czwartek, 25 luty 2010 11:59

Armenia wczoraj i dziś. Relacja z podróży

Napisane przez
18 października 2008 roku, wraz z kilkoma francuskimi przyjaciółmi wylądowaliśmy na lotnisku w Erewanie. Stanowiliśmy ośmioosobową grupę mającą do swojej dyspozycji wygodnego mercedesa wraz z kierowcą i bardzo miłą francuskojęzyczną przewodniczkę, o wdzięcznym imieniu Mariné, która towarzyszyć nam będzie przez cały okres naszego 12-dniowego pobytu. Podróż zorganizowana została przez francuską agencję turystyczną.
 

Ciekawił nas ten niewielki kraj uchodzący za kolebkę chrześcijaństwa, bo przecież dotarło ono tutaj już w I wieku n.e., wraz z przybyciem w te strony dwóch apostołów ? św. Bartłomieja i św. Judy Tadeusza. Dlatego też chrześcijaństwo ormiańskie nosi również nazwę apostolskiego.

 
Armenia początkowo stanowiła część rzymskiego imperium i zarówno wiara, jak i idące wraz z nią prześladowania wyznawców Chrystusa dotarły tutaj bardzo prędko. Kraj ten na przestrzeni dziejów musiał niezmiennie walczyć o przetrwanie i zachowanie swojej tożsamości, głównie z powodu bardzo niedogodnego położenia geograficznego. Trzeba bowiem pamiętać, że jest on z trzech stron otoczony krajami muzułmańskimi. Na zachodzie graniczy z Turcją, na południu z Iranem, a na wschodzie z wrogim sobie Azerbejdżanem. Tylko na północy znajduje się chrześcijańska Gruzja.
 
Relacje Ormian z otaczającymi ich sąsiadami nie są, i nie były, najlepsze. Nikt tutaj nie zapomniał, i z pewnością, nie zapomni tureckiego ludobójstwa, którego apogeum przypada na 1915 rok, kiedy to z powodów etnicznych wymordowano półtora miliona Ormian ? mężczyzn, kobiet i dzieci. Zbrodnia ta objęła ponad 1/3 ogółu populacji, gdyż Armenia liczyła sobie wówczas zaledwie niecałe 4 miliony mieszkańców. Pamięć tej rzezi jest tu ciągle bardzo żywa i każdego 24 kwietnia, datę upamiętniającą wywiezienie na pustynię syryjską i wymordowanie tam kwiatu ormiańskiej inteligencji, nieprzebrane tłumy składają wiązanki kwiatów, w centralnym miejscu Erewania, na placu przed muzeum ludobójstwa. Tłumy przybywają na tę okoliczność nie tylko z wszystkich stron kraju, gdyż jest to urzędowo dzień wolny od pracy, ale również z różnych zakątków naszego globu.
 
Muzeum ludobójstwa, okazała budowla, z płonącym na wielkiej płycie wiecznym ogniem i dobiegającą tu piękną, bardzo przejmującą muzyką, sprawia niesamowite wrażenie. Historia powstania tego obiektu też nie jest banalna. Zbudowany on został w 1967 roku, ale ani architekt, ani budowniczowie, zapewne w cichym porozumieniu z lokalną władzą, nie zdradzili prawdziwego przeznaczenia powstającej budowli, której nadano nazwę ?Fortecy Jaskółki?, gdyż jaskółka, jak tłumaczy nam przewodniczka, jest symbolem wiosny i zapowiadającej zmianę nadziei... Ormianie, już na początku lat 60. próbowali oddać cześć pomordowanym. Sowiecka władza traktowała jednak każde przypomnienie tego faktu jako wystąpienie o charakterze nacjonalistycznym. Przynajmniej tak głoszono oficjalnie. Można przypuszczać jednak, że każdy zryw w którejś z republik ZSRR wzbudzał daleko idące obawy sowieckiej władzy o możliwość rozprzestrzenienia się ?zarazy? na inne narodowości. Dlatego też organizatorzy i uczestnicy zgromadzeń byli regularnie sądzeni i aresztowani.
 
Kontynuowanie prac nad budową, finansowaną w dodatku z państwowych pieniędzy, było możliwe tylko dlatego, że władze republiki ponoć sądziły, że będzie to obiekt poświęcony pamięci uczestników II wojny światowej czy czegoś w tym rodzaju. Gdy więc prace zostały zakończone i 24 kwietnia setki tysięcy ludzi przybyły z kwiatami w celu uczczenia ofiar tureckiego ludobójstwa, na reakcję ze strony władz było już za późno. Początkowo, oczywiście, próbowano oskarżyć twórców tego obiektu, ale i to musiało ucichnąć, bo zrozumiano, że zdeterminowany naród gotów jest walczyć również o nich.
 
Turcja do tej pory nie uznała tej zbrodni za ludobójstwo, podobnie jak Rosjanie wciąż nie chcą uznać ludobójstwa w Katyniu. Warto w tym miejscu przypomnieć, że Unia Europejska, jako jeden z warunków ewentualnego przyjęcia do niej Turcji, uznała konieczność uznania zbrodni 1915 roku przez władze w Ankarze. Nasuwa się tylko pytanie, czy Turcja rzeczywiście należy do Europy, czy jednak to jest Azja, ale to już zupełnie inny temat.
 
W muzeum ludobójstwa zgromadzono wiele różnorodnej, wstrząsającej dokumentacji, w tym fotograficznej, świadczącej o niesłychanym bestialstwie oprawców. Podobnie jak hitlerowcy w obozach zagłady, niektórzy tureccy funkcjonariusze i żołnierze z zamiłowaniem fotografowali konające z głodu i wyczerpania ofiary, w tym liczne dzieci. Odnajdujemy też informacje o wywożeniu statkami ludności cywilnej, głównie kobiet i dzieci, na środek Morza Czarnego i topienia ich, aby przyspieszyć proces likwidacji tego narodu. Eliminacja Ormian na terenie Turcji rozpoczęła się już dużo wcześniej, pod koniec XVII wieku.
 
Jadąc w kierunku południowego zachodu, dojeżdżamy do miejsca, gdzie kiedyś znajdowało się niezależne państewko występujące obecnie pod nazwą Republiki Nachiczewańskiej, przyłączone przez Sowietów do Azerbejdżanu, mimo że zamieszkane było głównie przez Ormian. W wyniku tego, znajduje się tu kawałek Azerbejdżanu, który nie jest w żaden sposób połączony z resztą kraju, gdyż na zachodzie i południu graniczy z Iranem, a od północy i wschodu z Armenią. Ponieważ jednak granica armeńska jest zamknięta, ludność jest zupełnie odcięta od świata, bo wydostać się stąd można tylko albo drogą lotniczą, albo przez Iran.
 
Armenia ma też tylko dwie granice otwarte ? północną z Gruzją i południową z Iranem. Mariné opowiadała nam, że podczas niedawnej agresji rosyjskiej na Gruzję społeczeństwo było zupełnie spanikowane, obawiając się odcięcia od reszty świata. Nie można się temu dziwić, bo gdyby granica pomiędzy Rosją a Gruzją została zamknięta, skutki tego byłyby dla Armenii katastrofalne. Zostałaby im bowiem tylko jedna przejezdna granica, ta z Iranem, na południu. Trzeba też wziąć pod uwagę, że ponad 40% eksportu, głównie owoce, jarzyny, bo ziemia jest tu bardzo żyzna, oraz napoje alkoholowe, idzie do Rosji, a reszta do dawnych republik sowieckich. A granica z Azerbejdżanem jest zamknięta już od 1993, kiedy to Azerowie próbowali wywalczyć sobie Górski Karabach. Jak więc widzimy, sytuacja rzeczywiście nie jest łatwa. Ponadto, obszar ten jest strefą dużego zagrożenia sejsmicznego. Armenia odzyskała niepodległość w 1991 roku, kiedy to nie podniosła się jeszcze z olbrzymiego trzęsienia ziemi, które nawiedziło ją w 1988 roku. Odłączenie od ZSRR nie nastąpiło więc w najlepszym momencie.
 
Po rozpadzie sowieckiego imperium dawne republiki zajęte były regulowaniem własnych problemów, a Zachód z kolei, po upadku muru berlińskiego i zmianach w Europie Środkowej i Wschodniej, popadł w ślepą euforię. Chciałoby się więc powiedzieć, że ?nikt nie miał głowy?, aby zatroszczyć się o ten maleńki, kaukaski kraj. A on potrzebował natychmiastowej pomocy. Nie posiadał bowiem własnego przemysłu, eksport i import ustał, nie było pracy, nie było ani prądu, ani ogrzewania, bo gaz płynący z ZSRR został odcięty, transport nie funkcjonował. Nasza przewodniczka opowiadała nam, że w tamtym czasie, jako 14-letnia dziewczynka, musiała wiele kilometrów chodzić pieszo do szkoły, marznąć na mrozie i nie mogła się ogrzać nawet po powrocie do domu, w którym w dodatku nie było prawie nic do jedzenia. I znowu świat nie zauważył, że Ormianie giną z głodu, z zimna, z braku środków do życia. Stan ten trwał aż do 1995 roku. Według słów Mariné, 70% ludności nie miało pracy i kto tylko mógł opuszczał kraj w poszukiwaniu zarobku. W ten sposób wyzbyto się najzdolniejszych obywateli. Wyjechała większość ormiańskich uczonych. Kraj mógł liczyć tylko na pomoc ormiańskiej diaspory rozsianej po świecie (Ponad 300 tysięcy Ormian żyje w Stanach Zjednoczonych, 200 tysięcy we Francji, są oni także obecni w Egipcie, w Indiach i w licznych krajach europejskich, a w Libanie stanowią 4% ogółu populacji). To oni pierwsi zaczęli słać pieniądze do wolnego już kraju i zakładać przedsiębiorstwa. Prawie wszystko jest w tym kraju sprywatyzowane i zdaniem osób, z którymi dane było nam rozmawiać, sytuacja jest o wiele lepsza, niż zaraz na początku, po odzyskaniu niepodległości, kiedy panował wielki głód.
 
Problemów do uregulowania jest jednak bardzo wiele. Rolnictwo zrujnowane przez sowiecką gospodarkę nie jest jeszcze w tej chwili w stanie sprostać potrzebom ludności. Jadąc przez kraj, można zdać sobie doskonale sprawę z rozmiarów panującej tu biedy. Mijamy miasta, miasteczka i wioski. Obdrapane, opuszczone fabryki, rudery mieszkalne kryte blachą, a pomiędzy nimi niekiedy nowy luksusowy budynek jakiejś zagranicznej firmy, ot choćby francuskiego przedsiębiorstwa ?Veolia?, mającego wyłączność na instalacje urządzeń nawadniających tereny rolnicze.
 
Stolica tego kraju, Erewań, jest wielkim placem budowy. Firmy zagraniczne stawiają gmachy przeznaczone dla ich przedsiębiorstw, trwają też prace renowacyjne. Plac Republiki ze swoimi wspaniałymi, ?tańczącymi? w takt muzyki Johanna Straussa fontannami, przedstawia się imponująco. Wystarczy jednak zrobić parę kroków w prawo lub lewo, aby zobaczyć ogrom zniszczenia tego miasta. Zamiast jezdni i chodników błotnista ziemia, obdrapane, często walące się budynki, śmieci... Ludzie gromadzą się jednak na tym pięknym placu i kilku sąsiadujących z nim ulicach, gdzie otwarto już kafejki i restauracje. Ku naszej radości, nie widzieliśmy jednak ani jednego Mc Donalda, ani żadnego supermarketu zachodniego. Rozmawiamy na ten temat z kilkoma osobami, pytamy mieszkańców, co myślą o tym fakcie i otrzymujemy odpowiedź, że nie opłaca się jeszcze instalować w tym kraju, bo ludność nie ma pieniędzy, aby korzystać z tych usług. Nam również wydaje się to oczywiste. Ludzie pracują tu za przysłowiowe grosze, ale mimo wszystko to sektor prywatny wyprowadza powoli kraj z paraliżu. Średnie zarobki wynoszą aktualnie około 150-200 euro. Znaczna większość społeczeństwa zarabia jednak poniżej tej kwoty. Mało kto może sobie pozwolić na wyjazd na wakacje, kupno samochodu, nie mówiąc już o posiadaniu własnego mieszkania. Rodziny pomagają sobie wzajemnie, bo istnieje pod tym względem wielka solidarność. Nie widać nikogo koczującego na ulicy, nie widać żebraków. Przewodniczka mówi nam, że przeciętna emerytura wynosi 50-60 euro, za co oczywiście nie można wyżyć, więc osoby starsze pozostają na utrzymaniu rodzin. Tylko leczenie dzieci oficjalnie jest bezpłatne, ale wszyscy wiedzą, że bez łapówki niczego się nie załatwi.
 
Nuworysze spekulują mieszkaniami wykupionymi od państwa. Potrafią żądać nawet 200 euro dziennie za wynajem domu. Czynszowe mieszkania nie istnieją. Wszystko zostało sprywatyzowane. Budowy, jakie mijamy jadąc samochodem, są prywatne. Państwo nie daje żadnych subwencji.
 
W stolicy mieszkamy w wielkim, luksusowym hotelu. Rano na śniadaniu jest niewiele osób. Trochę bogatych Rosjan, ludzi interesu. Hotel ten zresztą będziemy musieli niespodziewanie opuścić, zmieniając program naszego pobytu, bo zajmowane przez nas pokoje potrzebne będą dla mającej przyjechać za dwa dni delegacji rosyjskiej z Miedwiediewem na czele. Wiadomość tę otrzymuję od jednej pokojowej, która zaniepokojona pyta, o której opuścimy nasz pokój, bo musi go przygotować dla następnych gości. Moim łamanym rosyjskim mówię więc, z głupia frant, ?to Putin przyjeżdża??.
 
Nie, to Miedwiediew ? odpowiada kobieta i kładzie palec na ustach.
 
Spytałam o Putina, ponieważ już poprzedniego dnia całe miasto było udekorowane rosyjskimi flagami. Łatwo więc odgadnąć, że spodziewają się jakiegoś rosyjskiego dygnitarza. Przewodniczka nie chciała nam jednak odpowiedzieć, dlaczego musimy opuścić ten hotel. Udawała, że nie zna przyczyny. Czujemy, że ludzie boją się mówić otwarcie. O polityce i Rosjanach nikt nie chce rozmawiać. Ten strach, o czym my Polacy dobrze wiemy, to spadek po komunie. Rozumiemy też, że w obecnej sytuacji Armenia jest od Rosji całkowicie uzależniona i bez niej sobie nie poradzi.
 
Ale Armenia, to nie tylko bieda i nieszczęścia, to przede wszystkim olbrzymie dziedzictwo kulturowe.
 
(?)
Wyświetlony 2555 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.