czwartek, 18 luty 2010 22:48

Prawo czy pozory legalności?

Napisał
System prawny III Rzeczypospolitej jest najlepszą ilustracją skutków zachowania pępowiny łączącej Polskę niby niepodległą z Polską Rzecząpospolitą Ludową.

Mimo upływu 20 lat od sławnej transformacji ustrojowej, fundamentem polskiego systemu prawnego nadal są dekrety nacjonalizacyjne PKWN i Krajowej Rady Narodowej, za pomocą których wprowadzono w Polsce komunizm. Komunizm bowiem nie tyle polega na terrorze ? chociaż terror występuje tam zawsze, co przede wszystkim ? na radykalnej zmianie stosunków własnościowych, która polega na albo całkowitej likwidacji ? jak w ZSRR ? własności prywatnej, albo nałożeniu na nią takich ograniczeń i serwitutów (jak w PRL), że stopniowo przekształca się w nudum ius, czyli gołe prawo, bez żadnej konkretnej treści. Charakterystyczne jest również to, że nawet najbardziej niezawisły Trybunał Konstytucyjny, mimo kierowanych doń skarg, nie odważył się na orzeczenie, iż wspomniane dekrety były sprzeczne z konstytucją marcową z 1921 roku, na którą PKWN się powoływał, i której moc obowiązującą uznawał ? w przeciwieństwie do konstytucji kwietniowej z roku 1935. Wygląda na to, że Trybunał skądś wie, iż najważniejsze siły polityczne zarówno tubylcze, jak i te, które czuwają nad Polską z oddali, nie życzą sobie żadnych zasadniczych zmian w tej dziedzinie. W rezultacie ludzie pozbawieni własności przez komunistów w połowie lat 40. ubiegłego stulecia do dzisiejszego dnia nie mogą jej odzyskać nawet w sytuacji, gdy jej przejęcie dokonało się z naruszeniem zasad nakreślonych w tych dekretach. Na przykład pan Olgierd Steckiewicz, ongiś właściciel posiadłości Ciecierzyn w Lubelskiem, nie może odzyskać nawet dworu i parku (w którym, nawiasem mówiąc, wytyczyli sobie parcele lubelscy dygnitarze sądowi), chociaż Naczelny Sąd Administracyjny prawomocnie orzekł o bezprawności nacjonalizacji.

 
Ale bo też przy okrągłym stole ustalono nie tylko to, kto po transformacji ustrojowej będzie mógł zakładać tak zwane ?stare rodziny?, nie tylko zaprojektowano ład medialny, który ku udręce projektantów został przełamany wskutek powstania Radia Maryja, ale ustanowiono też ekonomiczny model państwa, który na własny użytek nazywam kapitalizmem kompradorskim. Nie wchodząc w nieistotne szczegóły, kapitalizm kompradorski różni się od zwyczajnego tym, że o ile w kapitalizmie zwyczajnym o dostępie do rynku i możliwości funkcjonowania na nim w zasadzie decydują osobiste właściwości podmiotu działającego: czy jest pomysłowy, pracowity, rzutki, odważny, przedsiębiorczy i w dodatku ma szczęście ? o tyle w kapitalizmie kompradorskim, zarówno o dostępie do rynku, jak i możliwości funkcjonowania na nim decyduje przynależność do sitwy, której najtwardszym jądrem są tajne służby, czyli razwiedka z komunistycznymi korzeniami. Utrzymaniu i utrwaleniu tego przywileju podporządkowane jest całe ustawodawstwo gospodarcze III Rzeczypospolitej, a jakiekolwiek poważniejsze próby zmiany tej sytuacji rozbijają się o tak zwany opór materii. Nawet ludzie, którzy wiązali nadzieje z rządem Platformy Obywatelskiej, musieli chyba stracić wszelkie złudzenia na widok błazeństwa, w jakie przekształciła się komisja posła Janusza Palikota. Nawiasem mówiąc, poseł ten głosował za największym absurdem ostatnich miesięcy, w postaci narzucenia jednoosobowym firmom obowiązku zatrudniania strażaka, co dowodzi, że i jemu stany pomroczności jasnej muszą przytrafiać się znacznie częściej, niż sugeruje to u pana prezydenta Kaczyńskiego.
 
(?)
Wyświetlony 5722 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.