sobota, 13 luty 2010 21:51

Zasada przyczynowości pokazuje drogę

Napisał
Widmo krąży po świecie. Widmo kryzysu finansowego. W taki sposób, parafrazując słowa spółki autorskiej Marks & Engels (nie mylić z Marks & Spencer) z "Manifestu komunistycznego", można by w najkrótszych żołnierskich słowach scharakteryzować aktualną sytuację.

 

Ale aktualna sytuacja jest następstwem sytuacji już zdezaktualizowanych, zgodnie z zasadą przyczynowości, według której funkcjonuje nasz świat. W opisie stworzenia świata zamieszczonym w Księdze Rodzaju Starego Testamentu po każdym dniu stworzenia niczym refren powtarza się stwierdzenie, że wszystko, co Bóg stworzył, było ?dobre?, a nawet ?bardzo dobre?. Odnosi się to zwłaszcza do zasady przyczynowości, bez której nie tylko nie rozumielibyśmy świata, będącego chaotycznym kłębowiskiem, ale w ogóle nie moglibyśmy robić użytku z naszego rozumu, który przecież zasadą przyczynowości się żywi. Czy w ogóle mielibyśmy jeszcze rozum? To wcale nie jest takie oczywiste, a wobec tego trudno mieć jakiekolwiek wątpliwości co do tego, że zasada przyczynowości, według której stworzony został świat, jest ?dobra?, a nawet ?bardzo dobra?.
 
W takiej jednak sytuacji nie możemy zadowalać się samym opisem kryzysu finansowego czy przewidywaniem jego następstw. Powinniśmy przede wszystkim dotrzeć do jego przyczyn, by potrafić je wskazać nieubłaganym palcem, a następnie ? oczywiście teraz i w przyszłości eliminować, bo wiadomo, że to, co się stało, już się nie odstanie.
 
Pierwszą przyczyną kryzysu finansowego, a właściwie jego praprzyczyną, wydaje się zasada częściowej rezerwy bankowej, według której funkcjonują dzisiejsze banki. Bank, jak wiadomo, jest magazynem do przechowywania cudzych pieniędzy. Kiedy właściciel pieniędzy składa je do banku w depozyt, bank wydaje mu kwit potwierdzający złożenie do depozytu i uprawniający do jego odebrania. Jeśli bank wydaje tylko tyle kwitów, ile zgromadził depozytów, to taki system nazywa się systemem stuprocentowej rezerwy bankowej.
 
Jeśli klient banku pragnie kupić sobie auto czy dom, to może albo odebrać zdeponowane w banku złoto, albo zostawić sprzedawcy domu ów kwit depozytowy. Krótko mówiąc, za pomocą owych kwitów można regulować zobowiązania, to znaczy ? kupować różne towary. Ta okoliczność stała się przyczyną odejścia od zasady stuprocentowej rezerwy bankowej i przyjęcia przez banki zasady rezerwy częściowej. Jest to eleganckie określenie uprawianego przez banki procederu produkowania fałszywych kwitów depozytowych. Banki, widząc, że za kwity można kupować różne towary, nie mogą oprzeć się pokusie łatwego zysku i zaczynają produkować kwity fałszywe, to znaczy takie, które nie mają pokrycia w istniejących depozytach. Pamiętajmy bowiem, że prawdziwym pieniądzem jest złożone w banku złoto i srebro, podczas gdy owe kwity, są jedynie jego namiastką. Problem leży w tym, że nie wiadomo, które kwity są fałszywe, ponieważ wszystkie są identyczne. To, które są fałszywe, okazałoby się, gdyby wszyscy ich posiadacze zgłosili się po odbiór depozytów. Wtedy dla części ludzi legitymujących się takimi kwitami, złota by zabrakło, i to ich kwity okazałyby się fałszywe. Z góry jednak nie można wiedzieć, które to będą.
 
Te fałszywe kwity są przez banki puszczane w obieg tak, jakby były prawdziwe i z tego tytułu banki osiągają zyski. Wygląda na to, że banki posiadły tajemnicę wypłukiwania złota z powietrza, bo produkcja fałszywego kwitu (zwłaszcza gdy dzisiaj przybiera on postać impulsu elektronicznego) nie kosztuje prawie nic, podczas gdy zyski są jak najbardziej realne. Jeśli zatem możliwe jest wypłukiwanie złota z powietrza, to co tu jeszcze robimy, po co piszemy jakieś felietony, po co wydajemy pisma, skoro moglibyśmy przecież wypłukać sobie z powietrza trochę złota i żyć długo i szczęśliwie? Zanim jednak porzucimy nasze zajęcia i zaczniemy oddawać się wypłukiwaniu złota z powietrza, musimy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy banki wypłukują złoto naprawdę z powietrza, czy też z jakiegoś innego miejsca. Niestety ? jak się okazuje ? wypłukiwanie złota z powietrza nie jest możliwe. Banki zatem wprawdzie wypłukują złoto, ale nie z powietrza, tylko z kieszeni wszystkich posiadaczy wyprodukowanych przez nie kwitów, bo wszyscy oni muszą składać się na zyski banków. Nazywa się to inflacją.
 
Mechanizm inflacji jest następujący: zgodnie z prawem podaży i popytu, jeśli na rynku ilość jakiegoś towaru zaczyna się gwałtownie zwiększać, podczas gdy innych towarów nie przybywa albo nie przybywa ich w takim tempie, to proporcje wymiany tego towaru na wszystkie inne zaczynają się pogarszać. Z tego punktu widzenia pieniądz (oraz jego namiastki) są takim samym towarem, jak każdy inny. Jeśli zatem rynek zaczyna być zalewany pieniądzem ? a ściślej ? jego papierowymi namiastkami ? to pogarszają się proporcje wymiany pieniądza na wszystkie inne towary, czyli ? mówiąc potocznie ? rosną ceny wszystkich towarów. I ten wzrost cen to jest właśnie owa składka, jaką muszą płacić na zyski banków wszyscy użytkownicy produkowanych przez nie namiastek pieniądza. Dlaczego muszą? Dlatego, że do posługiwania się tymi namiastkami, co do których uzasadnione jest podejrzenie, że są częściowo fałszywe, zostali zmuszeni przez własne rządy na podstawie przepisów o prawnym środku płatniczym. Widzimy zatem, że rządy tworzą z bankami zbójecką spółkę, której celem jest rabunek obywateli. Dlatego właśnie banki w dzisiejszych czasach przekształciły się ? obok rządów ? w najgroźniejszego pasożyta gospodarki.
 
(?)
Wyświetlony 6961 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.