poza próbą "odpokutowania" Ankary za coroczne raporty w kwestii przestrzegania praw człowieka, było przede wszystkim osłabienie morale i solidarności kurdyjskich separatystów. Coraz częściej pojawiają się doniesienia, że w łonie Kongresu dochodzi do tarć i walk frakcyjnych, a tendencje zmierzające do rozpadu środowiska kurdyjskich postmarksistów są coraz silniejsze.

(?)
Jarosław jot-Drużycki
Wyświetlony 4818 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.