środa, 29 wrzesień 2010 14:06

Krajobraz po wyborach

Napisane przez

W wyborach do niższej izby australijskiego Parlamentu głosuje się na kandydatów z danego okręgu wyborczego i obowiązuje system pełnej preferencji. Prawidłowo oddany głos musi mieć kandydatów ponumerowanych od 1 do n. W dość często zdarzających się przypadkach, gdy żaden nie uzyska zwyczajnej większości, pierwsze preferencje na najniżej notowanego kandydata są ignorowane i przechodzą na drugie preferencje głosujących. Jeśli i to nie wyłoni posła, to preferencje następnego najniżej notowanego są likwidowane i liczenie następuje ponownie, aż do momentu, gdy któryś z kandydatów przekroczy 50%.

 

Przypomina to kolarski ?wyścig australijski?, gdzie ostatni po okrążeniu odpada, tylko że liczba okrążeń jest ustalona z góry. W historii podobne rozwiązanie zastosowano w prezydenckich wyborach wygranych przez Gabriela Narutowicza. Rozumiem, że ze względu na to, że nie ma ?zmarnowanych głosów?, system ten zadowalałby JKM.

Zarówno w sondażach, jak i w rzeczywistości, największe partie australijskiej polityki ? Partia Pracy oraz koalicja Partii Narodowej (dawniej Partia Wiejska) z Partią Liberalną ? zaczęły i zakończyły wybory niemalże po równo pod względem liczby mandatów i ogólnej liczby oddanych na nie głosów. Do Izby Reprezentantów (izby niższej) dostał się jeden kandydat Partii Zielonych i czterech kandydatów niezależnych. Przy wyniku 73:72 dla ww. koalicji, tych pięciu polityków miało decydujący głos w kwestii misji utworzenia rządu. Zielony poseł i trzech spośród niezależnych utargowało więcej od Partii Pracy i w tej chwili mamy zaprzysiężony rząd pod wodzą Julii Gillard. 

Nowy premier?

Pani premier jest pierwszą kobietą na tym stanowisku w historii Australii. Przybyła tu z rodzicami w wieku kilku lat w połowie lat 60. W czasie studiów na Uniwersytecie w Melbourne działała w lewicowych związkach studentów, zaliczyła też stanowisko sekretarza w Forum Socjalistycznym. Po studiach prawniczych pracowała i pięła się po szczeblach kariery zawodowej i politycznej, najpierw stanowej, potem federalnej. Popiera pomoc dla kobiet w polityce (kwoty dla słabszej płci), jest pro-choice, bezdzietna i z partnerem w nieformalnym związku. Wspierają ją związki zawodowe i lewica Partii Pracy, jednak jest realistką i wie, na ile lewicowej polityki może sobie pozwolić ? a może na niewiele. Nóż w plecy poprzedniego lidera wydaje się jedynie logicznym krokiem ku wyższemu stanowisku.

Ciekawa jest opinia, jaką spotkałem niedawno w prasie politycznej, mianowicie, że w porównaniu do np. obecnej Partii Konserwatywnej w Wielkiej Brytanii czy Partii Narodowej w Nowej Zelandii, australijska Partia Pracy znajdować się ma na prawo od nich.

(...)

Wyświetlony 1257 razy
Zaloguj się, by skomentować

Wychodząca od 2001 roku
„Opcja na Prawo” to najdłużej ukazujące się pismo
opiniotwórcze o charakterze liberalno-konserwatywnym.

OPCJA NA PRAWO © All Rights Reserved.

Nasza strona używa plików cookies. Jeśli przeglądasz nasze strony równocześnie wyrażasz zgodę na korzystanie z nich.Więcej o naszej polityce prywatności Polityka prywatności. Korzystanie z tej strony wymaga akceptacji plików cookie.