sobota, 13 luty 2010 21:57

Wydutkani wrocławianie

Napisane przez
Od władzy państwowej czy samorządowej należy wymagać racjonalnego zarządzania, tj. podejmowania i realizowania decyzji pozwalających osiągnąć postawiony cel, np. obniżenie kosztów administracyjnych, budowa nowych odcinków autostrad, remont ulicy itp. Wybór tego czy innego sposobu realizacji, np. informatyzacji urzędu, winien być też efektem wszechstronnej oceny pewnej liczby kryteriów: kosztów, czasu realizacji itp.
Oczekiwanie racjonalności działań od naszych polityków jest jednak iluzją. Widać to szczególnie w realizacji przedsięwzięć informatycznych, które "z definicji" wymagają racjonalności działań.

 

Informatycy, szczególnie ci zatrudnieni w urzędach publicznych, muszą sobie radzić z wieloma zagrożeniami. Największe jednak zagrożenie stwarzają im politycy. Poniżej dwa przykłady zmagań informatyków z politykami, pierwszy ? moje doświadczenia w PRL w czasie pracy we wrocławskim ELWRO na stanowisku programisty, drugi ? informatyzacja we wrocławskim Ratuszu.
 
?Wielki Brat?
 
Starsi czytelnicy pamiętają istniejący do 1993 roku we Wrocławiu zakład ELWRO, znany w PRL z produkcji komputerów serii ODRA. Komputery te, produkowane we współpracy z angielską firmą ICL, były wówczas najnowocześniejszymi komputerami w krajach od Łaby do Władywostoku. ELWRO przeżywało rozkwit. Była to zasługa przede wszystkim informatyków tego zakładu. Przypomnę niektórych: Thanasis Kamburelis (absolwent matematyki Uniwersytetu we Wrocławiu, ?polski? Grek, mózg przedsięwzięcia, główny projektant architektury i logiki), Urbanek, Kasierski, Kuberska, Klejn, Mazurkiewicz, Fudala, Stanek, Kawałek, Książek, Jakacki, Szajer, Muszyński, Jasicki, Tabisz, Tabor, Logoń, Kosikowski, Konopacki, Jurajda, Gajek, Niżankowski oraz wielu innych, których nie wymieniam tylko z powodu ograniczeń miejsca w artykule.
 
Dobre czasy dla samodzielnego rozwoju informatyki w ELWRO skończyły się, gdy do akcji wkroczyła wielka polityka, a o rozwoju zakładu postanowił decydować nasz ?Wielki Brat? ze wschodu. Decyzją Biura Politycznego zobowiązano EWLRO do produkcji wspólnego dla ?demoludów? RIAD-a, gorszego od naszego komputera i o wysokiej awaryjności. Zakład zmuszono do ograniczenia, a następnie zakończenia produkcji komputerów ODRA.
 
Polityczna decyzja władz PRL była początkiem końca zakładu (obok zdjęcie z rozbiórki zakładu). W 1979 r. Thanasis Kamburelis wraca do Grecji, gdzie zostaje profesorem na Uniwersytecie Kreteńskim.
 
Elwro
 
Fot. Zb. Boleć
 
?Szmal, Misiu, szmal?
 
Po likwidacji ELWRO niektórzy jej informatycy zatrudnili się w Miejskim Ośrodku Informatyki w UM Wrocławia. Sposób informatyzacji Urzędu przez MOI uważany był za jeden z najefektywniejszych w kraju, m.in. ze względu na niskie koszty własnych opracowań (pensje urzędnicze), posiadanie praw autorskich do większości oprogramowania użytkowego, oparcie własnych systemów o tanie narzędzia informatyczne typu ?OpenSource?, szybkie modyfikacje w systemach informatycznych itd.
 
Dobre czasy dla MOI skończyły się w 2001 r., gdy ?do akcji? wkroczyli politycy samorządowi. Zarząd Miasta postanowił rozwój informatyki w UM, wraz z milionami kasy gminnej, przekazać firmom zewnętrznym, a miejskim informatykom przeznaczyć rolę drugorzędną.
 
Właściwe powody tej nieracjonalnej decyzji powoli wyjaśniają się w czasie toczącego się we wrocławskim Sądzie Okręgowym procesie byłego prezydenckiego pełnomocnika ds. komputeryzacji. Wiele wskazuje na to, że za decyzją miejskich polityków nie stał jakiś ?Brat ze wschodu?, ale zwykły polski Misiek i miliony zł z kasy gminnej. Według wstępnych szacunków Misiek zarobił na UM w latach 2002-2009 r. około 40 mln zł.
 
Zeznający dzisiaj w sądzie członkowie władz miasta, często odpowiadający na pytania sędziego ? ?nie pamiętam? lub ?nie wiem?, różnie uzasadniają ówczesne decyzje Zarządu. Sekretarz miasta, zaznaczając swoją nieznajomość informatyki, mówi o ?zbyt małej pojemności systemu?. Zaznaczający także swoją nieznajomość informatyki skarbnik miejski, będący w 2002 r. członkiem tzw. Zespołu Sterującego mającego kontrolować wydatki prezydenckiego pełnomocnika, twierdzi, że wykorzystywana przez miejskich informatyków baza danych ?nie była relacyjna?. Natomiast były wiceprezydent miasta, bezpośrednio nadzorujący działania pełnomocnika, twierdzi, że zna się na informatyce, a głównym powodem decyzji Zarządu był brak ?bezpieczeństwa systemu informatycznego?.
 
Oprócz bzdurności powyższych ocen, jedno uderza w ich wyjaśnieniach ? laicy dyskredytują umiejętności i osiągnięcia miejskich informatyków. Twierdzą w sądzie, a tak też broni się oskarżany prezydencki pełnomocnik (ale on ma prawo bronić się na różne sposoby), że MOI nie nadawał się do zadań związanych z modernizacją systemów informatycznych w Urzędzie i korzystniej było zlecać zadania firmom zewnętrznym. Ich wyjaśnienia, składane pod odpowiedzialnością karną, przeczą jednak nie tylko ówczesnemu stanowi faktycznemu, ale i opinii sporządzonej w 2001 r. na zlecenie Urzędu przez zewnętrznych konsultantów: MOI posiada wysokiej klasy specjalistów projektowania, programowania, baz danych, sieci oraz spraw technicznych. Są to wysokiej klasy specjaliści i stanowią obecnie największą wartość MOI. Zrealizowane dotąd systemy wykazują, że posiadają dużą wiedzę techniczną a także fachową z zakresu realizowanych zagadnień merytorycznych. Informatycy mogą być angażowani z powodzeniem w większe nowe projekty, które stoją w najbliższej i dalszej przyszłości przed Urzędem.
 
Jakie są umiejętności informatyków miejskich oraz jak Zarząd Miasta dbał o interes gminy, przedstawiam poniżej na jednym tylko przykładzie ? realizacji w UM jednego z ważniejszych systemów informatycznych, wymaganych w urzędach publicznych. Chodzi o System Obiegu Dokumentów (SOD), obsługujący sprawy zgłaszane przez obywateli do urzędu, rejestrację i śledzenie obiegu dokumentów przychodzących i wychodzących, monitorowanie stanów zaawansowania sprawy itp. Podaję ten przykład, gdyż jest to system, którego realizacja była w UM dublowana ? przez własnych informatyków i firmy zewnętrzne. Można więc porównać efekty pracy obydwu rozwiązań. Wersję systemu funkcjonującą dzisiaj w UM opracowali i wdrożyli miejscy informatycy. Druga wersja, wykonywana przez firmę zewnętrzną, do dzisiaj nie została oddana do eksploatacji.
 
Wykonanie SOD przez informatyków miejskich
 
Prace nad system SOD prowadzone przez informatyków z MOI zakończyły się opracowaniem programu PISMA. W 2001 r. korzystali z niego między innymi urzędnicy z Biura Prezydenta, Biura Sekretarza Miasta, Biura Rady Miejskiej i wiele innych biur i wydziałów. Program ten został następnie zastąpiony systemem PismaSQL (z bazą MySQL) w wersji obsługującej cały Urząd, autorstwa miejskiego informatyka Waldemara Wietrzykowskiego. System został zainstalowany na wszystkich stanowiskach z systemem Windows (z możliwością pracy także z systemem QNX) i współpracą z bazą danych na serwerze głównym UM w systemie Linux. Od stycznia 2006 r. wszystkie komórki organizacyjne Urzędu zobowiązano do stosowania systemu PismaSQL.
 
Autor tego systemu, spotykając się w pracy z niechęcią oraz szykanami ze strony swojego dyrektora (forsującego opracowanie przez firmę zewnętrzną), opracował i wdrożył autorski system PismaSQL obejmujący swoim zasięgiem cały Urząd.
 
Opracowanie tego systemu, poza pensją dla informatyka, nie wymagało zakupu żadnych dodatkowych licencji i oprogramowania, nie ma też licencyjnych ograniczeń na ilość przyłączonych do bazy użytkowników. Jest systemem darmowym i kosztuje Urząd tylko tyle, co wydatki na zatrudnienie programisty do administracji, serwisu i jego modernizacji.
 
Wykonanie SOD przez firmę zewnętrzną
 
Poniżej kilka faktów z działań Zarządu Miasta w zakresie wykonania SOD.
 
? w listopadzie 2002 roku Pełnomocnik Prezydenta ds. Komputeryzacji Urzędu, bez wiedzy i bez uzgodnień z Miejskim Ośrodkiem Informatyki, podpisał 4 umowy na ten sam temat ? ?Opracowanie projektu wdrożenia informatycznego obiegu dokumentów dla wydziału ...? (różnice w umowach były tylko w nazwach wydziałów UM). Zarząd Miasta zignorował fakt, że w UM niektóre wydziały już korzystają z wykonanego przez MOI programu PISMA do elektronicznej obsługi dokumentów. Wykonanie tych zadań prezydencki pełnomocnik zlecił nie firmie informatycznej, znanej np. wcześniej z jakichś osiągnięć, ale dwóm firmom prowadzonym przez swoich znajomych;
 
? w grudniu 2002 r. z kasy gminnej, po upływie zaledwie czterech tygodni od podpisania ww. umów (rekord wart wpisu do księgi Guinessa), pełnomocnik potwierdził poprawne wykonanie opracowań, a następnie polecił wypłacić wykonawcom kwotę 341 tys. zł (to prawie 10-letnie wynagrodzenie informatyka w UM). Według oceny biegłych NIK opracowania te są dla Urzędu, pisząc w skrócie, ?psu na budę?;
 
? w styczniu 2003 r., nie minął więc miesiąc od wypłacenia wykonawcom wynagrodzenia, a Dział Księgowości otrzymuje polecenie ?wyksięgowania z inwestycji jako koszty? tych czterech umów (pismo z 29.01.2003 byłego wiceprezydenta nadzorującego prace pełnomocnika prezydenta). Na rozprawie w sądzie autor pisma nie umiał uzasadnić jego treści;
 
? w marcu 2003 r. prezydent miasta zwalnia dyrektora MOI (nie zgadzał się z działaniami prezydenckiego pełnomocnika). Nowy dyrektor ogłasza konkurs na wykonanie systemu SOD;
 
? w marcu 2004 r. w ?Słowie Polskim?: Prokuratura i policja bada, czy przetarg na system SOD przez nowego dyrektora był ustawiony. Prokurator prowadzący śledztwo twierdził: mamy świadków, są też dokumenty, które dają podstawę, by sądzić, że doszło do nieprawidłowości. Sprawę jednak umorzono. Dla osób twierdzących, że wrocławski Ratusz był pod ochroną prokuratury, decyzja o umorzeniu nie była zaskoczeniem;
? w 2006 r. UM ogłasza kolejny przetarg na ?Opracowanie i wdrożenie systemu SOD?.
 
Obecnie mija siedem lat od pierwszych wydatków (w sumie wielu milionów zł) władz miasta dla firm zewnętrznych na zadania związane z systemem SOD. Nie jest znany termin zakończenia prac nad nowym systemem.
 
Waldemara Wietrzykowskiego, autora eksploatowanego dzisiaj w UM systemu PismaSQL, zmuszono w 2006 r. do odejścia z pracy. Pozbyto się fachowca, który swoim działaniem pokazywał wrocławskim samorządowcom, że ich ustawowy obowiązek zakłada: wydatki publiczne powinny być dokonywane w sposób celowy i oszczędny, z zachowaniem zasady uzyskiwania najlepszych efektów z danych nakładów. I to był chyba główny powód jego rozstania z Urzędem Miejskim Wrocławia. A efekt działań polityków widać na powyższym zdjęciu z burzenia ELWRO.
Wyświetlony 5775 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.