czwartek, 30 wrzesień 2010 11:33

Pasja Mela Gibsona

Napisane przez

Mianem "najważniejszego, być może, wydarzenia w kulturze nowego stulecia, nie tylko tego sezonu" określił konserwatysta Newt Gingrich nowy film Mela Gibsona "Pasja Jezusa Chrystusa". Jakby w odpowiedzi nestor amerykańskiego liberalnego dziennikarstwa, Andy Rooney, w programie CBS "60 minut", nazwał reżysera "narwanym wariatem" i skierował do niego bezczelne pytanie: "Ile milionów dolarów zamierza on zarobić na nowym ukrzyżowaniu Jezusa Chrystusa?". W rozpiętości tych choćby ocen – od prawicy do lewicy- zamyka się w jakiś sposób klimat i temperatura tej nie-wiarygodnej dyskusji, jaka rozpętała się, w dodatku na wiele miesięcy przed premierą "Pasji", i nic nie wskazuje na to, aby miała ucichnąć po jego rekordowym wejściu do 3500 kin w samej tylko Ameryce.

Najpierw fakt już tylko nawiązania do tradycji przedwielkanocnych widowisk pasyjnych (w formacie dużego filmu znanego aktora i reżysera, który na dodatek powoływał się na własną głęboką wiarę, a także chęć zamanifestowania swoich katolickich uczuć na ekranie, z nie ukrywaną misją wobec współczesnych), uderzyła jak grom w opiniotwórcze elity żydowskie w tym kraju. Posypały się najpierw pod adresem śmiałka i jego projektu dosadne inwektywy publicystów "New York Timesa", a w ślad za nimi wielokrotne słowa ostrzeżeń ze strony kluczowych rabinów, liderów głównych organizacji żydowskich, podobnie jak komentatorów głównych gazet ? którzy samego filmu jeszcze nie widzieli ? że to prowokacyjny, zawsze niebezpieczny pomysł, bo już ich przodkowie mówili im, jak to na wiosnę, na Ukrainie i w Polsce "upita tanią wódką i historiami o męce Chrystusa" czarna ciżba ruszała aby "wymordować tylu Żydów, ile tylko zdołają wyrżnąć po drodze", jak elokwentnie ujął to chociażby Michael Coren w "Toronto Sun" z 21 lutego br.
Przywódcy wielkich instytucji ,takich jak Anty-Defamation League, American Jewish Committee czy Simon Wisenthal Foundation, z kolei na zmianę alarmowali w telewizji amerykańską opinię publiczną groźbą "uwolnienia całej lawiny nowego antysemityzmu", przez sam już fakt sięgnięcia po Ewangelie Nowego Testamentu, w których padają słowa żydowskich kapłanów żądających śmierci Chrystusa, nawet za cenę tego, aby "krew spadła na nich i ich dzieci". Nie pomogło, że w geście dobrej woli Mel Gibson ustąpił, wyciął tę scenę, a także zapewniał w wywiadach, "wszem i wobec", że nie tylko "nie jest antysemitą, a wręcz kocha starszych braci w wierze". Ktoś na koniec przypomniał, że Jezus przyszedł na świat w rodzinie żydowskiej, zgodnie z tą tradycją i religią był chowany, głosił dobrą nowinę Żydom, a jego apostołami byli też Żydzi. A więc cała ta historia obracała się w kręgu tamtej, żydowskiej cywilizacji! Wobec tego pojawiły się na odmianę głosy, że aby Golgotę pokazać "we właściwej historycznej perspektywie" ? film powinien kończyć się napisem, że takich ukrzyżowań odbywały się w tamtych historycznych czasach tysiące, nie było w tym nic nadzwyczajnego, a ofiarami byli zawsze Żydzi". Gibson musiał zacząć przypominać, że Kościół Jana Pawła II potępia antysemityzm jako grzech ciężki i że takie intencje były mu obce. W odpowiedzi nagrano wywiad z jego sędziwym ojcem, który podał w wątpliwość liczbę ofiar Holocaustu, pytając w dodatku, "skąd niby tylu Żydów znalazło się w Bronxie i na Mannhattanie", co natychmiast okrzyczano triumfalnie: "Toż to czystej wody antysemita! A wiadomo, że jabłko spada niedaleko od jabłoni…".
Presja na twórcę filmu "Pasja" ani przez chwilę nie ustawała i dalej nie ustaje. Najpierw zaczęto kwestionować "prawdę historyczną" samej Ewangelii, na której film został oparty, twierdząc, że jest to świadectwo uczniów, w dodatku po wielu latach od samych wydarzeń, pisane z oczywistym celem ich przedstawienia z tendencyjnej perspektywy autorów, zainteresowanych krzewieniem nowej wiary, a zatem zupełnie "nieobiektywne". Potem podważano dziejowe prawdopodobieństwo układu, w którym śmierci Chrystusa domaga się żydowski establishment Jerozolimy, a Piłat długo pozostaje tej decyzji niechętny. Piłat miał być,wedle tych samych znawców, bezwzględnym rzymskim administratorem, wydającym seryjnie takie wyroki. Przy okazji niektórzy publicyści wyrazili zdziwienie, dlaczego dotąd nie protestują Włosi i ich organizacje w Ameryce, skoro Rzymianie są tu przedstawieni jako okrutni siepacze. Ostatnią nowością jest zarzut, że film Mela Gibsona niesłusznie przywraca łacinę w ustach Rzymian, a aramejski w mowie Żydów. Eksperci żydowscy dowodzą teraz triumfalnie, że w Jerozolimie I wieku naszej ery mówiło się głównie po grecku, tak jak elity rosyjskie używały na dworze języka francuskiego!
Prezentując wcześniej krótką historię eksploatowania przez filmowców w pierwszych stu latach kina wątków Chrystusa i jego pasji, starałem się zwrócić uwagę na to, że jak długo produkowano tę "Największą historię, jaką kiedykolwiek opowiedziano" jako kostiumowe widowisko, w stylu serii naiwnie zlepionych kiczowatych obrazków, nie budziło to jakichkolwiek kontrowersji. Protesty, oburzenie i wręcz administracyjne zakazy przeciwko "tym bluźnierstwom" zaczęły się od czasu, kiedy temat Pasji podjęli ambitniejsi i zdolniejsi współcześni reżyserzy, starający się historię Chrystusa swoiście zinterpretować bądź zaktualizować jej znaczenie. To choćby przypadek Pier Paolo Pasoliniego, który widział w Jezusie rewolucjonistę i trybuna ludowego swoich czasów, Kazantzakisa i Scorsese, tropiących pokusy, z jakimi zapewne zmagał się na ziemi Syn Człowieczy, żyjąc w kulturze i czasach ostrych namiętności. Taki też był los kanadyjskiego "Jezusa z Montrealu", kontrastującego dzisiejsze brzmienie słów Ewangelii (w ustach aktorów pasyjnego widowiska plenerowego) z otaczającą ich korupcją i wynaturzeniami codzienności Quebecu, filmu, w którym aktor grający rolę Zbawiciela staje się nagle nieznośnym wyzwaniem dla hierarchii kościelnej, otoczenia i środowiska ? trzeba go więc jak najrychlej usunąć…
Czym jest w istocie, na tle całej tej tradycji i sprzecznych, z góry bardzo negatywnych oczekiwań, autorska wizja i obecna, samodzielna produkcja amerykańskiego Irlandczyka, który tęskni za łacińską Mszą Świętą i żyje sentymentami za przedsoborowym Kościołem? Na czym polega wielkie wyzwanie Mela Gibsona w jego "Pasji", która stara się zerwać z tradycją hollywoodzkiego widowiska, a postawić na koniec poważną propozycję, że musimy dziś powrócić do prawdziwej chrześcijańskiej tradycji i kultury, odnowić się w niej i umocnić, a nade wszystko zrozumieć dla siebie sens ofiary i odkupienia w Golgocie Jezusa Chrystusa? Czy jest więc ten utwór dla wierzących katolików, czy głównie, jeśli nie wyłącznie, przeznaczony dla będących już w Kościele, choć często o płytkich przekonaniach, niedostatecznej wiedzy, w dodatku tak osłabionych w swych przekonaniach przez napór współczesnej konsumpcyjnej cywilizacji, która wciska się wszystkimi kanałami do naszego codziennego życia?
Totalne zaskoczenie, jakie rzeczywiście przynosi "Pasja", polega na bezkompromisowej konfrontacji widza z epoką, nauką i męczeńską śmiercią Jezusa Chrystusa, człowieka żywego, pokazanego tu bez jakiegokolwiek historycznego dystansu. Gibson wrzuca od pierwszej chwili widza w kocioł dramatycznych zdarzeń, czyniąc go naocznym świadkiem ostatnich, jakże bolesnych 12 godzin życia Nauczyciela z Nazaretu. Jezusa poznajemy w trakcie żarliwej modlitwy, kiedy przeżywa kryzys i zaczyna się nagle, lecz po ludzku, lękać czekającego go teraz "kielicha cierpienia", dlatego błaga Boga o jego oddalenie. Naprzeciw doświadczającego "krwawych potów" proroka, stoi szatan sączący Mu niemal w ucho wątpliwości, że "nie ma człowieka, który by zdołał wziąć na siebie brzemię grzechów całej ludzkości". Żmija wypuszczona przez władcę zła zostaje natychmiast zgnieciona sandałem Chrystusa, decyzja zapadła. już widać pochodnie zbliżającej się straży kapłanów z Judaszem na czele. Nie ma ucieczki, misja musi być wypełniona do końca.

(?)
Wojciech A. Wierzewski
Wyświetlony 5246 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.