poniedziałek, 05 kwiecień 2010 22:17

Być kobietą...

Napisane przez

Dawno, dawno temu, przechadzając się krakowskimi Plantami z zaprzyjaźnionym poetą, usłyszałam, że piękno nie tkwi w naturze, a w naszym jej udoskonalaniu. Że piękno wypływa z twórczości. Że twórczość, do jakiej jest zdolny człowiek, kształtuje owo piękno. I jak kamień z natury nie jest piękny, a pięknym czyni go dzieło ludzkich rąk, i jak kolory na palecie nie są piękne, a pięknymi czyni je dłoń malarza, tak też jest i z człowiekiem -  z jego duszą i z jego ciałem.

 

Rzecz tyczyła się wtedy kobiecości. Uparcie twierdziłam, że kobiecie nie potrzeba żadnych zbędnych dodatków, że tylko jej naturalność jest jej pięknem. Jej oczy bez cieni i tuszu, jej policzki bez pudrów, fluidów, jej usta bez szminek, błyszczyków, jej uszy bez kolczyków, nadgarstki bez bransolet. Uparcie do tego stopnia, że w duchu pomyślałam, iż mój poeta nie tylko nie wie, czym jest piękno, ale w dodatku, chcąc upiększać kobietę, chce poprawiać dzieło Boga, że to jest próżne i pyszne i... jak mogą mu się podobać te puste lalki upodobnione do kobiet, które życie trawią przed lusterkiem i nie potrafią wznieść się odrobinę wyżej, tam gdzie aniołowie, gdzie muzyka, gdzie święci, poeci, pisarze, malarze? Jak poeta może widzieć piękno (nie płynące z wnętrza) w sztucznym, plastikowym człowieku? Dawno, dawno temu, przejaskrawiając i doprowadzając do skrajności jego ujęcie piękna, nie zrozumiałam poety.
 
Czy kobiecość oznacza tipsy, farby na włosach, żółte buciki na dziesięciocentymetrowych obcasach? Czy oznacza obgryzione paznokcie, płaskie sandały, grzecznie upięty koczek? Czy poecie chodziło o puste lale? W żadnym wypadku. Znam człowieka, który w życiu kieruje się prostym stwierdzeniem: jeśli coś nie jest niemoralne, nie może być złe. Czy niemoralne jest wyglądać jak kobieta? Czy niemoralne jest być piękną? Czy niemoralne jest podkreślać piękno? Czy niemoralne jest podobać się mężczyźnie?
 
Sprzeciw, z którym się spotkał mój poeta, wypływał z takiego właśnie podejścia: wartościowsze jest dbanie o duszę, a nie o ciało (rzecz jasna, ale...). I ze stereotypu: kobieta, która wygląda jak ?z żurnala?, niczego wartościowego sobą nie przedstawia; kobieta, na którą nie zwraca się uwagi w tłumie ? szara myszka z książką w ręku ? ma wartość absolutną.
 
Dlaczego o tym piszę? Czekałam ostatnio na stacji metra na pociąg w stronę Kabat. Na peron weszła dziewczyna w białej bluzce wpuszczonej w modne od paru lat jasne szorty. Długie rozpuszczone włosy, pasek od torebki między piersiami, płaskie buty, delikatny makijaż, szczupła, opalona. Nie wyglądała wyzywająco, a ślicznie. Nie była ani ?pustą lalą?, ani ?szarą myszką?. Każdy mężczyzna musiał na niej zatrzymać wzrok, który potem ukradkiem wciąż ją dosięgał ? zdawać by się mogło ? mimowolnym spojrzeniem. Spojrzeniem, które wyrażało podziw, a nie drapieżną żądzę zawładnięcia tym naprawdę pięknym ciałem, i które krzyżowało się po drodze ze spojrzeniem wściekłym, zazdrosnym, należącym do ich mniej ładnych pań.
 
Patrząc na tę plątaninę niewypowiedzianych zachwytów i przemilczanych wyrzutów, szybciutko zdałam sobie sprawę z przynajmniej trzech stereotypów, jakimi przecież ja sama żyję:
 
1. Że mężczyzna myśli tylko o jednym
 
2. i dlatego lepiej jest nie rzucać się w oczy i nie narażać na gwałt spojrzeniem, czy ocenę mojego ja miarą mojego wyglądu.
 
3. Że ?szare myszki? są bardziej wartościowe od ?pustych lalek?, bo nie interesuje ich, co myślą o nich inni, i nie trwonią czasu na mizdrzeniu się przed swoim obliczem.
 
Same bzdury!
 
Po pierwsze: mężczyźni nie myślą wcale o jednym. Nasze czasy zabiły w nas wrażliwość na piękno i dlatego tak trudno jest uwierzyć, że mężczyzna może zwyczajnie coś podziwiać, zachłysnąć się pięknem kobiety bez dodatkowych efektów fizjologicznych. Że przecież nie jest ślepcem..
 
Po drugie: nieprawdą jest, że ?szarych myszek? nie interesują myśli na ich temat. W naturę kobiety wpisana jest chęć podobania się innym, a przynajmniej ?temu jedynemu?. Jesteśmy próżne ? oczywiście, każda w innym stopniu, ale wszystkie szukamy poklasku, akceptacji, zachwytu właśnie nami, nie inną. I nieprawdą jest, że lepiej nie rzucać się w oczy, skoro budzi się w nas zazdrość, jeśli nasz mężczyzna patrzy z rozmiłowaniem na brunetkę siedzącą przy stoliku obok zamiast na nas. I nieprawdą jest, że rzucanie się w oczy oznacza ubieranie się i malowanie jak prostytutka (czego, niestety, kobiety nieraz nie rozumieją).
 
(...)
Wyświetlony 3400 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.