piątek, 12 listopad 2010 15:06

Właściwe i niewłaściwe ofiary Holocaustu

Napisane przez

Oświadczenie Bożeny Urbanowicz-Gilbride na temat jej rezygnacji z dalszego udziału w Krajowej Radzie Polsko-Żydowskiej po odmowie uznania jej za ofiarę czasów Holocaustu

W dniu 5 maja br. ja, Bożena Urbanowicz-Gilbride, złożyłam oficjalnie rezygnację z dalszego udzialu w pracach Krajowej Rady Amerykanów Polskiego Pochodzenia i Amerykańskich Żydów (NPAJAC), w której pracowałam jako członek w ostatnich siedmiu latach. Uznałam, że nie mogę być dalej członkiem organizacji, ktora odmawia pięciu milionom Polaków prawa do traktowania jako ofiar Holocaustu.
Dnia 18 marca br. otrzymałam list Zarządu wspomnianej Krajowej Rady, stwierdzający, co następuje: "Sama definicja Holocaustu w swojej specyfice uznaje rzeczywiste różnice pomiędzy traktowaniem Żydów i nie-Żydów podczas okupacji nazistowskiej w Polsce". I dalej: "Ta definicja jest zasadnicza i kluczowa, jako część naszych głębokich przekonań całej społeczności żydowskiej i także Krajowej Rady, ktora zawsze akceptowała ją w takiej wlaśnie formie".
List ten stanowił odpowiedź na moją prezentację "Nauczanie o Holocauście w Stanach Zjednoczonych", której dokonałam 18 listopada 2002, na forum Rady, przedstawiając się tam otwarcie jako katoliczka, Polka, osoba ocalała z Holocaustu ? mówiąc o moich własnych doświadczeniach w trakcie 13-letniego okresu wykładania o epoce Holocaustu w szkołach, świątyniach, kościołach, na forum uniwersyteckim w Stanach Zjedoczonych i za granicą. List do mnie został podpisany przez dwóch przewodniczących Rady ? mecenasa Johna Pikarskiego Jr. z Chicago, jako lidera Polonii w Radzie, oraz Martina Breslera w imieniu społeczności żydowskiej.
Trzon mojego wywodu ze wspomnianej prezentacji został odrzucony tak, jak gdyby fakt mego wyznania, że czynię to z perspektywy katoliczki ocalonej z Holocaustu, uczynił całą moją późniejszą wypowiedź nieważną. Po przeczytaniu aktu mojej rezygnacji na zebraniu Rady ks. John Pawlikowski, zarazem czlonek Rady Muzeum Holocaustu w Waszyngtonie, zwrócił się do mnie z wyjaśnieniem, że także tamta, wspomniana instytucja rządowa (USHMM) uznaje jedynie sześć milionów Żydów jako właściwe ofiary Holocaustu. Pozostalych pięć milionów "innych ofiar", jego zdaniem, ma też specjalne miejsce w tym Muzeum. Oczywiście, wiem, jakie ci inni mają swoje miejsce ? jest to miejsce w bocznej salce, gdzie spotyka się Rada, w ktorej należy siedzieć cicho i słuchać, a głos zabierać jest wolno jedynie wtedy, kiedy cię inni do głosu wywołają.
Jako Polka, katoliczka i ocalala z Holocaustu nie mam życzenia być oddzielana od moich współbraci w cierpieniu, czy to Żydów czy nie-Żydów..
Pamiętam doskonale, ile czasu poświęciła wspomniana Rada, kiedy debatowała szkody wywołane kazaniem księdza Henryka Jankowskiego w Polsce, ale kiedy rabin Friedman ? ten, który nazwał Papieża "durnym Polakiem" i nawoływał, aby "nie dawać pracy Polkom jako służącym ani też nie chodzić do polskich lekarzy ani prawników" ? nie było czasu, aby dyskusji na ten temat poświęcić choćby parę minut. Czy to jest w porządku?
Debaty nad Jedwabnem zajęły Radzie wiele czasu, mnóstwo e-maili, specjalną wyprawę do Polski, a także poświęcono im całe wydawnictwo Rady Amerykańskich Żydów, napisane przez czlonka Rady, Alvina Rosenfelda, wszystko po to, aby wciąż podtrzymywać wersję, że 1600 Żydów zginęło z rąk Polaków w 1941 roku, tak jak głosiła nędznie udokumentowana i ułomna książka Jana T. Grossa. W rzeczywistości znaleziono zwłoki 300 ofiar. W Polsce ukazała się publikacja "Nie zabijaj", wyrażająca w sumie zbiorowy żal i współczucie z racji tego zdarzenia. Polski Prezydent Kwaśniewski przepraszał publicznie (niektórzy twierdzą, że o wiele za wcześnie) za Jedwabne. Lecz przeprosiny są tylko wtedy coś warte, jeśli trafiają do ludzi, którzy je przyjmują. Nie doczekaliśmy się tymczasem ani ich uznania, ani akceptacji ze strony żydowskiej..
Członkowie Rady, reprezentujący społeczność Amerykanów polskiego pochodzenia, usiłowali wprowadzić na obrady przypadek Koniuchów, gdzie w czasie wojny polska ludność stała się ofiarami żydowskich partyzantów. Zostało to jednak szybko odrzucone przez pozostałych członków Rady. Czy to jest w porządku?
W roku 1998 David Harris z Komitetu Żydów Amerykańskich, organizacji, z której wyłoniono Radę, napisał emocjonalny esej na temat polskiej młodzieży, która śmieje się z młodzieży żydowskiej, gdy ta w ramach Marszy Żywych kroczyła po ulicach w pobliżu obozu Auschwitz. Był on również obrażony na polskie sklepy, ktore wystawiały "umyślnie" święte obrazy, zamiast umieszczenia tam haseł "Witamy". Pan Harris stwierdził wtedy, że stanowi to w pewnym sensie wyzwanie do "świętej wojny". Odpowiedziałam na ten głos na następnym zebraniu Rady w Chicago. Stwierdziłam, że pan Harris ma dość wysokie mniemanie o sobie, jeśli domaga się, aby życie stanęło w miejscu, a napisy "Witamy" pojawiły się zaraz na witrynach sklepów, które mija. .
Pamiętam też, że jakiekolwiek artykuły czy teksty, jakie pojawiały się w poczcie e-mail, pochodzącej od Rady, zawsze zawieraly takie formuły, jak "chociaż Polacy są antysemitami" bądź "Polska jest najbardziej antysemickim krajem". My, Polacy mogliśmy pisać tylko rzeczy prawiące komplementy pod adresem Żydów. Cokolwiek innego stanowilo od razu przykład naszego antysemityzmu. Czy to też jest w porządku?
Wszystko to znosiłam. Ale aby odmawiać Polakom i "innym" ofiarom tego samego Holocaustu prawa do miana ofiar tamtej zagłady stanowi już ostateczny cios dla mnie, jako osoby, która zawsze dążyła do jedności, pokoju, i po prostu uznania naszego miejsca w historii.

 

Bożena Urbanowicz-Gilbride
Southampton, Nowy Jork
Wyświetlony 3956 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.