czwartek, 23 wrzesień 2010 10:25

Dlaczego UPR nigdy nie będzie partią rządzącą

Napisane przez

Rozpocznę od tego, że od wielu lat jestem sympatykiem Unii Polityki Realnej i regularnie głosuję na tę partię. Jednak im więcej wody upływa w Wiśle, a kraj nasz ogarnia coraz większe złajdaczenie polityków, po-stać eksprezesa UPR upodobnia się coraz bardziej do Don Kichota, którego walenie mieczem w wiatraki nie budzi w nas już podziwu, lecz tylko żal, albo - co gorsza - wzruszenie ramion.

Wszystkie argumenty, które przekonują mnie do tej partii (wolność, własność, sprawiedliwość, głoszone niezależnie od okoliczności przez kilkanaście ostatnich lat w niezmienionej formie), pasują dziś w pejzażu dogorywającej III RP jak siodło świni. Smutne jest to, że ta jedyna w Polsce partia prawicowa (reszta to lewica dzieląca się na: eurosocjalistyczną, narodowosocjalistyczną, chrześcijańsko-socjalistyczną i socjaldemokratyczną) we wszelkich notowaniach grzeje miejsca w dole tabeli, gdzie wśród truchła politycznego dba się już bardziej o to, by utrzymać się tylko w sondażach. A i to się nie zawsze udaje. Razi mnie po każdej klęsce UPR-u ta sama retoryka działaczy (wcześniej przekonujących wyborców, że nie tylko chcą wygrać, ale zamierzają wygrać wysoko): zawsze winne są sondaże, reżimowe media, presja niechlujnych ankieterów, sami zaś działacze zapewniają, że sama partia zrobiła tyle, ile mogła. Trudno jednak słuchać tych samych utyskiwań po każdych przegranych wyborach. Sami działacze najlepiej wiedzą, w czym biorą udział, po wyborach zaś z niedowierzaniem przecierają oczy, że TO właśnie ich spotkało. Czasem mam wrażenie, że chodzi im w istocie nie o wygraną, a o okresowo powtarzaną zabawną przygodę. Ot, tak, dla śmiechu.
Gdy kiedyś osobiście zwróciłem uwagę p. Prezesowi, że uważa wyborców za idiotów, a jednocześnie zabiega o ich głosy ? odpowiedział mi, że zawsze nazywa ich idiotami po wyborach, nigdy przed... Mówilem też o tym, że ilekroć uczestniczy w spotkaniach wyborczych, musi dyskretnie zorientować się, do kogo mówi ? by przekaz był czytelny. Po tej uwadze wiejski piekarz spytał go, jak ma poradzić sobie z konkurencją hipermarketu, który sprzedaje chleb po zaniżonych cenach. W. Sz, Prezes odpowiedział mu jednym zdaniem, że ma założyć firmę w Luksemburgu... Pewnie zyskał dzięki tej radzie kolejnego wyborcę!
Program UPR-u, od wielu lat niezmienny, wydawałby się czymś cennym wśród ruchawek wewnątrzpartyjnych, zmieniających się szyldów i nazw. Traci z prostej przyczyny: nie ma on adresata. Program UPR nie jest ani robotniczy, ani skierowany do rolników; nie jest również katolicki ani antyklerykalny... Stanowiąca zaletę niezmienność programu odbierana jest jako wada: jest mało elastyczny, skostniały, niepasujący do dynamicznej rzeczywistości. Hasłowe przedstawianie programu UPR-u w mediach, ze względu na ograniczony czas trwania spotów reklamowych, bardziej zniechęca do partii niż do niej przekonuje. Podobnie jak wieloletnia prezesura JKM, z którym przez wiele lat partia była utożsamiana i mimo starań nowego prezesa Wojtery jest nadal kojarzona. Wałęsa chodził ze śrubokrętem w kieszeni ? murem stał za nim robotniczy elektorat, Lepper w gumowcach na salonach przyciągnął chłopów i popegeerowców, dawny aparatczyk Kwaśniewski ma dozgonny elektorat postpezetpeerowski ? kogo przyciągnie Korwin z talią kart w marynarce? Jak UPR może wygrać w wyniku eksponowania swojego programu (iluż potencjalnych wyborców zna programy partii, nie mówiąc już o ich porównywaniu)? Jak to zauważył Lech Stępniewski, wyborcy słuchają sobie cierpliwie wywodów JKM, jak ludożercy misjonarza, który im został z obiadu, nawet biją mu brawko, ale na koniec i tak stawiają sobie pytanie: "Jak już skasuje to koryto, to komu więcej da: chłopom, robotnikom czy budżetówce?". Kiedyś oglądałem debatę przedwyborczą w Nysie, gdzie Korwin otrzymał oklaski na stojąco całej, wypełnionej po brzegi sali ? duma Prezesa przerodziła się w zniechęcenie, gdy kilkanaście godzin później ten sam tłum zagłosował na skompromitowanych w debacie eseldowców. Po tej przegranej zupełnie niepotrzebnym zabiegiem Prezesa była przemiana egzaltowanego ekscentryka w pyskatego warchoła.

(?)
Rafał A. Krzycki
Wyświetlony 5006 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.