czwartek, 25 luty 2010 11:46

"W bój bez broni", czyli o rocznicy Powstania Styczniowego

Napisane przez
Dwudziestego drugiego stycznia 1863 r., patriotyczna młodzież inteligencko - szlachecka Kongresówki rozpoczęła antymoskiewskie powstanie zbrojne. Choć toczone w warunkach beznadziejnej, zdawałoby się ustawicznej defensywy partyzantki polskiej, przy kilkunastokrotnej przewadze regularnej armii rosyjskiej (największej "przypomnijmy" lądowej potęgi ówczesnego globu), trwało ono aż do wiosny 1864 roku. Wojna partyzancka objęła nie tylko samą Kongresówkę lecz i spory szmat Litwy i Białorusi, ziem zamieszkanych wówczas przez drobną szlachtę polską. Generalnie rzecz biorąc, masy chłopskie pozostały – niestety – obojętne na ów zryw, a proklamowanie przez przebiegłych Moskali ich uwłaszczenia (1864) ostatecznie podcięło nogi i tak kiepsko przygotowanym powstańcom styczniowym...

Kolejna, 146. już rocznica Powstania Styczniowego, skłania nas znowu do tradycyjnych już, ?odwiecznych? rzec można, dyskusji i refleksji Polaków: ?bić się czy nie bić??. Szerzej ? czy nasze narodowe powstania miały sens? Nie tylko zaraz po przegranym tragicznie powstaniu tzw. pozytywiści w Kongresówce oraz konserwatyści krakowscy (?stańczycy? z Bobrzyńskim i Szujskim na czele) potępiali w czambuł ?bezrozumne odruchy? dokonywane przez ?politycznych analfabetów? na zgubę Polski, która za karę została pozbawiona przez Rosję resztek jakiejkolwiek autonomii. Także na przełomie XIX/XX w., czyli w pół wieku później kruszyli o to kopie Roman Dmowski z Józefem Piłsudskim. Gdy ten ostatni w swej publicystyce szeroko akcentował rolę zrywu 1863 roku w procesie dochodzenia do niepodległości, Pan Roman ostro krytykował wszystkie powstania jako takie, zalecając ?pracę organiczną?.

 
W naszych cynicznych, zblazowanych i skomercjalizowanych czasach, gdy nie liczą się zbytnio ani honor, ani patriotyzm, a ideowość i wierność zasadom traktowane są jako ?oszołomstwo?, większość opinii przychyla się ewidentnie ku zdaniu Dmowskiego i ?stańczyków?. Także wśród publicystów III RP po roku 1990 dominują raczej przeciwnicy powstań, jako niepotrzebnych i daremnych zrywów. Zastanówmy się jednak szerzej nad tą kwestią. Pamiętam z własnego doświadczenia, że kiedy przed 20 laty miałem okazję pracować jako pedagog z dolnośląską młodzieżą licealną, uderzyła mnie jej argumentacja podczas lekcji historii o Powstaniu Styczniowym.
 
Kiedy starałem się udowodnić młodzieży, że ? pomimo straszliwej przegranej ? społeczna pamięć o insurekcji podtrzymywała i podsycała polskie dążenia narodowe oraz świadomość narodową przez następne 50 lat, aż do wybuchu wielkiej wojny, otrzymałem nader celną ripostę, że przykładowo Czesi ? nie organizując żadnych powstań ? nie tylko przetrwali jako naród, lecz w XVIII i XIX w. umocnili swą narodową świadomość wcale nie gorzej niż Polacy... Przyznaję, że wtedy ta argumentacja ?zamurowała? mnie, ale po przemyśleniu sprawy uznałem, iż warta jest ona głębszej zadumy. Należy naturalnie wziąć przy tym poprawkę na to, że sprawa ?Polacy a Czesi? w historii, ich postawy narodowe, wytworzone wzajemne stereotypy, to osobny i znacznie szerszy temat do rozważań...
 
O ile wszak możemy uznać problematyczność samej koncepcji powstańczej w styczniu 1863 roku jako takiej, to nie możemy abstrahować od ówczesnej rzeczywistości społeczno-politycznej Kongresówki. Wszelkie inne ocenianie wypadków, np. z punktu widzenia totalnej klęski z wiosny 1864 r., są po prostu ahistoryczne. Niestety, poważny badacz nie może w pełni oceniać jakichś wydarzeń wyłącznie z perspektywy faktów późniejszych. Klasycznym takim przykładem ahistoryczności jest ? w moim przekonaniu ? ocena tzw. polityki Becka (1934-38) z perspektywy fatalnej klęski wrześniowej 1939 roku. Analogicznie jest i w tym przypadku, bo powstanie wybuchło jako bezpośredni skutek szeregu czynników obiektywnych, a nie tylko takiego czy innego ?widzimisię? jego inicjatorów i organizatorów.
 
Przede wszystkim było ono konsekwencją niespójnej i niekonsekwentnej polityki caratu wobec Polaków w Kongresówce w okresie 1860-1862. Po klęsce 1831 roku nie było tam już żadnego powstania. Elity wyemigrowały do Francji, a nieliczna konspiracja leśna (emisariusze) została krwawo rozgromiona. Cenzura i terror moskiewski szalały, choć sama nazwa ?Królestwo Polskie? pozostała na mapie Europy. Taki stan rzeczy trwał lat 25. Dopiero po haniebnej klęsce militarnej caratu w tzw. wojnie krymskiej (1853-56) z Francją i Anglią oraz zgonie satrapy Mikołaja I, w Rosji nastąpiła ?odwilż? polityczna. Skutkowało to też ożywczym fermentem nad Wisłą.
 
W Warszawie ożywiły się około 1859 r. zasadniczo dwa środowiska: arystokracja i przemysłowcy. Rola emigracji wyraźnie spadła (jej liderzy zresztą powoli wymarli), a sam sędziwy książę Adam J. Czartoryski w swym testamencie z 1861 roku ?przelał? wiodące uprawnienia do prowadzenia polityki polskiej na kraj. Na czele frakcji ziemiańskiej stanął był hrabia Andrzej Zamoyski, a frakcji mieszczańsko-kupieckiej bankier Leopold Kronenberg. Inteligencja, drobna szlachta i studenci (w 1861 r. carat zgodził się otworzyć Uniwersytet pod nazwą Szkoły Głównej) byli ?trzecią siłą? wspierającą dążenia dwóch pierwszych do powiększenia autonomii Kongresówki. Celem był stan rzeczy sprzed Powstania Listopadowego, czyli autonomia relatywnie bardzo szeroka.
 
(?)
Wyświetlony 3491 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.