czwartek, 11 marzec 2010 18:15

Polskie tropy w Ameryce (XX): Ameryka i Polacy świętowali w Jamestown swoje 400-lecie

Napisane przez

To nie Krzysztof Kolumb jest ojcem chrzestnym Ameryki (gdyż nie postawił nawet swojej stopy na głównym lądzie), tytuł ten należy raczej do legendarnego kapitana Johna Smitha, który przyczynił się do powstania Jamestown, pierwszej osady w brytyjskiej Virginii. Rok temu, z początkiem maja rozpoczęły się tam wielkie uroczystości jubileuszowe, które uświetniła swoim przybyciem królowa brytyjskiej wspólnoty, Elżbieta II z małżonkiem, a podejmował ich jako gospodarz aktualny prezydent Stanów Zjednoczonych, George W. Bush. Nie było tylko słychać o Polakach w Jamestown, którzy znaleźli się w gronie pierwszych kolonistów z Europy, a swoją dumną postawą trwale zapisali się w dziejach XVII-wiecznej osady, o czym ktoś dzisiaj rad byłby zdecydowanie zapomnieć.

 

Jest to o tyle dziwne, że na poprzednim jubileuszu Jamestown (który odbywał się przed 50 laty, we wrześniu 1958 r.) historyczny telegram z gratulacjami dla Polaków przesłał na ręce ówczesnego prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, Karola Rozmarka, nie kto inny, jak sam prezydent Stanów Zjednoczonych, Dwight D. Eisenhower, nie szczędząc wcale gorących słów uznania. Od najwcześniejszych czasów ? czytamy w tekście depeszy ? Amerykanie polskiego pochodzenia dali naszemu krajowi wiele ze swojego bogatego dorobku kulturalnego, dziejowego i duchowego dziedzictwa. Odgrywają oni dalej żywotną role w rozwoju i tworzeniu perspektyw naszemu krajowi. Najlepsze życzenia z racji tych wspaniałych obchodów. Czy podobny w tonie i treści telegram nadesłał Polonii prezydent George W. Bush, kiedy jesienią 2008 r. polskie organizacje przybyły do Jamestown święcić 400-lecie lądowania tam polskich rzemieślników, a zarazem podjęcia przez nich precedensowej walki o prawa wyborcze na nowym lądzie? Odpowiedz brzmi ? niestety, nie.
 
Faktem pozostaje, że coś się zasadniczo zmieniło, i to in minus, w traktowaniu Polaków w kontekście Jamestown, a także otaczającej ich dotąd, wdzięcznej pamięci Ameryki. Wystarczy przypomnieć, że na poprzednich obchodach w Jamestown pojawili się wysocy urzędnicy z Departamentu Stanu. Fred A. Seaton, Sekretarz Spraw Wewnętrznych głosił wtedy otwarcie, że Polacy dali Ameryce w Jamestown ?tremendous contribution? (ogromny wkład), a sekundował mu ówczesny gubernator stanu Virginia, George M. Leader, który w swojej proklamacji nawoływał do uznania wielu cennych zasług, jakie narodowi amerykańskiemu wyświadczyli obywatele pochodzenia polskiego. Nie mówiąc już o utrwalonych w kilku publikacjach wystąpieniach pięciu kongresmanów (Franka C. Osmersa z Michigan, Daniela J. Flooda z Pennsylwanii, Clementa J. Zablockiego z Wisconsin, Thomsa J. Lane z Pennsylwanii oraz Alvina E. O?Konskiego z Wisconsin), którzy przy tej sposobności zarysowali całą, rozległą kartę historycznych zasług Polaków dla tego kraju przez dalsze stulecia.
 
Wydany z początkiem roku 2007 specjalny numer ?U.S. News and World Report? pod hasłem ?The First Americans? (zapowiadający wyjaśnienie nurtującej wciąż po latach zagadki: ?Co naprawdę zdarzyło się w Jamestown 400 lat temu??) dziesiątki stron poświęca osadzie i pierwszym pionierom, ich rodowodowi i oczekiwaniom, podobnie jak zadedykował odrębne studia indiańskim tubylcom oraz pierwszym czarnym Amerykanom. Wszystko to, oczywiście, zgodnie z regułami ?politycznej poprawności?, bowiem, jak czytamy w podtytule, czarni niewolnicy (którzy zjawili się tam zresztą długo po Polakach!) zmienili Jamestown i przyszłość narodu. Edycja magazynu nie poświęciła ani słowa rzemieślnikom z Polski, choć skrupulatnie wyliczyła osiem innych kategorii pionierów z Europy. Są to już próby z pogranicza rewizji historycznych faktów, bowiem wedle brytyjskich akt i dokumentów kompanii w Wirginii, Polacy byli w końcu tymi, którzy postawili wtedy na nogi ekonomię tamtej kolonii i zebrali największe komplementy wspomnianego wcześniej kpt. Johna Smitha, który ich osobiście wybrał i sprowadził, a także wystawił im jak najlepsze historyczne świadectwo w uznaniu dla ich talentów, w swojej książce ?The True Travels, Adventures and Observations of Capitane John Smith?, wydanej w Londynie w roku 1629. Ignorancja i lenistwo dzisiejszych reporterów z ?U.S. News & World Report? czy świadoma i celowa strategia ?poprawiania przeszłości??
 
Ubiegłoroczne huczne obchody powstania pierwszej europejskiej kolonii w Ameryce były już piątą uroczystością, jaką pamięta Jamestown. Po raz pierwszy świętowano na tę okazję już w r. 1807, zanim ostatecznie ucichły działa wojny o niepodległość Stanów! Pięciodniowy festyn zorganizowali wtedy mieszkańcy okolicznych osiedli ? Norfolku, Portsmouth, Petersburga oraz Williamsburga, przygotowując obywatelską paradę, prezentację statków na rzece James, podobnie jak oratorskie występy studentów z miejscowego College of William and May. Następne uroczystości, w roku 1857, na których wystąpił b. prezydent John Tyler, zgromadziły już 8 tys. przybyszy, których wzrok cieszyła demonstracja flotylli parowców, jak i przemarsz 16 kompanii wojska. Były fajerwerki, wielkie przyjęcie na 500 i więcej osób, tańce i cieszący się wielkim wzięciem, otwarty specjalnie na tę okoliczność amerykański ?saloon?. Trzystulecie Jamestown, w 1907 r., rozmachem przypominało wręcz słynne ?światowe wystawy?, jakie w tamtym stuleciu stały się ogromnie popularnymi wydarzeniami. Festyn, przygotowany w wojennym porcie Norfolk Naval Base, mógł przyjąć 1,2 miliona gości, którzy się zjawili z wielu stron Ameryki, aby obejrzeć pawilony z demonstracją najnowszych wynalazków i amerykańskiej techniki. Gościem honorowym był ówczesny prezydent Theodor Roosevelt, a mówcą fetowanym przez tłumy popularny pisarz i humorysta, Mark Twain, znajdujący się właśnie u szczytu powodzenia.
 
W 1957 r., na czwartych obchodach pamięci Jamestown po raz pierwszy na terenie dawnej brytyjskiej kolonii stanęła królowa Elżbieta II wraz z księciem Filipem, ściągając znów milionowy tłum do Wirginii. Z racji jubileuszu zrekonstruowano historyczne osiedle Jamestown, podobnie jak stworzono część rekreacyjną, budując również drogi dojazdowe, zdolne uczynić zeń atrakcję turystyczną na przyszłość.
 
(?)
Wyświetlony 2703 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.