wtorek, 31 sierpień 2010 22:27

Wojenki futbolowe

Napisane przez

Jak to w krajach anglosaskich, piłka nożna występuje najczęściej pod nazwą soccer, podczas gdy football dotyczy Aussie Rules, najpopularniejszego sportu w stanie Wiktoria, a w dodatku rozszerzającego ?stan posiadania? na inne części Australii. Kopana przegrywa jeszcze z krykietem, ale już góruje nad kilkoma wersjami rugby, koszykówką czy hokejem na trawie.

 Formalnie drużyna narodowa istnieje od prawie 90 lat. Rozwój tego wielbionego na całym świecie sportu nigdy nie był tutaj usłany różami. Na arenie międzynarodowej socceroos  na ogół przegrywali walkę o występy w finałach Mundialu w meczu z którąś z drużyn Azji lub Południowej Ameryki, ponieważ zwycięzcy grupy kwalifikacyjnej Oceanii nie należało się automatycznie miejsce w finałach. Pierwsze mecze w historii australijskiej piłki nożnej w finałach odbyły się w RFN w pamiętnym dla nas 1974 roku. Amatorzy i pół-zawodowcy przegrali w grupie z reprezentacjami obu państw niemieckich i bezbramkowo zremisowali z Chile. Do następnego występu trzeba było żyć i czekać jeszcze ponad 30 lat - taki sam problem z polską reprezentację miał Duńczyk w filmie Vabank. Na drodze stawała albo Argentyna, albo Urugwaj, a to Iran, choć często było bardzo blisko upragnionego awansu.

Uczciwie trzeba powiedzieć, że kiedy już dochodzi do poważnych meczów, to Australijczycy lojalnie i gorąco dopingują reprezentację. Ta od kilkunastu lat ma w swoich szeregach graczy zaprawionych w trudach europejskich lig, gra miły dla oka, atakujący futbol, trochę przypominający mi polską reprezentację sprzed lat. Tutejsi znawcy futbolu mają zresztą niesamowity szacunek dla Orłów Górskiego. W hipotetycznych rozgrywkach najlepszych drużyn w historii mistrzostw świata australijscy eksperci w meczu przeciwko Brazylijczykom, mistrzom z roku 1970, dali remis ? ze wskazaniem na Polskę. Natomiast o ostatnim ćwierćwieczu polskiej piłki słychać tylko ironiczne i zgryźliwe żarty. 0:5 Australii przeciwko polskiej reprezentacji olimpijskiej w półfinale w Barcelonie niewiele pomogło ? to już prawie 20 lat temu, mało kto pamięta. Pod koniec lat 90. w znakomitym telewizyjnym komediowym serialu o przygotowaniach do Olimpiady w Sydney, zatytułowanym Igrzyska, jest taki mniej więcej dialog dotyczący drużyny z Południowej Ameryki, która ma wystąpić w Sydney:

Gina: John, mamy problem, czytałeś w gazetach? Boliwia przegrała z Polską 0:2, a po powrocie ktoś zastrzelił bramkarza. Kapitan i najlepszy napastnik gdzieś się ukrywają. Teraz nie wiadomo, czy przyjadą na olimpiadę. Chcą gwarancji, że nikt im nie dołoży. Czy jest szansa chociaż na miejsce na podium dla nich?

John: Absolutnie nie możemy im tego zapewnić. Przecież to OLIMPIADA, najbardziej renomowana impreza sportowa na świecie. Może miejsce w pierwszej szóstce?

Gina: Nie dasz rady zaaranżować medalu, a dasz w pierwszej szóstce?

John: Nic takiego nie powiedziałem. Miałem tylko na myśli, że w przypadku jakiegoś niesamowitego fartu udałoby się im wywalczyć punktowane miejsce. Ale nawet to trudno sobie wyobrazić.

Gina: ?

John: Żartujesz? Przecież przegrali z POLSKĄ! No i zaraz potem stracili trzech kluczowych zawodników.

(...)

 

Wyświetlony 1282 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.