czwartek, 11 marzec 2010 16:06

Mielizny mesjanizmu

Napisał

Gdybyśmy potraktowali religię z czysto naturalistycznego punktu widzenia, jako kulturowe narzędzie ludzkiej adaptacji do zmieniającego się otoczenia, moglibyśmy dostrzec, że te dwa rozumienia idei mesjańskiej prowadzić będą do dwóch odmiennych rezultatów w podejściu do zjawisk politycznych czy społecznych. Przynajmniej na najbardziej ogólnym poziomie podejście chrześcijańskie zdaje się promować bierność, zachowawczość i konserwatyzm, natomiast podejście propagowane przez judaizm ? aktywizm, dążenie do zmiany i wiarę w postęp. Oczywiście, pod wieloma względami sprawa ta jest dużo bardziej złożona i subtelna, niż sugerowałaby taka prosta charakterystyka, niemniej jednak można zauważyć, że na gruncie pierwszego podejścia łatwiej wypracować realny i sceptyczny stosunek do polityki, podczas gdy drugie łatwo może się stać podstawą do wizji utopijnych i rewolucyjnych.

Człowiekowi niewątpliwie trudno żyć bez nadziei na lepszą przyszłość, rozumianą bardzo konkretnie ? jako zaspokojenie niezbędnych potrzeb, a w dalszej mierze najbardziej wyszukanych pragnień. Chrześcijaństwo lokuje przedmiot owej nadziei poza światem materialnym i doczesnym, wprowadzając dość wygórowany wymóg uczestnictwa w wieczności, jakim jest śmierć. Takie rozwiązanie niewątpliwie pozwala w pewien sposób usprawiedliwiać istniejący porządek ? niekoniecznie jako najlepszy z możliwych, ale choćby jako niemożliwy do zmiany ? kładąc nacisk na zmianę i doskonalenie siebie, nie zaś na zmianę świata (co zresztą zgodne jest z częścią niechrześcijańskich doktryn moralnych, takich jak konfucjanizm czy taoizm). Mesjanizm judaistyczny natomiast ? ale także niektóre nurty radykalnego protestantyzmu ? rozbudza nadzieję na realizację królestwa doskonałości w świecie materialnym, w którym, co wynika niejako z logiki ludzkiej wyobraźni, musi ono mieć kształt doskonałego ustroju politycznego, w którym wszystkim zapewniona zostanie absolutna wolność, równość, bogactwo i szczęście. Warto tu dodać, że oba te nurty ? wywodzące się ostatecznie ze wspólnego pnia ? są wobec siebie zdecydowanie krytyczne, mimo pozorów współpracy. Teologowie katoliccy, między innymi w osobie obecnego papieża, od lat przestrzegają przed nawiązywaniem do tradycji ?zelotyzmu? i wpisywaniem historii zbawienia w polityczne dzieje społeczeństw, natomiast znawcy i wyznawcy judaizmu ? jak np. Emanuel Lévinas ? często zarzucają chrześcijaństwu ucieczkę przed palącymi problemami codzienności w zaświaty. Gdyby próbować to uogólnić, można by powiedzieć, że spór dotyczy zasadności wiary w to, czy człowiek może własnymi siłami zbudować raj na ziemi, czy też nie. Nie chodzi o to, czy może skutecznie poprawiać i kształtować swój los w pewnych konkretnych sytuacjach, ale czy jest on w stanie zmienić swoją egzystencję i naturę w tak diametralny i radykalny sposób, aby wyeliminować wszelkie zło i samemu, dzięki własnym siłom, przeprowadzić proces zbawienia.
 
Tego rodzaju spór, co nietrudno dostrzec, ma wymiar szerszy niż teologiczna debata między religiami i co najmniej od kilku stuleci w istotny sposób wpływa na losy cywilizacji łacińskiej. Można dyskutować nad tym, jakie okoliczności sprawiły, że polityczny mesjanizm zatracił formy religijne i często niemal całkowicie się zlaicyzował, przybierając postać politycznych ideologii cieszących się poparciem tłumów, podczas gdy mesjanizm typowo chrześcijański, a więc oddzielający historię zbawienia od historii politycznej, znajduje się dziś w odwrocie. Ważne jest w sumie to, że sama potrzeba zbawienia i karmienia się nadzieją na lepszą przyszłość nie znikła, choć bez wątpienia zamiast do enigmatycznych zaświatów i pośmiertnych obietnic zaczęła odwoływać się do czysto materialnego spełnienia, które w konsekwencji zaczęło nabierać bardzo realnych i konkretnych kształtów w ramach rozmaitych utopii. Co ciekawe, właśnie ta materialność, dosłowność i dosadność, w jaką opakowano ludzkie nadzieje, sprawiła, że tak trudno było i jest dostrzec ową utopijność ? a więc nierealność wielu projektów, które zamiast spokojnie rozrastać się w świecie fikcji, znalazły się na listach postulatów wyborczych. Ale, być może rzeczywiście rację miał Chesterton, mówiąc, że człowiek, który nie wierzy w Boga, jest w stanie uwierzyć w cokolwiek. Nawet w to, że istnieje realna szansa na radykalną zmianę naszego losu na tym padole łez.
 
Ciekawe, że owa ?wiara w cokolwiek? staje się udziałem coraz liczniejszych grup ludzi, wraz ze wzrostem oświecenia i demokracji. Z jednej strony może wydawać się to dziwne, gdyż właśnie ludzie oświeceni i wykształceni powinni pamiętać, że niezależnie od epoki przedstawiciele naszego gatunku miłują się i wyrzynają mniej więcej w stałych proporcjach, co najwyżej doskonaląc metody. Z drugiej jednak strony demokratyzacja, zwłaszcza w umacniającej się dziś formie demokracji socjalistycznej, przyczynia się do obniżenia poziomu wnikliwości. Co prawda, ludzie jeżdżą po świecie i znają po parę języków, jednak zazwyczaj w żadnym z nich nie mają wiele do powiedzenia, a pod względem naiwności często przewyższają średniowiecznego prostaczka czerpiącego całą swą wiedzę z kościelnych reliefów. Histeryczne zachowania sekciarskie są obecnie tak powszechne, że przestano je traktować jako dziwactwo, uznając za wyraz troski o siebie, świat czy ludzkość. Czymże jednak różnią się dzisiejsi ekolodzy, antyglobaliści czy entuzjaści zdrowej żywności od milenarystycznych biczowników ostrzegających przed rychłym końcem świata albo znachorów przygotowujących maść z ropuchy o wschodzie księżyca?
 
Trudno wymienić wszystkie dziedziny, w których rozwijał się i wciąż rozwija mesjanizm obiecujący doczesne rozstrzygnięcie ludzkich problemów. Obok religii, polityki i nauki znajdujemy go w ekologii i dietetyce, ufologii, teorii sztucznej inteligencji, marksizmie, feminizmie, psychoanalizie, antyglobalizmie, neognozie i ruchach New Age. W każdym wypadku wśród jego wyznawców i apostołów można znaleźć zarówno głęboko wierzących, choć naiwnych, entuzjastów, jak też cynicznych graczy, wykorzystujących tych pierwszych i zbijających fortunę na głoszeniu obietnic lepszego jutra. Olbrzymia i powszechna potrzeba zaspokojenia eschatologicznych nadziei, choćby i za cenę karmienia się ciężkostrawnymi bzdurami, świadczy o tym, że mimo postępu technicznego i rzekomej racjonalizacji życia, ilość zabobonów nie maleje, co więcej, technika wraz z nauką wytwarzają i wspierają nowe mitologie, umiejętnie je racjonalizując. Jak pokazał niemal dwieście lat temu Schopenhauer, nie ma łatwiejszego sposobu na wmówienie ludziom rozmaitych idiotyzmów, niż zaprezentowanie ich jako ?naukowo udowodnionych?. Człowiek wówczas reaguje tak samo, jak dzikus z Borneo drżący przed potęgą szamana.
 
(?)
Wyświetlony 3089 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.