sobota, 02 październik 2010 12:29

Zaproszenie do Muzeum Muru Berlińskiego

Napisane przez

Odwiedzających Berlin pragnę gorąco zachęcić do zwiedzenia Muzeum Muru Berlińskiego ("Mauermuseum"; "Haus am Checkpoint Charlie"). Można tam zapoznać się z dwoma aspektami ludzkiej pomysłowości. Pierwszy dotyczy kreatywności w planowaniu i realizacji ucieczek ludzi, którzy nie pozwalali się "zakuć w kajdany". Drugi aspekt dotyczy z kolei metod maksymalnego utrudnienia takich ucieczek, a co za tym idzie, "zgnojenia" drugiego człowieka.

Młodszym Czytelnikom należy przypomnieć, że Mur Berliński został zbudowany przez władze komunistycznych Niemiec Wschodnich (dziś już to państwo nie istnieje) w celu zapobieżenia coraz częstszym ucieczkom obywateli do Berlina Zachodniego, pozostającego pod administracją trzech mocarstw zachodnich: Anglii, Francji i USA. Budowa Muru i innych przeszkód była pewnym procesem, który zapoczątkowany został 14 sierpnia 1961 roku.
Eksponaty zgromadzone w muzeum to m.in. samochody z przemyślnie skonstruowanymi kryjówkami dla ludzi przemycanych na Zachód, konstrukcje ultralekkich aparatów latających (np. balon na gorące powietrze, którym uciekły dwie rodziny jednocześnie, lub też lotnie czy motolotnie) oraz własnoręcznie sporządzony specyficzny sprzęt do nurkowania. Szczególną ciekawostkę stanowi udokumentowany przypadek obywatela pewnego państwa zachodniego, który przemycił swą narzeczoną w dwóch (tak!) walizkach! Jak to możliwe? Można przekonać się na miejscu. Inny mężczyzna postanowił popłynąć do Danii kajakiem przez Morze Bałtyckie, przy czym część podróży przyszło mu odbyć w warunkach sztormowych, czego oczywiście nie planował. Podróż ta pewnie skończyłaby się w odmętach Bałtyku, gdyby desperata nie wyłowiła załoga duńskiego statku wycieczkowego. Inny człowiek przemycił kobietę na dachu swego samochodu w dwóch wydrążonych deskach surfingowych nałożonych jedna na drugą. Wielu ludzi forsowało mur, rozbijając go rozpędzonymi ciężarówkami bądź autobusami; jeszcze inni kopali tunele (najdłuższy miał 145 m długości!). Ponadto przemycano ludzi we wnętrzu ogromnego agregatu spawalniczego, radiowego sprzętu stereo (w połowie XX wieku miał duże rozmiary, o czym dziś się nie pamięta) czy też aparatury nagłaśniającej słynnego piosenkarza odbywającego tournée po Niemczech.
Przykładów tam zgromadzonych można by wymieniać wiele. Nie wszystkie jednak ucieczki zakończone były pomyślnie. Należy pamiętać, że komunistyczny aparat represji Niemieckiej Republiki Demokratycznej ("Demokratycznej"?) dążył do maksymalnego utrudnienia podróży w jedną stronę, starając się niejednokrotnie zmienić jej kierunek w stronę cmentarza.
Uciekający ludzie skakali z okien budynków stojących przy granicy w stronę Berlina Zachodniego, by potem szybko przebiec na drugą stronę lub przeskoczyć mur. Położono zatem w takich miejscach na ziemi metalową kratę z wystającymi kilkucentymetrowymi kolcami, co czyniło bardzo prawdopodobne przebicie stopy (na wylot!) przez skaczącego ryzykanta. Ponieważ i tak ludzie skakali, więc w końcu budynki te wyburzono, aby uciekinierów można było dostrzec z daleka i złapać (bądź zastrzelić).
Zbudowano mur i otoczono go dużą ilością straży. Ustawiono zasieki, postawiono wiele wież obserwacyjno-strzelniczych (vide: hitlerowskie i stalinowskie obozy). Z upływem czasu wciąż doskonalono te metody. Oddać należy honor tym żołnierzom NRD-owskiej Straży Granicznej, którzy ochoczo strzelali do uciekinierów, bardzo starając się ich jednak nie trafić. Niestety, wielu innych miało mentalność przysłowiowych "psów ogrodnika", co zaowocowało dużą ilością śmiertelnych ofiar oraz ciężkich obrażeń u uciekinierów.
Na szczególną uwagę zasługuje zastosowanie na całej granicy pomiędzy NRD a RFN około 54 000 samostrzelających pułapek, które uruchamiane były przez potrącenie linki przez próbującego nielegalnie przekroczyć granicę. "Samopały" te nie były wyposażone w zwykłą amunicję, lecz w ładunek powodujący tzw. efekt "dum-dum", czyli rażące w sposób rozpryskowy, powodując wiele niepotrzebnego cierpienia i ciężkich obrażeń ciała, a co za tym idzie, czasem wielogodzinne konanie, nawet pomimo natychmiastowego udzielenia pomocy lekarskiej przez stronę zachodnią. Należy przypomnieć, że w owym czasie stosowanie takich ładunków zakazane było przez Konwencję Genewską.

(?)
Maciej Świerzy
Wyświetlony 4683 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.