środa, 29 wrzesień 2010 11:27

Jak psu buda...

Napisał

Jak wiadomo, lewica od lat poszukuje proletariatu zastępczego. Tradycyjny bowiem proletariat, to znaczy ? niewykształceni pracownicy najemni, już się na lewicy sparzyli i na jej syrenie śpiewy nie są tak podatni, jak kiedyś. Już ich nie rajcuje zapowiedź ?zmiecenia śladów przeszłości? ani perspektywa obejrzenia ?tyrana? drżącego przed ?ciosem?.

 

Tradycyjni proletariusze zorientowali się, że tradycyjni ?tyrani? nie są jeszcze najgorsi, że tyran wzięty ?z ludu dla ludu? jest nieporównanie groźniejszy, toteż kiedy tylko uwolnili się od tyranów ludowych, nie ustają w wysiłkach, by jakoś ułożyć sobie modus vivendi z tyranami tradycyjnymi, to znaczy ? z ?krwiopijcami?. Mimo nieustannego robienia przez lewicę ludziom wody z mózgu, proletariusze zorientowali się, że ?tyran? i ?krwiopijca? jest niezbędny, bo nikt lepiej od niego nie pokieruje gospodarką, i że powierzanie gospodarki rewolucjonistom-dyletantom albo ? jeszcze gorzej ? pierdzistołkom, którzy potrafią tylko wyszukiwać sobie posady, musi skończyć się źle przede wszystkim dla nich samych.

Zresztą ? powiedzmy sobie szczerze ? proletariusz, nawet na poprzednim etapie, kiedy jeszcze nie przerobił lekcji z komunistami, tak naprawdę nigdy nie był prawdziwym sojusznikiem rewolucji. Prawdę mówiąc ? taki z niego rewolucjonista, jak ze mnie, dajmy na to, chiński mandaryn. Co to bowiem za rewolucjonista, co to za proletariusz, który nie marzy o niczym innym, jak o tym, by jak najszybciej przestać być proletariuszem i zwisa mu kalafiorem zaszczyt bycia ?awangardą?? A kiedy tylko zrealizuje swoje marzenie, to znaczy ? kiedy tylko proletariuszem być przestanie, staje się najbardziej nieprzejednanym wrogiem rewolucji, bo jej widmo napawa go ?trwogą, że mu zdobycze zabrać mogą?. Toteż nic dziwnego, że drogi rewolucjonistów i proletariatu zaczęły się coraz bardziej rozchodzić, aż wreszcie proletariat stał się zupełnie na rewolucyjne hasła niepodatny.

Cóż w tej sytuacji wypadało począć rewolucjonistom? Rewolucjonista musi mieć jakiś proletariat, który by ?wyzwalał? i w którego imieniu by przemawiał i walczył. Krótko mówiąc, rewolucjonista bez proletariatu to jak Cygan bez drumli ? postać groteskowa, budząca politowanie. Toteż rewolucjoniści zaczęli rozglądać się za proletariatem zastępczym i ich argusowe oko spoczęło na kobietach. Nie da się bowiem ukryć, że kobiety są znacznie lepszym materiałem na proletariat, niż pracownicy najemni. Taki proletariusz starej daty mógł się przecież wzbogacić i od razu proletariuszem być przestawał. Kobieta zaś, wszystko jedno ? biedna czy bogata, kobietą być przecież nie przestanie. Wystarczy tedy wskazać jej nieubłaganym palcem wroga w postaci mężczyzny ? bo mężczyźni też będą zawsze, niezależnie od ustroju i epoki ? żeby rewolucjoniści mieli zajęcie aż do końca świata. Toteż cała pomysłowość i energia rewolucjonistów zostały skierowane na przekonanie kobiet, że ich największymi wrogami są ?męskie szowinistyczne świnie?.

(....)

Wyświetlony 1730 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.