czwartek, 11 marzec 2010 16:20

Amerykańska Mamuśka (IX) MERRY CHRISTMAS

Napisane przez

Jak pewnie się dobrze domyślacie, biorąc jeszcze pod uwagę okołoświąteczne wariactwo, jakie panuje w Polsce, amerykańskie Boże Narodzenie dawno się już zaczęło. Ściśle rzecz biorąc ? zaczęło sie w dzień po Halloween, a więc 1 listopada. To wzbudziło liczne protesty wielbicieli Święta Dziękczynienia. Jestem oburzona faktem, że tak wcześnie radio zaczęło nadawać kolędy. Jak można tak zabijać ducha Thanksgiving? ? pisała czytelniczka w liście do lokalnej gazety. Adwersarze nie pozostawali dłużni: Pokaż mi choćby jedną płytę z piosenkami na Dzień Dziękczynia, a będę jej słuchać na okrągło, aż do czwartego czwartku listopada.

 

Z Thanksgiving jest problem: trudno je sprzedać. Jest zbyt mocno powiązane z kulturą i tradycją amerykańska, żeby dało się je wyeksportować. Zarobić można jedynie na indykach i żurawinie ? sklepy, co prawda, dwoją się i troją, by zachęcić klientów do kupowania indyków drewnianych i papierowych, do powieszenia, postawienia czy przyklejenia w domu i zagrodzie, ale cóż to jest wobec konsumpcyjnego szaleństwa z okazji Bożego Narodzenia? W ten dzień prawie nikt nie zagląda do restauracji, bo Thanksgiving to najbardziej rodzinne ze wszystkich amerykańskich świąt i nie do pomyślenia jest sytuacja, w której ktoś zostaje sam lub je świąteczny obiad w lokalu. Wszystko powinno być zrobione własnoręcznie ? żadnych gotowców czy półproduktów, co aż trudno wyobrazić sobie w amerykańskiej kuchni. To jedyny dzień w roku, kiedy amerykańska gospodyni przestaje być sobą (a może zaczyna?) i spędza parę godzin na gotowaniu.
 
Ruch obrońców Thanksgiving przypomina polskich obrońców świętego Mikołaja i pewnie, będąc Amerykanką, chętnie bym się do niego zapisała. Najlepsze jest to, że świętuje się mit, który nigdy nie był prawdziwy. Pierwsi biali osadnicy nie tylko nie biesiadowali w pełnej zgodzie z Indianami (było oczywiście wręcz przeciwnie), ale nawet nie mieli indyka. Co nie umniejsza w niczym wartości, jakie niesie Święto Dziękczynienia: wspólnie spędzonego czasu i podziękowania za całe dobro, jakie spotkało nas w ostatnim czasie.
 
Skoro na samym Thanksgiving nie da się zarobić, handel musi skorzystać w inny sposób: tuż po uroczystym obiedzie ruszają największe wyprzedaże w ciągu całego roku. Przed większymi i mniejszymi sklepami ustawiają się wielogodzinne kolejki amatorów nocnych zakupów; niektóre sklepy otwierają swoje podwoje już o dziesiątej wieczorem, inne czekają z tym do rana, racząc na początek zmarzniętych klientów kubkiem gorącej czekolady. I w ten sposób zaczyna się konsumpcyjne szaleństwo bożonarodzeniowe.
 
Staramy się bardzo pozostać odpornymi na tę świecką tradycję. Jak tylko się da, uciekamy z miasta na narty, przygotowania świąteczne ograniczając do niezbędnego minimum (w postaci dwunastu potraw wigilijnych na stole i fury prezentów pod choinką :)) To trochę skomplikowane w Utah, gdzie o pszenicy na kutię nikt nie słyszał, a maszynkę do mielenia maku można za grube pieniądze nabyć w sklepie z antykami. Poczta, oczywiście, nawala, jak wszędzie przed świętami, i skromna paczka z Chicago z opłatkami, grzybami na uszka i suszem na kompot idzie do nas ponad tydzień. Cóż, radzimy sobie, jak tylko się da.
 
Tymczasem oprócz pielęgnowania polskich zwyczajów, dołączyły do nas też amerykańskie: 13 grudnia zadzwonił dzwonek do drzwi i po otwarciu znaleźliśmy gwiazdę betlejemską w doniczce z karteczką Na pierwszy dzień Bożego Narodzenia. Nazajutrz czekały dla nas dwa opakowania światełek choinkowych, następnie były trzy czekolady, cztery pierniki, pięć skarpet do powieszenia pod kominkiem, trzy pary (a więc sześć sztuk) rękawiczek, siedem ściereczek kuchennych, osiem batonów, zestaw ośmiu pierniczków do polukrowania (z napisem 8 pierniczków + 1 lukier = 9), dziesięć bombek na choinkę i wreszcie jedenastofuntowy mrożony indyk. Jutro Wigilia, dwunasty i ostatni dzień Bożego Narodzenia. Trochę się obawiamy, że w progu pojawi się 12 mormonów z zaproszeniem do ich kościoła... Nieznanego dobrodzieja próbowaliśmy nakryć na gorącym uczynku lub nagrać na kamerę, ale bez skutku.
 
Tyle udało się mi wypichcić w przerwie miedzy różnymi zajęciami kuchennymi. Na jednak ciągle NADCHODZĄCE Święta Bożego Narodzenia życzymy Wam dużo ciepła w Waszych rodzinach i w Waszych sercach. Niech ten wspaniały czas świętowania kolejnych urodzin Jezusa przyniesie Wam radość i pokój na cały 2008 rok.
 
Wyświetlony 3102 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.